Podróż

Odwiedziłem notorycznie nawiedzoną lalkę i pech chodził za mną wszędzie

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
247continiousmusic

Fotografia 247CM | Murphy'ego Moroneya

Fotografia 247CM | Murphy'ego Moroneya

Jestem osobą stosunkowo przesądną. Nigdy nie chodziłabym po czyimś grobie na cmentarzu, wierzę w duchy i pilnuję, żeby nie przechodzić pod drabinami. Tak więc, gdy niedawno byłem w podróży poślubnej w Key West i usłyszałem o wycieczce z duchami, która się z tym wiązała Lalka Robert — słynna nawiedzona lalka, która przynosi pecha tym, którzy ją odwiedzają – Byłem dość zaintrygowany.



W przypadku obiektu nieożywionego Robert jest dość znany . Występował w kilku programach telewizyjnych, a nawet brał udział w różnych konwencjach skupiających się na okultyzmie. Chcąc zobaczyć, o co to całe zamieszanie, mój mąż, Chris i ja zarezerwowaliśmy wycieczkę w firmie o nazwie Duchy , który obejmował postój w Muzeum Fort East Martello, w którym mieszka Robert. Chociaż trasa była niesamowita, nasze krótkie spotkanie z Robertem było... . . mniej niż idealnie. Dlaczego? Cóż, ponieważ „nawiedzał” mnie później przez około 36 godzin.

Aby w pełni zrozumieć tę sytuację, należy poznać brudną przeszłość Roberta. Pierwotnie podarowani Eugene’owi Otto, pisarzowi i malarzowi, przez jego dziadka w 1904 roku, od razu stali się nierozłączni. Mówi się, że strój lalki Roberta był nawet wzorowany na stroju, który nosił Eugene. Jako chłopiec Eugene często obwiniał lalkę za wypadki i złe przeczucia, twierdząc: „Robert kazał mi to zrobić”. Wydaje się, że to całkiem normalne zachowanie małego dziecka, prawda?

Według naszego przewodnika prawdziwe kłopoty zaczęły się, gdy kobieta pracująca u rodziny Otto została nagle i bez powodu zwolniona. Jednak zamiast spakować torby i wyjść, podobno użyła voodoo, aby w ramach zemsty rzucić klątwę na lalkę. I chociaż niektórym może się to wydawać dość naciągane, inni uważają, że to naprawdę zadziałało.

„Kiedy wystawiono go na wystawę, w jego obecności zepsuły się kamery i urządzenia elektroniczne i wkrótce zaczęły przychodzić listy zaadresowane do lalki, w których przepraszał za brak szacunku lub prosił o przebaczenie”.

Jako dorosły Eugene został artystą. Przez wielu uważany za „ekscentrycznego” Eugene wrócił do domu rodzinnego w Key West wraz z żoną Annette Parker po ślubie w 1930 roku. Mimo że Eugene był już dorosły, miłość Eugene'a do Roberta nigdy nie zachwiała się (legenda głosi, że Robert siedział tuż obok Eugene'a podczas malowania). Annette najwyraźniej nie była wielką fanką najlepszego przyjaciela swojego męża i odwrotnie, więc po śmierci Eugene'a w 1974 roku Annette opuściła Key West. Zostawiła Roberta na strychu domu, gdzie po latach odnaleźli go nowi właściciele domu. Chociaż wcześniej w obecności Roberta często działy się dziwne rzeczy – ludzie słyszeli głosy, odgłosy i inne niewyjaśnione dźwięki – dopiero w 1994 roku, gdy został przekazany do Muzeum Fort East Martello, jego niemiła postawa osiągnęła pełną skalę.

Przed wejściem do muzeum, aby rzucić okiem na Roberta, przewodnik dał nam pewne rygorystyczne zasady, których należy przestrzegać: musisz się przywitać i przedstawić Robertowi; jeśli chcesz mu zrobić zdjęcie, musisz najpierw zapytać; i nie można opuścić muzeum bez pożegnania. Choć było to trochę dziwne, dla mnie i Chrisa wszystko to wydawało się wykonalne, więc zrobiliśmy, co nam powiedziano. Po zrobieniu kilku zdjęć dowiedzieliśmy się, co dzieje się z ludźmi, którzy nie przestrzegają zasad lub naśmiewają się z Roberta. Pobliski telewizor pokazywał tysiące listów od ludzi z całego świata, którzy doświadczyli strasznego szczęścia po niewłaściwym potarciu lalki.

Według niektórych listów gości spotkały różnego rodzaju nieszczęścia, od poparzeń gorącą wodą, przez spóźnienie na samolot, aż po – tak – nawet rozwód. „Kiedy już wystawiono go na wystawę, kamery i urządzenia elektroniczne przestały działać w jego obecności i wkrótce zaczęły napływać listy zaadresowane do lalki, w których przepraszano za niewłaściwe zachowanie lub proszono o przebaczenie” – czytamy na stronie internetowej. „Listy nadal przychodzą codziennie”.

Jako szanowany gość myślałem, że wypadłem z tematu. Przestrzegałem zasad i naprawdę chciałem się o nim dowiedzieć. Ale chłopcze, myliłem się. Zrobiłam JEDNĄ uwagę na temat dorosłego mężczyzny noszącego lalkę i mój los był przesądzony. Gdy tylko obudziłem się następnego dnia, zaczął się pech. Po pierwsze, nasz lot do domu był opóźniony. Następnie zmuszeni byliśmy zmienić rezerwację lotu, ponieważ samolot był za ciężki, co skutkowało pięciogodzinną przesiadką i przeniesieniem na inny lot przesiadkowy. Chociaż obie te rzeczy były denerwujące, wiedziałem też, że czasami się zdarzają. To nie mogło być z powodu lalki, prawda?

Zdałem sobie sprawę, że Robert mógł naprawdę mieć to za nas, kiedy w końcu wylądowaliśmy w domu około północy. Problem? Nasz bagaż nigdy się nie pojawił. Powiedziano nam, żebyśmy wrócili do domu i że walizka prawdopodobnie będzie na pokładzie następnego lotu. Przejdźmy szybko do następnego ranka – wciąż ani śladu torby. I nikt w żadnej z linii lotniczych, z których korzystaliśmy, nie był w stanie zlokalizować, gdzie znajduje się walizka. Po prostu zaginął bez śladu. Sfrustrowani i bliscy łez postanowiliśmy poddać się naszym przesądom i napisać listy do Roberta w nadziei, że odwrócimy pecha, jaki nam zesłał i odnajdziemy zagubioną torbę.

Mój list

247continiousmusic

Fotografia 247CM | Murphy'ego Moroneya

List Chrisa

247continiousmusic

Fotografia 247CM | Murphy'ego Moroneya

Po ich wysłaniu poszliśmy spać i natychmiast zadzwoniliśmy do linii lotniczych o 9:00, kiedy zostały otwarte. I zgadnij co? Natychmiast powiedziano nam, gdzie jest nasza torba: w Key West linią lotniczą, z którą nie lecieliśmy. Chociaż sytuacja wciąż była niepewna, nasze szczęście całkowicie się zmieniło, gdy tylko przeprosiliśmy Roberta. Zbieg okoliczności? Może. Ale czy żałujemy, że dla pewności piszemy listy do lalki? Absolutnie nie!

Słyszałem o czymś podobnym tzw Klątwa Pele czyli przekonanie, że jeśli zabierzesz z Hawajów coś, co pochodzi z Hawajów, na przykład kamień lub piasek, będziesz miał pecha, dopóki nie zostanie zwrócone. A jeśli się temu przyjrzysz, znajdziesz tysiące relacji ludzi, którzy właśnie tak zrobili i doświadczyli tak wielkiego pecha, że ​​natychmiast wysłali skały lawowe z powrotem na wyspę. Wiedzieliśmy więc, że nie możemy być zbyt ostrożni.

Chociaż być może będę ryzykować szczęście, pisząc tę ​​historię – Bóg jeden wie, że nie potrzebuję już złego juju! — mówi się, że Robert uwielbia być w centrum uwagi. Trzymam kciuki, abym był w jego dobrych łaskach!