
Zdjęcia dzięki uprzejmości Iraisa Uraisa
Zdjęcia dzięki uprzejmości Iraisa Uraisa
Irais Urais jest redaktorem miejskim Uniwersytetu Teksasu w El Paso's Borderzine , dwujęzyczny, cyfrowy magazyn o pograniczach. W tym roku Borderzine po raz pierwszy bierze udział w NewsMatch, ogólnokrajowej kampanii mającej na celu zbieranie funduszy dla newsroomów non-profit. Odwiedź witrynę NewsMatch tutaj, aby dowiedzieć się, jak wesprzeć ich pracę.
Wciąż pamiętam dzień 10 lat temu, kiedy mój ojciec Octavio wrócił z pracy jako projektant krajobrazu i poinformował mnie, moją mamę i rodzeństwo, że przeprowadzamy się na drugą stronę granicy. Miałem 13 lat i kończyłem szóstą klasę szkoły publicznej w przygranicznym mieście Ciudad Juarez – uważanym wówczas za jedno z najniebezpieczniejszych miast na świecie ze względu na przestępczość i przemoc karteli narkotykowych.
Przemoc uderzyła blisko domu; mój wujek został niedawno zamordowany, a kilku członkom rodziny grożono. Pamiętam, jak mój tata powiedział: „Nie mamy wyboru ani czasu; tutaj nie jest dla nas bezpiecznie. Byłem zły i zdezorientowany. Nie chciałam zostawiać domu, szkoły i przyjaciół. Byłam oszołomiona i nie rozumiałam, dlaczego tak nagle i nieoczekiwanie musieliśmy przeprowadzić się do El Paso w Teksasie. Moja rodzina i ja zawsze byliśmy legalnymi mieszkańcami obu krajów. Urodziliśmy się w USA i jesteśmy mieszkańcami Meksyku.
El Paso i Ciudad Juarez współistnieją jako miasta siostrzane, tworząc jeden z największych dwunarodowych obszarów metropolitalnych na granicy Meksyku i Stanów Zjednoczonych, liczący 2,7 miliona mieszkańców. Tysiące ludzi codziennie przekracza granicę pieszo lub samochodem, aby udać się do pracy, szkoły lub odwiedzić krewnych. Chociaż przekroczenie punktu kontroli granicznej samochodem do El Paso może zająć od jednej do dwóch godzin, przejście przez most graniczny zajmuje około pięciu minut. Oto jak blisko jesteśmy.
„To, co 10 lat temu wydawało mi się utratą domu, teraz postrzegam jako zyskanie drugiego domu”.
Przed tym dniem wielokrotnie odwiedzałam El Paso z rodzicami, siostrą i bratem, aby jeść w restauracjach, kupować ubrania i odwiedzać krewnych ze strony mamy. Przyzwyczailiśmy się do przekraczania międzynarodowego mostu Paso del Norte i częstego dojeżdżania do El Paso, jednak myśl o zamieszkaniu tam nigdy nie przyszła mi do głowy.
Dzień przeprowadzki – dokładnie tydzień po przekazaniu wiadomości przez tatę – był chaotyczny i wyczerpujący. Ponieważ nie mieliśmy zbyt wiele czasu na spakowanie, a nawet przemyślenie myśli, że mamy przeprowadzić się do innego kraju, spakowaliśmy się tak prosto, że wydawało się to automatyczne. Moja siostra Giselle i ja pomagałyśmy mojej mamie Almie pakować do pudełek nasze ubrania, nasze ulubione lalki, pluszowe zabawki i rzeczy osobiste. Mój tata wynajął dużą ciężarówkę i wraz z bratem zapakowali do niej nasz dobytek. Przeniesienie wszystkiego do naszego nowego domu po zachodniej stronie El Paso, w pobliżu rzeki Rio Grande, zajęło nam dzień i kilka podróży tam i z powrotem przez granicę.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Iraisa Uraisa
Duże domy w mojej nowej okolicy zrobiły na mnie wrażenie, ponieważ nie były oddzielone wysokimi płotami i wysokimi murami zapewniającymi bezpieczeństwo, jak w Juarez. W El Paso domy były większe i nie były z betonu. Ulice posiadały chodniki. Mimo że domy w El Paso nie były oddzielone ścianami i płotami, sąsiedzi prawie nigdy nie spędzali czasu na zewnątrz, nie kontaktowali się też towarzysko. W Juarez znaliśmy imiona i nazwiska wszystkich mieszkańców naszego bloku. Ulice w mojej nowej okolicy były bezpieczniejsze, ale wydawały się pozbawione ludzi i ruchu. Zajęło mi kilka miesięcy, zanim zaaklimatyzowałem się i poczułem się komfortowo w mojej nowej sypialni. Kiedyś dzieliłam się jednym z moją siostrą, a teraz każda z nas miała swój własny.
Pierwszego dnia w szkole Loretto Academy, szkole dla dziewcząt w centrum El Paso, byłam zdenerwowana i onieśmielona. Nie mówiłem wtedy zbyt dobrze po angielsku, ale rozumiałem, co mówili nauczyciele i inni uczniowie, ponieważ uczyłem się angielskiego od piątej klasy, jeszcze w Juarez.
„Uważam się za fronterizę, pogranicza, kogoś, kto uosabia dwa języki i kultury i sprawnie porusza się między nimi”.
Miałem szczęście, że miałem kuzynkę, która uczęszczała do Loretto, i dzięki niej trochę łatwiej było mi się zaaklimatyzować i nie czuć się zagubionym. Jednak na niektórych zajęciach musiałam radzić sobie sama i wychodzić ze swojej strefy komfortu. Starałem się, aby ludzie poprawnie wymawiali moje imię. Czasami inne dziewczyny naśmiewały się z mojego imienia, nazywając mnie „kasowaniem” lub „lódem”, gdy nie potrafiły poprawnie wymówić słowa „Irais”. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, bo nie czułam się komfortowo, rozmawiając z nimi moim łamanym angielskim. Wszystkie moje zajęcia odbywały się po angielsku, ale po szkole miałam też korepetycje z angielskiego i cały czas ćwiczyłam z kuzynką. Zmuszałem się też do oglądania anglojęzycznej telewizji i filmów. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, mój angielski doskonalił się, aż dwa miesiące później zacząłem mówić płynnie.
Przejście z Juarez do El Paso, z hiszpańskiego na angielski wstrząsnęło mną do głębi. Przed przeprowadzką postrzegałem El Paso jako nasze sąsiednie miasto: spokojne, przyjazne i przyjazne miejsce, które odwiedzaliśmy w weekendy, aby spotkać się z rodziną. Postrzeganie tego miasta jako domu wymagało czasu, energii i dużego wysiłku, bo choć z Juarez do El Paso trzeba dojechać kilka mil przez most nad strumykiem rzeki, El Paso to nie Meksyk. Szok kulturowy mocno mnie dotknął.
Teraz, gdy jestem już starszy i wkrótce ukończę college w El Paso, zdaję sobie sprawę, że ta przeprowadzka nie była pożegnaniem z Juarezem, ale po prostu do zobaczenia później.
Przez pierwsze kilka lat po przeprowadzce moi rodzice nie pozwolili mi ani mojemu rodzeństwu wrócić do Juarez, ponieważ nadal uważano to za niebezpieczne. Już. mój tata nadal codziennie przekraczał granicę do swojej firmy zajmującej się architekturą krajobrazu w Juarez. W ciągu ostatnich kilku lat, gdy przemoc osłabła, wznowiłem podróże powrotne do Juarez i obecnie podróżuję z El Paso do Juarez i z powrotem do El Paso prawie w każdy weekend.
Co roku odwiedzam moich dziadków i spędzam Boże Narodzenie w Meksyku. Chodzę do lekarza rodzinnego, chodzę na zakupy do Misiones, jednego z głównych centrów handlowych w Juarez, jem w Los Arcos – ulubionej restauracji mojej rodziny, chodzę na koncerty i wydarzenia oraz spędzam czas z przyjaciółmi z Juarez. Czasami moja rodzina spędza cały weekend na kempingu na ranczu mojego taty, a czasami nocujemy w moim dawnym domu, który nadal jest naszą własnością.
To, co 10 lat temu wydawało mi się utratą domu, teraz postrzegam jako zyskanie drugiego domu.
Być może zastanawiacie się, jak się identyfikuję, mieszkając w obu przygranicznych miastach. Tak naprawdę uważam się za fronterizę, pogranicza, kogoś, kto uosabia dwa języki i kultury i sprawnie porusza się między nimi. Życie na granicy zainspirowało mnie do otwartości, zrozumienia i otwartości na ludzi z różnych środowisk. Nauczyło mnie to odporności i znaczenia adaptacji.
Chociaż czasami myślałam o wyjeździe, nie widzę rozwoju swojego życia nigdzie indziej, jak tylko tutaj, na granicy, w moim domu. Jestem Meksykaninem i Amerykaninem i uważam się za szczęściarza, że mogę mieszkać w obu światach.