
Natalia Rivera
Natalia Rivera
Kiedy dorastałem, moja rodzina nie była niczym niezwykłym. Moi rodzice przybyli do Stanów Zjednoczonych jako nastolatki ze swoich domów w Meksyku, nielegalnie przekraczając granicę, by zostać obywatelami USA w latach 80. pod rządami Reagana. Urodziłem się w North Hollywood w Kalifornii i wychowałem w pobliskim San Fernando. Kiedy miałam około 4 lat, moja mama pracowała na zmiany w McDonaldzie o 5 rano, kiedy była w ciąży z moim młodszym bratem. Mój ojciec zajmował się architekturą krajobrazu i dostarczał pizzę Domino w weekendy, dopóki nie skończyłem około 10 lat. Co miesiąc był kolejny chrzest, komunia, przyjęcie urodzinowe, quinceañera lub wesele w mojej bardzo dużej meksykańskiej rodzinie (mam około 75 kuzynów. Nie, poważnie. Mój tata i ja liczyliśmy). Wszystkie moje ciotki i wujkowie przybyli do tego kraju w podobnych okolicznościach; jeden z braci mojego ojca również dostarczał pizzę Domino, aby zarobić na życie.
Nadal nie mogę się zmusić do utożsamienia z jedną konkretną wytwórnią: Chicana
W moich gimnazjach i liceach, podobnie jak w okolicy, przeważali mieszkańcy Ameryki Łacińskiej, szczególnie meksykańsko-amerykańskiej. Większość moich kolegów z klasy pochodziła z pierwszego pokolenia, a niektórzy z nich sami byli meksykańskimi imigrantami. Przyjaciele, prześladowcy, zauroczenia, a nawet nauczyciele nie różnili się zbytnio ode mnie. Prawie wszyscy byliśmy w ten czy inny sposób produktem doświadczeń meksykańsko-amerykańskich, niezależnie od tego, czy oznaczało to posiadanie rodziców, którzy przekroczyli granicę, czy po prostu dorastanie z Univision grającym w tle 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Dopiero po studiach zacząłem spotykać więcej ludzi, którzy nie byli Angelenos. Do dziś ludzie, których spotykam po raz pierwszy w mieście (obecnie mieszkam w Koreatown, zaledwie 30–40 minut jazdy od domu) wciąż powtarzają mi, jak rzadko spotyka się kogoś, kto faktycznie jest z Los Angeles. Nie wiedzą, że dla mnie też są jednorożcami.
Ponieważ wielu przyjaciół, współpracowników i znajomych, których spotkałem w ciągu ostatnich kilku lat, nie wygląda jak ja, poczułem, że mam obowiązek podzielić się z nimi swoim wychowaniem. Miałem około dwudziestu lat, kiedy po raz pierwszy określiłem siebie jako osobę pierwszej generacji. Nie było to określenie, w którym dorastałem, ponieważ wszyscy zakładali, że nim jesteś. Ze względu na nasz klimat polityczny jestem bardziej skłonny określać siebie jako Amerykanina meksykańskiego pierwszego pokolenia lub – jak kiedyś przeczytałem na jednym z moich znaków protestu – „dumną córkę meksykańskich imigrantów”. Ale choć cieszę się, że mogę podzielić się historią mojej rodziny, nadal nie mogę się zmusić do utożsamienia się z jedną konkretną wytwórnią: Chicana.
Znaczenie Chicano i Chicana
Merriam-Webster definiuje słowo „Chicana” jako: Amerykanka lub dziewczyna pochodzenia meksykańskiego . Według słownikowej definicji tak, jestem Chicana, ale gdy dorastałam, wydawało mi się, że to słowo ma inne konotacje.
Podczas gdy historycy nie potrafię określić dokładnego pochodzenia tego słowa , Chicano — czyli żeńska nazwa Chicana — jest szeroko używana do opisania Amerykanów pochodzenia meksykańskiego w USA od początku XX wieku. Przez pewien czas słowo to miało charakter pejoratywny i było używane do opisania Amerykanów pochodzenia meksykańskiego o niskiej pozycji społecznej. Chicanos odzyskało to słowo podczas meksykańsko-amerykańskiego ruchu na rzecz praw obywatelskich w latach 60. znany również jako Ruch Chicano , któremu przewodziło nowe pokolenie Amerykanów pochodzenia meksykańskiego, głównie w Kalifornii i Teksasie, którzy domagali się lepszych warunków pracy dla rolników-migrantów, wzmocnienia pozycji politycznej i reformy szkół. Dwoma najwybitniejszymi przywódcami ruchu byli Cesar Chavez i Dolores Huerta, współzałożyciele ruchu Zjednoczeni Robotnicy Rolni Ameryki , pierwszy w kraju związek rolników i wielkie zwycięstwo ruchu robotniczego.
Moje rodzinne miasto jest powszechnie dumne ze swojej historii Chicano. Mamy mural poświęcony Chavezowi, a nasze lokalne kawiarnie zazwyczaj mają na ścianach co najmniej jedno dzieło sztuki Chicano. Moi nauczyciele opowiadali nam o spuściźnie Chaveza w gimnazjum, a na uniwersytecie, na którym studiowałem – także w dolinie – znajduje się wydział studiów Chicana/o. Jednak to słowo znaczyło dla mnie więcej niż jego definicja Merriama-Webstera; oznaczało to, że jesteś przebudzonym Amerykaninem meksykańskiego pochodzenia, gotowym walczyć o la raza, czyli rasę. Uczniowie mojej szkoły, którzy identyfikowali się jako Chicano/a, wydawali się dobrze zorientowani w niesprawiedliwościach, z jakimi borykają się nasi ludzie, zarówno w przeszłości, jak i obecnie, i zaangażowali się w ich zwalczanie. Z tego powodu Chicano/a wydawało się czymś więcej niż tylko etykietą lub terminem. To był sposób na życie, który oznaczał, że nie jesteś tylko Amerykaninem meksykańskiego pochodzenia, ale... dumny , aktywista meksykańsko-amerykański.
Niezależnie od tego, czy chodziło o prawa imigrantów, czy po prostu głębokie uznanie dla wysiłków Chaveza i Huertasa, dumna Chicana/os, z którą się spotkałam, zawsze wydawała się samoświadoma. Nie byłem – a przynajmniej nie w takim stopniu. Dorastając, nigdy nie brałem udziału w żadnych protestach studenckich ani demonstracjach politycznych i za każdym razem, gdy dowiadywałem się czegoś nowego o Ruchu Chicana/o, po prostu przyjmowałem tę wiedzę, nie stosując jej w codziennym życiu. Poczułem się z tego powodu trochę winny, ale jak wielu nastolatków nie interesowałem się aktywizmem ani polityką, ale głównie muzyką, czasopismami, Harry'ego Pottera i, cóż, chłopcy (ja, mając 16 lat, słabo wypadłbym w teście Bechdela). Ponadto, ponieważ społeczność, w której dorastałem, składała się głównie z Amerykanów pochodzenia meksykańskiego, rzadko byłem świadkiem dyskryminacji Latynosów. W rzeczywistości białe dzieci częściej były wyrzutkami. Podczas gdy telewizja i film opowiadały inną historię, wszyscy w społeczności, w której dorastałem, wyglądali prawie tak samo. Z tego powodu byłem mniej więcej nieświadomy walki Latynosów. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że mnie to nie obchodziło, po prostu nigdy nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia, jak w przypadku niektórych moich kolegów z klasy.
Chociaż teraz, jako osoba dorosła, biorę udział w protestach i tworzę treści podnoszące świadomość na temat praw imigracyjnych, nie sądzę, że moja aktywność polityczna może się równać z tą wykazywaną podczas Ruchu Chicano. Dlatego nie czuję się komfortowo, identyfikując się jako Chicana, i skłaniam się bardziej do etykiet meksykańsko-amerykańskich i latynoskich. Chociaż z definicji jestem Chicaną, nie czuję osobistego związku z tym słowem ani nie czuję, że moje doświadczenia jako Amerykanina meksykańskiego odzwierciedlają doświadczenia Ruchu Chicano czy kultury Chicano.
Jak kształtujemy własną tożsamość jako Amerykanie meksykańskiego pochodzenia?
Rozmawiałem z Gabrielem Gutiérrezem, kierownikiem wydziału studiów Chicana i Chicano na California State University Northridge – który, tak się składa, jest moją alma mater – o historii tego słowa. Podobnie jak ja, Gutierrez również uważa, że to słowo to coś więcej niż jego słownikowa definicja. Uważa jednak również, że ewolucja tego terminu wykracza poza Ruch Chicano. Zdaniem Gutierreza dla niektórych osób termin ten ma konotacje kulturowe. Ponieważ jesteśmy Amerykanami pochodzenia meksykańskiego, oczekuje się, że będziemy równie meksykańscy jak Amerykanie, co sprawia, że niektórzy z nas desperacko szukają wytwórni, która ucieleśnia nasze szczególne doświadczenia.
„Będą ludzie, którzy utożsamią się z tym terminem jako alternatywą między tożsamością meksykańską a amerykańską” – powiedział mi Gutiérrez. „Częściowo z powodu pojęcia, idei lub doświadczenia, że nie jesteś uważany za autentycznie meksykańskiego lub autentycznie amerykańskiego”.
Chociaż samoidentyfikacja może odegrać ogromną rolę w społeczności Latinx, to, że dana osoba bardziej skłania się ku jednej etykiecie niż innej, nie oznacza, że samo określenie jest mniej lub bardziej trafne. W Meksyku niektórzy ludzie identyfikują się ze swoim stanem rodzinnym, a nie z krajem urodzenia. Na przykład ktoś może być bardziej skłonny nazywać siebie Michoacána niż Meksykaninem, identyfikując się bardziej ze stanem Michoacán, a nie tylko z Meksykiem. Nie jedna etykieta jest koniecznie lepsza od drugiej; po prostu tak czuję się bardziej komfortowo identyfikując się. Ponieważ osobowość człowieka składa się z wielu warstw, istnieje wiele sposobów, w jaki można ją zidentyfikować, zwłaszcza jeśli doda się do tego dziedzictwo. I jak zauważył Gutiérrez, nasza tożsamość nie zawsze jest stała, ale często jest płynna. „W rzeczywistości wiele osób w ciągu życia doświadcza wielu tożsamości” – wyjaśnił. „Zatem pierwszą świadomością może być reakcja na coś, co zobaczą w wiadomościach, lub reakcja na konkretne prawo. Zasadniczo im głębsze zrozumienie w tym względzie, tym więcej typów tożsamości powstaje w tym kierunku.
Gutiérrez powiedział również, że chociaż niektórzy ludzie używają Chicano/a jako dosłownego terminu oznaczającego urodzonych w Meksyku rodziców, niektórzy nazywają siebie „Chicano/a”, aby wyrazić dumę. Podobnie jak działacze Ruchu Chicano, niektórzy ludzie mogą używać tego terminu, aby odzyskać swoje dziedzictwo – coś, czego Amerykanie meksykańskiego pochodzenia od dawna wstydzili się albo z powodu uprzedzeń kulturowych, albo zinstytucjonalizowanego rasizmu.
„Są ludzie od przedszkola i później, których uczy się wstydzić się za swoich rodziców lub wstydzić się tego, kim byli” – wyjaśnił Gutierrez. „[Nauczono ich], żeby nie chcieli mówić po hiszpańsku, więc sytuacja została odwrócona w tym sensie, że ludzie patrzyli na kombinację wyrażeń. . . samoafirmacji.
Walka o samoafirmację i przynależność to walka, z którą osobiście borykam się przez większość mojego życia i która wciąż nie jest mi w stanie pojąć, nawet gdy mam ponad 20 lat. Kiedyś zazdrościłam amerykańskim rodzinom pokazywanym w telewizji, żałowałam, że nie pochodzę z domu, który byłby nieskomplikowany, pozwalał mi widywać się z ojcem w weekendy i nie wiązał się z presją konieczności znajomości dwóch kultur i języków na równi. Wstyd mi się teraz do tego przyznać, ale dorastanie Amerykanina meksykańskiego pochodzenia wiązało się z wieloma zakłopotaniami – przynajmniej dla mnie. Niezależnie od tego, czy zawstydzałem się moim łamanym hiszpańskim, czy też czułem się pominięty, ponieważ nie dorastałem, oglądając Seinfelda Lub Przyjaciele , bycie młodą Amerykanką meksykańskiego pochodzenia było tak sprzeczne, że czasami nienawidziłam własnej kultury.
Patrząc wstecz, zdałem sobie sprawę, że ta presja, choć czasami wywierana przez członków rodziny i kolegów z klasy, w rzeczywistości była moją własną zasługą. Chociaż nigdy nie dostanę tych lat, które zmarnowałem na stresowanie się idealną amerykańsko-meksykańską kobietą, której czułem, że muszę dorównać, mogę zamiast tego żyć, subskrybując etykiety i tożsamości, z którymi czuję się najlepiej. Na razie te etykiety nie zawierają słowa „Chicana” i nie ma w tym nic złego. Nie należy tego odbierać jako obrazę lub dysputę wobec tych, którzy zdecydują się przyjąć to określenie, ale po to, czym on jest: moją osobistą, autentyczną autorefleksją. Oprócz wielu praw, o które walczyli moi ludzie, mam wrażenie, że walczyli także o wolność dumnie i swobodnie określania własnej tożsamości – i to mi wystarczy.