Zimowe igrzyska olimpijskie niewątpliwie skupiają się bardziej na szybkości niż na czymkolwiek innym. Wiesz, że łyżwiarstwo szybkie jest szybkie, ponieważ słowo „prędkość” dosłownie występuje w nazwie, a jeśli kiedykolwiek próbowałeś jeździć na nartach zjazdowych, wiesz, jak szybko latają ci sportowcy. Niewiarygodne jest jednak, że saneczkarstwo uważane jest za najszybszy sport na igrzyskach.
Według oficjalnej strony internetowej Igrzysk Olimpijskich średnia prędkość saneczkarzy waha się od 74 do 90 mil na godzinę, a dość często zdarza się, że olimpijskie saneczkarstwo pokonuje 95 mil na godzinę lub więcej podczas pokonywania najbardziej stromych – i najniebezpieczniejszych – wzniesień i zakrętów toru. Przecież nie ma mowy o zwolnieniu, gdy zjeżdża się po lodowym torze na sankach bez hamulców.
Oszołomiony? No cóż, nie zbieraj jeszcze szczęki z podłogi. W 2017 roku szwajcarski saneczkarz Damian Andrey zanotował najszybszą prędkość w historii saneczkarstwa ulicznego, wynoszącą 171,83 mil na godzinę. Rekord Guinnessa . Jego występ miał miejsce na utwardzonym torze (nie na torze lodowym), ale i tak pokazuje, jak niewiarygodnie szybko ci sportowcy mogą podróżować na sankach.
Biorąc pod uwagę tempo tego sportu, olimpijczycy mają obowiązek je nosić warstwy ochronne do rywalizacji, w tym kaski z osłonami twarzy, paski na szyję, obcisłe kombinezony speed, buty aerodynamiczne i rękawice wyścigowe z kolcami. Choć łatwo zrozumieć, dlaczego saneczkarstwo stało się takim widowiskiem na Zimowych Igrzyskach, gdzie indziej można zobaczyć sportowców lecących po lodowym torze płasko na plecach, z nogami do przodu? — oznaczenie go jako najszybszego sportu olimpijskiego przypomina również, że może być po prostu niebezpieczny.