
Fotografia 247CM | Aimee Simeon
Fotografia 247CM | Aimee Simeon
Jeśli udało mi się stworzyć idealne kocie oko, nie mogłam się powstrzymać i nie sfotografowałam go na Instagram. Słońce nie mogłoby świecić bez włączenia przedniej kamery, aby sprawdzić oświetlenie, a poza tym nie odważyłbym się ugryźć kęsa niedzielnego brunchu, zanim najpierw go udokumentuję. Powiedzieć, że byłem zapalonym fotografem selfie, to mało powiedziane. Ale kiedy dostałem pierwszą pracę na pełny etat, moje zaangażowanie w robienie tych zdjęć zmalało.
Budząc się każdego ranka do pracy, mając tylko kilka minut na przygotowanie się, nie mam czasu na znalezienie światła i zrobienie 50 zdjęć z mojego najlepszego kąta. Tym samym moje zainteresowanie Instagramem i selfie zaczęło spadać. To wtedy zdecydowałem się założyć konto na Snapchacie.
Dołączenie do Snapchata na nowo rozbudziło we mnie miłość do mediów społecznościowych. To właśnie tam pokazywałam swoje najbardziej autentyczne ja. Mogłam swobodnie nagrywać moją wycieczkę do sklepu spożywczego lub happy hour z dziewczynami bez makijażu, bez presji związanej z przefiltrowanymi twarzami i strachu, że nie dostanę żadnych „lajków”. Publikowałem, co chciałem, nie dbając o to, kto ogląda i jak wyglądam. Platforma wydawała się odświeżająco realna.
Nie tak dawno temu Snapchat wypuścił różnorodne filtry zniekształcające twarz, które jeszcze bardziej ugruntowały moją miłość do aplikacji. Spędzałam minuty histerycznie płacząc na widok mojej twarzy przemienionej w przerażającego króliczka – i nawet nie zaczynam od widoku tęczowych wymiocin, kiedy otwieram usta. Jednak niektóre filtry były nieco bardziej niepokojące.
Nie mam nic przeciwko używaniu twarzy Snapchata, ale niektóre filtry bardziej przypominają natychmiastowe retusze niż zabawne dodatki, upodabniając się do filtrów Facetune i Photoshopa, którymi osobiście gardzę. Wizażyści używają takich aplikacji, aby ulepszyć swoje funkcje w sposób, którego prawdopodobnie nie uchwyci standardowy aparat. Jednak z narzędzi podkreślających kunszt stały się niezbędnymi elementami wielu codziennych kobiet, które zamazują swoje twarze, aż przestają wyglądać realistycznie.
W szczególności jeden filtr, który nazywam „filtrem sumowym”, natychmiast zmienia całą twarz, tworząc bardziej nieskazitelną wersję Ciebie. Po naciśnięciu przycisku moje zaokrąglone policzki i nos nagle zostają wyprofilowane i wyrzeźbione. Znikają wszelkie pryszcze i niedoskonałości – a ja nie jestem już sobą. Zamiast tego zmieniam się w szczuplejszą, bardziej wyrafinowaną wersję siebie. . . tym bardziej „społecznie pożądany” ja.

Fotografia 247CM | Aimee Simeon
Różnorodne filtry wyolbrzymiają także wybrane rysy twarzy. Niektóre ulepszenia Snapchata mogą poszerzyć nos, powiększyć usta, a nawet wytworzyć podwójny podbródek. Trzymając telefon przy twarzy, zastanawiam się, co czuje osoba, która tak naprawdę jest świadoma swojego nosa, ust i wagi, widząc zmianę tych cech.

Fotografia 247CM | Aimee Simeon
Filtry mogą być zabawą. Ale jak każde doskonałe zdjęcie na Instagramie czy Snapchacie, nie są one rzeczywistością. Gwiazdy i osobistości z mediów społecznościowych, takie jak Lena Dunham i Kerry Washington, wypowiedziały się ostatnio przeciwko retuszowi i Photoshopowi, a coraz więcej kobiet decyduje się na naturalne podejście do piękna. Wygląda jednak na to, że im bardziej społeczeństwo woła o miłość do swojej skóry, tym bardziej się od niej oddalamy. Kiedy loguję się na mój profil w mediach społecznościowych, nie mogę uciec od nadmiernie wyprofilowanych „twarzy z botoksu na Instagramie”, od których staramy się odejść.
Zawsze myślę o ludziach korzystających z filtra sumowego, którzy woleliby wyglądać jak swoje wyretuszowane zdjęcia. Albo tych, którzy pomyśleliby dwa razy, zanim pochwaliliby się swoją twarzą bez filtrów, bo po prostu nie wygląda ona tak dobrze, jak by była poprawiona. Wszyscy mamy wątpliwości i wielu z nas zmieniłoby je, gdybyśmy mogli. Ponieważ jednak stale karmi się nas dawkami nierealistycznej doskonałości, pożera nas niepewność. Zamiast celebrować cechy, które czynią nas wyjątkowymi, stale otrzymujemy nowe sposoby na ich ukrycie. . . a teraz jednym z tych sposobów są filtry.
Należy pamiętać, że chociaż pewne ulepszenia mogą zwiększyć pewność siebie w trzysekundowej historii, nie muszą być piękne. Makijaż i konturowanie to formy artyzmu, które mogą uwydatnić to, co masz naturalnie i służyć jako forma wyrażania siebie. Instagram, Snapchat i ich filtry to kolejny sposób na opowiedzenie swojej historii. Ale nie używaj ich jako podpory, która uniemożliwia ci bycie dumnym z tego, co zobaczysz, gdy wyłączą się filtry. Zamiast tego celebruj to, kim jesteś – umalowany lub rozebrany. Możesz być zaskoczony sposobem, w jaki „prawdziwy” zostaniesz odebrany.
Choć będzie mi trudno nie z podekscytowania przekształcić swojej twarzy w istotę przypominającą kosmitę lub w animowanego szczeniaka za naciśnięciem jednego przycisku, zawsze będę pamiętać powód, dla którego dołączyłam do Snapchata: chęć bycia najbardziej surową, autentyczną (bez filtrów) wersją mnie.