Zachowanie dziecka

Mój mąż i ja ustanowiliśmy „przekroczenia limitu czasu dla rodziców” i, do cholery, potrzebowaliśmy tego

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
247continiousmusic

W ten weekend wraz z mężem próbowaliśmy zająć się obowiązkami domowymi, na które w tygodniu nie mamy już wolnej chwili. Odkurzałem dywany, a nasz pies ujadał mi za piętami, a on opróżniał zmywarkę, po czym natychmiast ją napełniał.

Oboje byliśmy wyczerpani psychicznie po solidnym tygodniu izolacji. . . Nie mieliśmy ucieczki od zgiełku. W rezultacie byliśmy wobec siebie bardziej szczerzy i mniej cierpliwi w stosunku do naszych dzieci.

We were both mentally drained after a solid week of self-isolation, which didn't allow for any of the daily parenting breaks that come with school and daycare. My tension was high now that I couldn't steal away to a 5 a.m. workout class or a post-bedtime Target run (the only forms of 'me time' I could truly count on, pre-coronavirus). My partner also had a much shorter fuse than usual these days. He may have always complained about his rush-hour commute before he was relegated to an indefinite work-from-home status, but he certainly benefited from that alone time in the car and the pace of corporate culture.



Teraz nie było już ucieczki od zgiełku. W rezultacie byliśmy wobec siebie bardziej szczerzy i mniej cierpliwi w stosunku do naszych dzieci.

Tak więc próbowaliśmy po prostu posprzątać przed rozpoczęciem kolejnego tygodnia, w którym każdy dzień zlewał się z następnym, kiedy dwójka naszych dzieci wbiegła do pokoju i każde narzekało na siebie. Nie miałam ochoty się angażować, więc włączyłam odkurzacz. Mój partner nadal sortował sztućce. Nasze dzieci nadal przepychały się o naszą uwagę.

Potem nagle ryczący głos mojego męża przeciął szczekanie psa, warkot odkurzacza i skomlenie dzieci. Krzyknął: „MAM DOŚĆ TWOICH POSTAW! TYLKO PRZESTAŃ! TERAZ!'

Mój pięciolatek natychmiast zaczął płakać. Trzylatka podzieliła się jej zdaniem. Poczułem, że wzrasta mi ciśnienie krwi. Ogólnie rzecz biorąc, staramy się (z naciskiem na „spróbuj”) nie krzyczeć na nasze dzieci z kilku powodów, między innymi dlatego, że to po prostu na nas nie działa. To nigdy nie deeskaluje sytuacji. Wręcz przeciwnie, sprawia, że ​​frustrujące spotkania trwają tylko dłużej i zwykle wymagają przeprosin za podniesienie głosu.

Wrócił w lepszym humorze. Pomogło.

Więc, naturalnie, krzyk mojego męża skłonił mnie do krzyku. Na niego. To nie było miłe i w połowie krzyczałam na niego, żeby się „uspokoił” (najgorsza rzecz, jaką można powiedzieć komuś, kto nie jest spokojny) i krzyczałam, jak on… zawsze robi to” (bardziej logiczna logika), zdałem sobie sprawę, że dzieci to oglądają.

Wciąż parując, wypaliłem: „OK, musisz przejść do limitu czasu!”.

Te słowa zaskoczyły mnie w równym stopniu, co sądząc po reakcji mojego męża, zaskoczyły jego. Opierał się, ale nie ustępowałem. - Poważnie, idź na przerwę. Teraz.'

Zdezorientowany opuścił miejsce zbrodni i wycofał się do naszej sypialni na następne 30 minut. (Nawet tego nie planowaliśmy, ale przestrzegał klasycznej zasady, że pozostajesz na przerwie przez tyle minut, ile masz lat). Jasne, nie podobało mi się to, że oznaczało to, że latałem sam z dziećmi, podczas gdy ja też mogłem wykorzystać pół godziny, aby po prostu leżeć w łóżku i bezmyślnie słuchać podcastu, ale było warto. Wrócił w lepszym humorze. Pomogło.

Następnego wieczoru nadepnąłem na zabawkę, o którą prosiłem moje najmłodsze dziecko już siedem razy. Wydałam z siebie jedno z tych wściekłych pomruków, spojrzałam na męża oczami pełnymi wściekłości i powiedziałam głośno: „Mamusia kończy się przerwa!”.

Oficjalnie wprowadziliśmy limity czasu dla rodziców do „zasad domowych” naszej rodziny. Opracowaliśmy nawet pewne wytyczne:

    Rodzice nie mogą robić sobie przerwy tylko wtedy, gdy chcą trochę odpocząć. Mamy skomplikowane harmonogramy pracy i nauki w domu i musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby się ich trzymać. Te limity czasu mają na celu zapewnienie prywatnego miejsca do przepracowania gniewu, stresu i frustracji z dala od naszych dzieci. Każdy może powiedzieć komukolwiek innemu, że potrzebuje przerwy na żądanie, w granicach zdrowego rozsądku. Oznacza to, że jeśli kłócę się z mężem i moja najstarsza córka to zauważy, może mi powiedzieć, że muszę zrobić sobie przerwę. Jeśli każę jej usiąść do kolacji, choć nie chce, przepraszam, ale to się nie kwalifikuje. Rodzice nie muszą później rozmawiać o przerwie. Chociaż od dzieci oczekuje się, że po upływie przerwy na żądanie przeanalizują wydarzenia, które do niej doprowadziły i zachęca się je do przeprosin, dorośli dostają przepustkę. Może nie jest to najbardziej produktywne posunięcie, ale teraz nam się sprawdza! Przekroczenia limitu czasu przez rodziców powinny zdarzać się rzadko. Nie powinny one być konieczne częściej niż raz dziennie w izolacji. Jeśli mamy do czynienia z częstymi przerwami w pracy rodziców, musimy opracować nowe strategie radzenia sobie, takie jak naprzemienne zmiany pory snu lub wydłużenie czasu przed ekranem.

Wyjaśniliśmy ogólną koncepcję naszym dzieciom, które zawsze wychodziły z założenia, że ​​ich rodzice są zwolnieni z tego typu modyfikacji zachowania. Nasz ogólny scenariusz wyglądał następująco:

„Podobnie jak ty, mama i tata też czasami się denerwują. Postaramy się zachować spokój tak samo jak Ty. Weźmiemy głębokie oddechy, poprosimy o przestrzeń. Uderzymy się w poduszkę lub tupniemy nogami. Ale jeśli zapomnimy i będziemy krzyczeć, trzaskać drzwiami lub rzucać zabawką? Cóż, zatem podobnie jak ty otrzymamy natychmiastową przerwę!

Dzieci łatwo było sprzedać. Z pewnością podobało im się, że je dostaliśmy, i naprawdę szanowali naszą potrzebę niezakłóconej przestrzeni, gdy określaliśmy to jako przerwę w pracy zamiast po prostu „mamusia musi teraz być sama”.

W pewnym momencie mój mąż i ja skończymy z izolacją i przywrócimy systemy, które zapewniają nam mentalną przerwę od naszych dzieci i siebie nawzajem. Będziemy lepiej wyposażeni do ładowania akumulatorów, ale wiem, że przerwy dla rodziców zachowamy w tylnych kieszeniach. Straciliśmy panowanie nad sobą, zanim wszyscy zostaliśmy uwięzieni razem, i jak większość rodziców, na pewno znowu to zrobimy.