
Dzięki uprzejmości Stacie-Adlao
Dzięki uprzejmości Stacie-Adlao
Nienawidzę określenia „wszyscy Amerykanie”. Zawsze przypisuje się to jakiemuś blondwłosemu, niebieskookiemu, dobremu chłopcu lub dziewczynie, który jest standardem, według którego trzymają się ludzie kolorowi. Od razu mówi nam, że nie należymy. Że jesteśmy outsiderami. Że nigdy nie będziemy dość dobrzy. Nie ma znaczenia, co wnieśliśmy do tego kraju, ani nawet to, że walczyliśmy i oddaliśmy życie za ten kraj. Jeśli nie „wyglądamy” na Amerykanów, nie ma znaczenia, jak dobrze mówimy tym językiem ani jak długo tu mieszkaliśmy my lub nasi przodkowie – i tak nie jesteśmy mile widziani. Nie jesteśmy traktowani jak Amerykanie, ponieważ nadal nie jesteśmy postrzegani jako Amerykanie.
Ta koncepcja ludzi, którzy nie postrzegają mnie taką, jaką jestem, wpłynęła na sposób, w jaki się noszę i definiuję. Urodziłam się z irlandzkiej matki i filipińskiego ojca, ale ja też nie wyglądam. Mogę uchodzić za białego, ale nigdy za Filipińczyka. Identyfikuję się jako kolorowa kobieta, ale nie jestem zbyt kolorowa. Bladość mojej skóry zawsze sprawiała, że czułam, że nie mogę w pełni zaakceptować swojej brązowej strony ze względu na to, jak ludzie mnie postrzegają i prawdopodobnie tak postrzegam siebie.
Kiedy dorastałem, moi rodzice wywarli ogromny wpływ na moją tożsamość. Chcę to poprzedzić stwierdzeniem, że głęboko kocham moich rodziców i nie jest to próba wytykania im ich błędów. Piszę to, aby pokazać, jak doszedłem do wniosków i jak zacząłem identyfikować się na podstawie mojego pochodzenia.

Dzięki uprzejmości Stacie-Adlao
Biorąc to pod uwagę, mój filipińsko-amerykański ojciec całkowicie zasymilował się z amerykańską kulturą do tego stopnia, że czasami pytam: „Wiesz, że jesteś brązowy, prawda?”. Wiem, że mieszkasz teraz w Coeur d'Alene, ID, gdzie stanowisz całą populację Filipińczyków, ale nadal jesteś brązowy. Pomijając żarty, mam wrażenie, że pod wieloma względami zaniedbał utrzymanie naszej filipińskiej kultury przy życiu. Czasami może gotować typowe dania filipińskie, ale tylko dlatego, że chce je zjeść. Nie wydaje mi się, żeby w naszej kulturze było jakiekolwiek poczucie dumy, mimo że, gdy go o to poproszą, mówi, że jest dumny z bycia Filipińczykiem.
Najbardziej przygnębiające dla mnie jest to, że nie nauczył nas tagalskiego, ponieważ powiedział, że nie chce, żebyśmy mieli akcent. Zastanawiałem się, czy brak akcentu jest ważniejszy niż zachowanie naszej kultury. Nie powiedział, że tak było, po prostu tak się wtedy czuł ze względu na to, jak to na niego wpłynęło i jakie możliwości, jakie według niego mógł przegapić.
Wtedy dotarło do mnie: przywilej, jaki mam jako Amerykanin w pierwszym pokoleniu ze strony ojca. Mogę zaakceptować moją filipińską stronę i utrzymać ją przy życiu, bez konieczności zmagania się z trudnościami, jakie musiał znosić mój ojciec i wiele innych osób, które wyemigrowały do tego kraju. Myślenie o tym, przez co on i niezliczona ilość innych imigrantów przeszli w tym kraju, sprawia, że następna rzecz, którą napiszę, będzie jeszcze bardziej bolesna.
Moja matka jest pod wieloma względami typową białą Amerykanką: deklaruje patriotyzm i pasję do swojego kraju, gdy z jej ust wylatują wątpliwe i obraźliwe rzeczy. Lub żąda, aby ludzie tutaj, w Ameryce, mówili po angielsku, ale jest wściekły, gdy restauracje za granicą nie mają w menu tłumaczeń na język angielski. Och, ironia! Kiedy byłem młodszy, jazda z nią samochodem po naszej przeważnie azjatyckiej dzielnicy była pogardliwym doświadczeniem: „Naucz się, do cholery, jeździć!”. „Wracaj do swojego pieprzonego kraju!” „Wracaj tam, skąd przyszedłeś!” To te, które się wyróżniały i nadal pozostają we mnie, gdy siedzę tutaj i o tym myślę.
Jeśli ci ludzie, podobnie jak mój ojciec – jej mąż – mieli wrócić tam, skąd przybyli, to gdzie jest moje miejsce?
Nadal odczuwam te same emocje, które czułem, gdy ją obserwowałem, łzy napływały mi do oczu, gdy siedziałem cicho i implodowałem. Pytałem ją, jak mogła mówić tak okropne rzeczy, będąc po części Azjatką, na co odpowiadała: „Nie jesteś Azjatką, jesteś mieszkańcem Pacyfiku”. Moja własna matka nawet mnie nie widziała. I na chwilę zapominałem, że jest moją matką, i myślałem: „Jak myślisz, kim jesteś, biała kobieto, żeby określić, kim jestem?”. Ale może dlatego tak mówiła, bo w tych gorących chwilach zapominała, że jestem jej córką. Moja matka. Mówienie ludziom, z którymi się identyfikuję, aby wrócili tam, skąd przybyli. Aby wrócić do swojego kraju. Jeśli ci ludzie, podobnie jak mój ojciec – jej mąż – mieli wrócić tam, skąd przybyli, to gdzie jest moje miejsce?

Dzięki uprzejmości Stacie-Adlao
I've struggled most of my life trying to establish my own identity and how I define myself. Many of my earlier conclusions had been a consequence of how others perceived me to be. In a sociology class back in college, we read an article by Yen Le Espiritu subtly titled „Nie śpimy tak jak białe dziewczyny” o matkach imigrantkach z Filipin, które nie chcą, aby ich córki były takie jak amerykańskie dziewczęta ze względu na ich rzekomą rozwiązłość. Następnie polecono nam podzielić się na małe grupy i przeprowadzić dyskusję. Moja grupa składała się z mojej przyjaciółki Aileen, Amerykanki filipińskiego pochodzenia i dwóch, jak sądzę, amerykanek włosko-amerykańskich. Mieliśmy już zacząć dyskusję, kiedy jedna z dziewcząt zaczęła marudzić i pamiętam, że wyglądało to mniej więcej tak:
„O mój Boże, jestem tak urażony, że tak o nas mówią. Znam wiele filipińskich dziewcząt i są one największymi dziwkami. Jak śmieją po prostu mówić, że wszyscy tacy jesteśmy, to takie obraźliwe. Nie mogę uwierzyć, że oni tak myślą, co za niegrzeczność!
Umilkła i spojrzała na Aileen.
'O mój Boże! Mam koleżankę z Filipin, a jej mama zawsze przestawia meble w ich domu. To wszystko, co kiedykolwiek robi. Za każdym razem, gdy tam jestem, meble są zawsze w innym miejscu. . . . Założę się, że twoja mama też tak robi, co?
Nie pamiętam dokładnie, jaka była odpowiedź Aileen, gdy siedziałam w osłupiałej ciszy, ale pamiętam, że jej ton przypominał: „Kurwa, nie!”. Po prostu wpatrywałem się w dziewczynę z wyrazem zmieszania, który zdawał się paraliżować resztę funkcji mojego organizmu, gdy zastanawiałem się, czy jest w stanie przebrnąć przez tytuł artykułu.
Kilka chwil później pokazała nam zdjęcie swojej siostry na balu maturalnym, po czym powiedziała: „Ale moja mama musi je ukrywać, kiedy przychodzi mój dziadek, bo wkurzyłby się, gdyby się dowiedział, że poszła z jakimś czarnym facetem”. Ale nie rozumiem, jak możesz nie lubić czarnych ludzi. Oni są tacy fajni. Oni są naprawdę dobrymi tancerzami.
Zrobione. Skończyliśmy. Spojrzeliśmy na nią, a potem na jej przyjaciółkę, której twarz zdawała się błagać: „Przepraszam. Tak, wiem, że przychodzę z nią codziennie, ale proszę, nie kojarz mnie z tą głupotą.
Wyszliśmy, a Aileen wzdychała, gdy słuchałem. Następnie Aileen zwróciła się do mnie i powiedziała: „I nawet cię nie przyjęła. Wie, że jesteś Filipińczykiem, ale nie zapytała, czy twoja mama załatwiła te cholerne meble. A wiesz dlaczego? To dlatego, że nie postrzega cię jako Filipińczyka.
Nawet nie zauważyłem. Może dlatego, że moja mama jest biała i automatycznie zakładałam, że o tym wie, mimo że tak nie było. A może dlatego, że nie wiedziałem, kim jestem.
Tak, technicznie rzecz biorąc, zawsze wiedziałem, że jestem po części Filipińczykiem i po części białym. Ale nie czułam, że mogłabym być Filipińczykiem, bo nie wyglądałam na Filipińczyka, jakkolwiek śmiesznie to brzmi. Nie czułam, że jestem w stanie odzyskać tę część siebie, ponieważ fizycznie nie przypominałam tego, co ktoś zwykle sobie wyobraża, wyobrażając sobie Filipińczyka. Ale to nie tylko ja. Wygląda na to, że większość ludzi, których spotykam, ma pytania i wątpliwości, próbując zdefiniować lub zakwestionować moje istnienie.

Dzięki uprzejmości Stacie-Adlao
– Nie wyglądasz na Filipińczyka. Cóż, tak. Ponieważ jestem. Ale nigdy tego nie mówię. Kiwam tylko głową i uśmiecham się grzecznie.
– Czy mówisz po tagalsku? Nie, ale się uczę. Wciąż krytykuję mojego ojca za to, że nie nauczył mnie, no wiesz, kontynuowania naszej kultury i zaoszczędzenia mnóstwa pieniędzy.
„Czy mówisz po hiszpańsku?” NIE! Jestem Filipińczykiem.
– Jesteś taki biały. Tak, wiem. Kiedyś wydawałam dużo pieniędzy i wiele godzin niszcząc swoją skórę w solarium, ponieważ moja bladość zdawała się odstraszać ludzi. Moja obsesja na punkcie opalania była tak głęboka, że kiedy mój mąż widzi moje stare zdjęcia, jest skłonny nadać mi przezwisko Jersey Shore. Moja własna matka zauważyła biel mojej skóry, na co odpowiedziałem: „Och, to twoja wina”.
– Jak to zdobyłeś? Zapytano mnie o to, gdy po raz pierwszy użyłem filipińskiego paszportu w Manili. Kiedy podszedłem do dwóch filipińskich celników, gdy się zbliżyłem, spojrzeli na mnie ostrożnie. Zajrzeli do mojego paszportu i zapytali, jak zdobyłem taki dokument. Nie rozumiałem, więc zapytałem, co mają na myśli, a oni po prostu to powtórzyli. Powiedziałem, że właśnie się o to ubiegałem. Spojrzeli na siebie, spojrzeli na mój paszport, spojrzeli na mnie, po czym zapytali: „Jesteś Filipińczykiem?”
Dowód! Miałem dowód, że jestem Filipińczykiem, a oni i tak mi nie wierzyli.
Ciągle słyszymy, że za bardzo utożsamiamy się z jedną stroną lub za mało z drugą i odwrotnie, w zależności od tego, kto w danym momencie uzna się za autorytet w zakresie naszej tożsamości.
W szkole średniej wyraźnie pamiętam, jak wszedłem do filipińskiego klubu i od razu wyszedłem, bo nie czułem, że należę tam do wszystkich „prawdziwych” Filipińczyków. Wiem, że wiele osób o mieszanym pochodzeniu etnicznym zmaga się z tym ciągłym poczuciem braku przynależności lub bycia „niewystarczającym”, niezależnie od tego, jaka jest ich mieszanka. Odkryłem, że wiele mieszanych osób może odnosić się do siebie bardziej niż do innych osób tego samego pochodzenia etnicznego. Ciągle słyszymy, że za bardzo utożsamiamy się z jedną stroną lub za mało z drugą i odwrotnie, w zależności od tego, kto w danym momencie uzna się za autorytet w zakresie naszej tożsamości.
Gdzie zatem należymy? Kim jesteśmy? Dlaczego ludzie nas nie widzą?
Niedawno rozmawiałem z moją drogą kuzynką, która jest Filipińczykiem i jest czarna, i ona powtórzyła to samo, co ja mam na temat poczucia zagubienia. Poczucie, że tak naprawdę nie należymy do żadnego ze światów. Opowiedziała mi o dwurasowej kobiecie, którą widziała w jednym z odcinków Igły co tak przejmująco mówiło o byciu rasą mieszaną. Po rozmowie od razu podszedłem do telewizora, żeby to znaleźć. Odcinek miał miejsce w Nowej Zelandii i skupiał się na Ta moko , tradycyjny maoryski tatuaż. W tym odcinku wielu Maorysów rasy mieszanej mówiło o trudnościach związanych z posiadaniem przodków, którzy są zarówno prześladowcami, jak i uciskanymi. Ale ci młodzi ludzie byli w trakcie ponownego odkrywania swojej historii i odzyskiwania jej poprzez dekolonizację. Jedna z kobiet zastanawiała się nad swoją mieszaną tożsamością rasową:
„Myślałem, że moją słabością jest to, że jestem w połowie Maorysem, w połowie Jamajczykiem. . . w różnych światach i poza nimi. Nigdy tak naprawdę nie czułem, że przynależę i tak się zachowywałem. I wtedy zdałam sobie sprawę, że to nie były moje słabości i że nie byłam połową niczego. Byłem całkowicie Maorysem. Całkowicie jamajski. Całkowicie sobą.
„Taaak” – krzyknąłem do telewizora. Ten. Wszystko to. Zawsze czułam, że nie jestem wystarczająca, bo uważano mnie za połowę każdego z nich.
Ale nie jestem połową. Niczego mi nie brakuje. Jestem całym człowiekiem.
Nawet jeśli ludzie mogą postrzegać mnie jako kogoś innego, nie zmienia to tego, kim jestem. Ludzie zawsze będą próbowali mnie zdefiniować i wrzucić do pudełka, do którego czują, że pasuję. Ale to, jak się czuję, zależy od tego, kim jestem i czy ludzie to widzą, nie ma znaczenia. To, kim jestem, ma znaczenie. A ja jestem całkowicie Filipińczykiem. Jestem całkowicie Amerykaninem. Jestem całkowicie sobą. Z moimi brązowymi włosami, brązowymi oczami i żółtą skórą jestem Amerykanką i należę tutaj.
Wszyscy tak robimy.