Jeśli moja kosmetyczka i ja utknęlibyśmy na bezludnej wyspie, podkład byłby z łatwością pierwszą rzeczą, którą powinniśmy usunąć. Nazwij to szczęściem lub niesprawiedliwością, ale bogowie cery pobłogosławili mnie dobrą, naturalną skórą. Mam dość równomierny koloryt (z wyjątkiem niewielkich cieni pod oczami), tuż przed okresem dostaję jednego pryszcza, a moim jedynym prawdziwym problemem jest to, że jestem podatna na łojotok. Brak podkładu oszczędza czas w mojej porannej rutynie i sprawia, że moje paragony z Sephora są krótsze, więc nie wysilam się, aby go używać.
Podczas niedawnego nalotu na bogato zaopatrzoną szafę kosmetyczną 247CM przeglądałam półki w poszukiwaniu nowych produktów, które mogłyby wzbudzić moje zainteresowanie. Wyciągnęłam kilka zwyczajnych kredek do ust i zastępczy żel do mycia ciała, ale nic tak naprawdę nie przykuło mojej uwagi. . . dopóki nie otworzyłem szuflady z podkładami. Słoik w kolorze szampana, zakryty klejnotami, patrzył na mnie tak jasno, że mógłbym przysiąc, że odbijał promienie światła, gdy chór aniołów śpiewał zgodnie. Los chciał, że w tym słoiczku znajdowała się „Fundacja” Clé de Peau Tylko mój idealny odcień.
Słyszałam o tym produkcie już wcześniej. Z zawrotną ceną 250 dolarów, został nazwany „najdroższym podkładem na świecie” i przetestowany przez gigantów kosmetycznych, takich jak Tati I Jeffree Star . Wsparta ultrawyrafinowanymi składnikami, takimi jak przeciwstarzeniowa esencja złotego jedwabiu i wygładzająca japońska perła, luksusowa formuła okazała się długotrwała i imponująco promienna w recenzjach. To wciąż przekraczało to, co kiedykolwiek rozważałbym płacenie za jakikolwiek produkt do pielęgnacji cery. Ale teraz, jako redaktorka mająca obsesję na punkcie piękna i mająca w rękach darmowy słoiczek, wiedziałam, że moim obowiązkiem jest dzielenie się swoimi odkryciami z Internetem. Czytaj dalej, aby poznać moje pierwsze wrażenia i zobaczyć, jak radził sobie po całym dniu noszenia.

Fotografia 247CM | Carrie Carrollo
Przed (po lewej) i po nałożeniu podkładu (po prawej)
Za namową mojej szefowej (i osobistej mentorki urody), która uważa to za swój święty Graal, nałożyłam produkt gołymi rękami. Chociaż zwykle wzdrygałam się na ten pomysł, faktycznie zadziałało to jak urok! Kremowa, lekka formuła bardziej przypominała krem nawilżający niż podkład i wtapiała się w moją skórę jak (bardzo drogie) masło.
Podkład na początku wydawał się lekko lepki, ale szybko wysechł i pozostawił subtelną, zroszoną poświatę, która wyglądała jak moja prawdziwa skóra, ale o wiele lepiej. Krycie określiłbym gdzieś pomiędzy lekkim i średnim, z możliwością jego zwiększenia w razie potrzeby. Wystarczyła jedna warstwa, aby zamaskować gojące się przebarwienia – wstydliwe duchy pojawiających się pryszczy po sesjach – a nawet rozjaśnić skórę pod oczami.

Fotografia 247CM | Carrie Carrollo
Pełna twarz: przed pracą (po lewej) i w południe (po prawej)
Kiedy rano wychodziłam do pracy, byłam więcej niż zadowolona z ogólnego działania i wykończenia formuły. Właściwie ledwo mogłam stwierdzić, że mam na sobie coś poza zwykłym połączeniem korektora i pudru.
Do południa nadal byliśmy w całkiem dobrej formie. Do południa z łatwością mogę zmienić się w lśniący bałagan, ale ku mojemu zaskoczeniu tylko na nosie i na środku czoła pojawił się lekko zroszony nalot. W okolicy nosa również pojawiło się lekkie załamanie, ale nie na tyle, żeby mi to przeszkadzało. Ponieważ chciałam dokładnie zobaczyć, jak podkład radzi sobie przez cały dzień, celowo zdecydowałam się go nie poprawiać. Dalej, idziemy.
Fotografia 247CM | Carrie Carrollo
Koniec dnia
Czasem, kiedy wracam do domu z pracy, stwierdzam, że większość makijażu na mojej twarzy prawie całkowicie się rozpłynęła. Moje wypryski tracą swoją osłonę korektora, a moja niegdyś matowa strefa T odbija więcej światła, niż chciałabym przyznać. Dzisiejszy dzień nie był jednym z tych dni. Chociaż z pewnością uzyskałam nieco jaśniejszy połysk niż rano, z którym wyszłam z domu, większość mojego makijażu pozostała niezmieniona, a moja twarz była bardziej nawilżona i promienna (ale nie tłusta!) niż kiedykolwiek przez cały dzień.
Nie wierzę, że to mówię, ale fundacja Clé de Peau o wartości 250 dolarów całkowicie – choć niemal z żalem – zdała egzamin. Był kryminalnie łatwy w aplikacji, lżejszy niż jakakolwiek formuła, jaką kiedykolwiek próbowałem i nie wymagał cogodzinnych poprawek. To, czy zdecydujesz się zaszaleć, czy nie, zależy tylko od ciebie, ale dam ci trochę do myślenia: nie, to nie zapewni ci zupełnie nowej twarzy (choć za tę cenę może powinno). Nie, nie warto dopłacać do karty kredytowej. A jeśli masz formułę, na którą już przysięgasz, szczerze jej nie potrzebujesz. Ale jeśli jest to coś, na co możesz usprawiedliwić wydawanie pieniędzy, zapewniam cię, że nie będzie to daremne. Czasami musisz po prostu skorzystać ze swojego prawa do bycia fantazyjnym – a jeśli masz do tego słoik makijażu za 250 dolarów, zyskasz więcej mocy.