Mam 31 lat i jestem mamą dwójki dzieci. Życie jest tak intensywne, jak można sobie wyobrazić. Kiedy to piszę, moja dwulatka biega po salonie ze stetoskopem-zabawką w dłoni i upiera się, że jest „lekarzem, mamusiu!”. Tymczasem moja 3-miesięczna córeczka siedzi zadowolona w swoim bujaku, chwilowo rozproszona przez swoją nową grzechotkę. Rok temu, kiedy z mężem w końcu zaczęliśmy oswajać się z całym rodzicielstwem, postanowiliśmy starać się o kolejne dziecko. Minęło 12 miesięcy i dokładamy wszelkich starań, aby sprostać wyzwaniom związanym z wychowywaniem dwóch niesamowitych małych dziewczynek. Oczywiście wiedziałam, że będzie to trudne i szybko zrozumiałam, że jeśli chcę w ogóle przetrwać ten etap macierzyństwa, muszę maksymalnie ułatwić sobie życie.
Oznaczało to wprowadzenie znaczących zmian w moim podejściu do rodzicielstwa. Za pierwszym razem byłam bardzo zdenerwowana i wywierałam na siebie ogromną presję, aby być idealną mamą, upierając się, że muszę robić wszystko na własnej skórze, mimo że zawsze mam inne opcje. Zdecydowałam się karmić wyłącznie piersią, co okazało się jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek zrobiłam. Oprócz bólu skręcenia palców u nóg, który odczuwałem przez pierwsze pięć tygodni, łącznie z popękanymi i krwawiącymi sutkami, było to wyczerpujące psychicznie. Żeby było jeszcze bardziej wyczerpująco, moja córka była niesamowicie przylegająca. Świadomość, że będę z nią związany 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, bez czasu dla siebie, odcisnęła swoje piętno, w wyniku czego doświadczyłem pierwszego przypadku baby bluesa.
Szybko zrozumiałam, że jeśli chcę przetrwać ten etap macierzyństwa, muszę maksymalnie ułatwić sobie życie.
Ja też nie chciałam dać córce smoczka, choć wiedziałam, że jego użycie znacznie ułatwi mi życie (bardzo dużo płakała). Powiedziałem sobie, że nie używam smoczka, bo nie chcę, żeby nadszedł dzień, w którym będę musiał jej go zabrać. Prawda jest taka, że poczułem też coś, co mogę opisać jedynie jako poczucie zadowolenia z wyboru, aby zrobić coś w trudniejszy sposób lub „właściwy” sposób, jak sam siebie przekonałem.
Ale posiadanie drugiej osoby na utrzymaniu zmieniło wszystko. Po raz kolejny karmię wyłącznie piersią, ale tym razem dzieje się tak dlatego, że moje dziecko nie chce przyjąć butelki pomimo moich prób nakłonienia jej do picia zarówno mleka odciągniętego, jak i mleka modyfikowanego. Próbowałam też dać jej smoczek, ale za każdym razem, gdy wkładam go do ust, natychmiast go wypluwa. Co mogę powiedzieć? próbowałem. Różnica jest taka, że tym razem zupełnie nie obchodziło mnie odgrywanie roli idealnego rodzica. Zamiast tego jestem otwarta na zrobienie wszystkiego, co w mojej mocy, aby stać się szczęśliwszą mamą. Obejmuje to bycie mniej krytycznym wobec siebie i pozbycie się poczucia winy mamy.
Petra Smith, lat 34, doświadczyła czegoś podobnego. „Przy pierwszym dziecku pierwsze kilka miesięcy macierzyństwa zostały zrujnowane przez moje zmagania z karmieniem piersią” – powiedziała. „Za drugim razem rozpoczęłam poród z mlekiem modyfikowanym i butelkami w torbie szpitalnej. Myślę, że przy pierwszym dziecku narażamy się na ogromną presję, ponieważ to wszystko jest dla nas czymś nowym. Jesteśmy bombardowani radami i uważamy, że musimy zrobić wszystko, nawet jeśli ledwo funkcjonujemy i śpimy krótko.
Inna mama dwójki dzieci, 39-letnia Dee Drysdale, zauważyła, że złagodniała, odkąd urodziła drugie dziecko. „Moje podejście za drugim razem jest zupełnie inne” – powiedziała. „Uważam, że jestem znacznie bardziej zrelaksowany wewnętrznie. Na przykład, kiedy urodziła się moja pierwsza córka, jej pokój dziecięcy został pomalowany z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, a jej ubrania były starannie zapakowane do każdej szuflady. Ale wraz z wcześniejszym przybyciem syna, przez pierwszy tydzień w jego domu praliśmy jego ubrania. Ma już 4 miesiące, a my nadal używamy kosza na pranie, do którego wkładamy jego czyste ubranka, bo nie ma jeszcze pokoju dziecięcego ani szafy na swoje rzeczy. Tym razem jesteśmy tak zrelaksowani, że się nie spieszymy.
Konieczność podzielenia uwagi pomiędzy dwójkę dzieci, zamiast skupiania się tylko na jednym, to kolejny powód, dla którego uważam, że ważne jest, aby dać sobie trochę luzu. Działając z mniej samokrytycznym nastawieniem, możesz podejmować bardziej praktyczne decyzje. Jordana Collinge, lat 27, wyjaśnia: „Czuję się silniejszą matką, ponieważ mogę działać zgodnie z własnym instynktem, zamiast ciągle w siebie wątpić i zadawać mamie lub teściowej tysiąc pytań dziennie. Myślę, że moje dziecko jest o wiele bardziej wyluzowane, bo ja jestem”.
Posiadanie dwójki dzieci tak małych jak moje jest trudne, więc nie chcę utrudniać życia, jeśli nie jest to konieczne. Oznacza to, że jeśli potykam się o zabawki w salonie lub wymykam się stosowi prania w drodze, aby włożyć kolejne brudne naczynie do przepełnionego zlewu w kuchni, staram się z całych sił, aby to zlekceważyć, zamiast się stresować. Kiedyś przeczytałam cytat: „Dobra mama to szczęśliwa mama”, który bardzo do mnie przemówił. Dlatego złożenie przysięgi, że będę najlepszą mamą, jaką tylko mogę, oznacza, że nie próbuję już być Superwoman. I jestem z tego więcej niż zadowolony.