
Maria Tffany i ilustracja na zdjęciu: Becky tam jest
Maria Tffany i ilustracja na zdjęciu: Becky tam jest
Waham się, czy rozpocząć tę historię w przeszłości, ale myślę, że pomaga nam ona w pełni delektować się teraźniejszością.
Pięć lat temu Chanel Miller w tajemnicy pracowała nad swoimi wspomnieniami „Know My Name”. Miała 25 lat i mieszkała w San Francisco, każdego dnia podejmując się monumentalnego zadania polegającego na przypomnieniu sobie traumy i ułożeniu jej w słowa.
Świat znał ją wtedy jako Emily Doe, ofiarę sprawy o napaść na tle seksualnym ze Stanford w 2015 r., która zdefiniowała kwestię gwałtu na kampusie. Miller nie zdecydowała jeszcze, czy opublikuje swoje wspomnienia anonimowo; większość jej znajomych nawet nie wiedziała, że to ona była ofiarą w tej sprawie. Jej życie zostało podzielone na dwie części: Emily na sali sądowej i na pierwszych stronach gazet, Chanel w świecie, skrywająca ważny sekret.
„Nie mogłam pojąć, czy mogę wystąpić naprzód, ale też nie mogłam pojąć, jak kontynuować życie w izolacji, której doświadczałam podczas pisania” – Miller, obecnie 30-letnia, wspomina uważnie w Zoomie, a jej oczy pociemniały. Siedzi w swoim mieszkaniu w Nowym Jorku o białych ścianach, za sobą piętrzy się tęczowy stos książek. „Było wiele dni, kiedy myślałem, że nie ma żadnej ścieżki, więc teraz się poddaj”.
Wtedy wydarzyło się coś kluczowego. Jesienią 2017 roku zarzuty wobec hollywoodzkiego producenta Harveya Weinsteina rozpoczęły proces prowadzone przez kolorowe kobiety przez wieki i była to bezpośrednia kontynuacja ruchu, który Tarana Burke rozpoczęła dziesięć lat wcześniej. Odzwierciedliło to również to, co wydarzyło się podczas BuzzFeed opublikowane anonimowo Oświadczenie Millera dotyczące wpływu na ofiary z 2016 r.
Te przełomowe momenty pięknie się przeplatały: każdy z nich był pod wpływem innych i na nich wpływał, każdy był potwierdzeniem większej, niezatartej prawdy. Przez wiele lat ludzie byli zawstydzani i zmuszani do utrzymywania przemocy seksualnej w tajemnicy. Ale teraz rozmawiali i zostali usłyszani.
Cały ten impet wpłynął na decyzję Miller o ujawnieniu swojej tożsamości i opublikowaniu w 2019 roku „Know My Name” jako ona sama, łącząc obie tożsamości w jedną. Książka – oskarżający portret tego, co znaczy żyć jako ocalały w Ameryce – stała się bestsellerem New York Timesa. Miller pojawiała się w „The Daily Show” i podcastach, a jej wsparcie było dla niej niezwykle cenne. Stała się sławna jej sztuka , które ukazały się na łamach „The New Yorkera” i w salach Muzeum Sztuki Azjatyckiej w San Francisco.
Poprosiłem Millera, aby ponownie przyjrzał się tej sekwencji wydarzeń w senny październikowy dzień powszedni, ponieważ przypada piąta rocznica
„Łączymy się w tym chórze i każdy z nas próbuje odłożyć kawałek siebie, szukając pocieszenia w zbiorowych utworach i próbując zrozumieć, co to oznacza dla społeczeństwa” – mówi Miller. Rzadko jednak słyszymy pytanie: „Co jeszcze chcesz robić?”. Co jeszcze chcesz powiedzieć?

Ilustracja na zdjęciu: Becky tam jest
Kiedy na początku 2020 roku Miller przeprowadziła się do Nowego Jorku, zaledwie kilka miesięcy po opublikowaniu swoich wspomnień, przykleiła do drzwi małą karteczkę samoprzylepną, aby codziennie przypominać sobie: „Jesteś pisarką w Nowym Jorku”.
„To nie do pomyślenia, żebym dożyła tego wyroku” – mówi. — To taki sen. I nie jest to zwyczajne — cóż, jest piękne, bo teraz jest Jest zwyczajne, ale ważne jest, aby wykorzystać te chwile, aby pamiętać, jak niepojęta jest moja rzeczywistość dla tej jaźni w 2017 roku.
Ja też byłem w Nowym Jorku, kiedy po raz pierwszy zetknąłem się z twórczością Millera. Był rok 2016, lato poprzedzające mój ostatni rok studiów i krótki epizod w dorosłości. Nie wiedziałem, że to Miller napisał te słowa, ale to nie miało znaczenia. Kiedy zacząłem czytać jej oświadczenie o wpływie anonimowej ofiary — przesłane mi na czacie grupowym z bliskimi przyjaciółmi — ścisnęło mnie w gardle; wagon metra zrobił się niewyraźny. Nigdy nie przeczytałabym czegoś podobnego. Tekst wydał mi się tak święty, że wyłączyłem telefon i zapisałem go na później, aby przeczytać, kiedy będę sam.
Choć wówczas było to dla mnie przełomowe, według Meenakshi Gigi Durham, profesor Uniwersytetu Iowa i autorki książki, oświadczenie Millera stanowiło ważną część znacznie dłuższej spuścizny aktywizmu przeciwdziałającego gwałtom. „MeToo: wpływ kultury gwałtu w mediach”. Obejmowało to ruchy takie jak Odzyskaj noc , który sięgał lat 70. XX wieku, oraz Burke’a aktywizm , który skupiał czarne kobiety w pierwszej dekadzie XXI wieku.
Durham mówi mi, że jedną z „najtrwalszych pozostałości” sprawy Miller i jej oświadczenia o wpływie na ofiary jest to, że „pomogło to w stworzeniu wspólnego języka” wokół tej głęboko zakorzenionej kwestii. To był dowód na to, że mówienie ma znaczenie.
I w ten sposób zapowiedział wszystko, co miało nadejść rok później, kiedy New York Timesa I „New Yorkera”. opublikował zarzuty wobec Weinsteina, rozpoczynając kolejną kaskadę historii. Anonimowe oświadczenie Miller miało również wpływ na decyzję dr Christine Blasey Ford o złożeniu zeznań przeciwko sędziemu Sądu Najwyższego Brettowi M. Kavanaughowi w 2018 r. – zeznania, które z kolei ostatecznie przekonały Miller do ujawnienia swojego prawdziwego nazwiska rok później.
Przypadek Millera był wyjątkowy, ponieważ był zarówno wzorem, jak i wyjątkiem. Z jednej strony odzwierciedlało to nierówności nieodłącznie związane z systemem wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych, w którym sędzia wydawał biały mężczyzna oszałamiająco lekkie zdanie do białego studenta, który został skazany za zgwałcenie młodej Amerykanki pochodzenia azjatyckiego. A z drugiej strony była to rzadkość, bo w ogóle kończyła się wyrokiem skazującym. Zdaniem RAINNA, więcej niż dwa z trzech gwałty nie są zgłaszane, i mniej niż jeden procent gwałtów prowadzić do wyroków skazujących za przestępstwa. Tymczasem, jedna na sześć Amerykanek w ciągu swojego życia padła ofiarą próby lub dokonanego gwałtu, to jest statystyka wyższe dla kobiet kolorowych , a konkretnie czarne kobiety.
Kiedy Miller opowiada teraz o swojej sprawie, czasami zwraca się do drugiej osoby Ty bezpośrednio: zbiorowe ty. Kiedy to robi, staje się jasne, że jest jeszcze o wiele więcej, co chce przekazać ocalałym, a najbardziej naglące jest to, że następstwa napaści postrzega jako wyjątek, a nie regułę.
„Chcę, żebyście zobaczyli, jak wiele musiało się wydarzyć, abym odniosła sukces, ile osób musiało mnie nieustannie zachęcać do kontynuowania, mimo że wolałabym się poddać” – mówi. Ty .
„Nasza odwaga może nas zaprowadzić tylko tak daleko, a potrzebujemy ludzi, którzy będą tam na dłuższą metę i którzy nie opuszczą nas w najgorszym momencie” – kontynuuje. „Więc nigdy nie chodzi o to, że: «Och, po prostu nie byłem wystarczająco odważny». Jesteś bardzo odważny. . . zdecydowałeś się żyć każdym dniem i układać sobie życie, i to jest najodważniejsza rzecz, jaką możesz zrobić.

Ilustracja na zdjęciu: Becky tam jest
Dzień przed planowanym wywiadem z Millerem wsiadam do autobusu miejskiego i jadę do Muzeum Sztuki Azjatyckiej w centrum San Francisco. Mgła właśnie podniosła się z miasta; szarość za oknami zamienia się w złoto.
Autobus skręca za róg, patrzę w górę i tam jest: nazwisko Millera wydrukowane czysto na białym słupku za szkłem. Na masywnej ścianie za filarem trzy postacie wpatrują się we mnie, przechodząc z przeszłości, w teraźniejszość i przyszłość. Przeszłe ja jest zwinięte w kłębek i płacze; obecne ja jest uziemione w pozycji siedzącej; a przyszłe ja wznosi się pewnie i wychodzi z dzieła sztuki. „Byłem, jestem i będę”.

Ilustracja na zdjęciu: Becky tam jest
Mural jest na żywo oszałamiająco duży, co pasuje, biorąc pod uwagę, że był to kolejny duży projekt Miller po opublikowaniu jej wspomnień. Kiedy w 2019 roku Muzeum Sztuki Azjatyckiej zwróciło się do Miller z prośbą o stworzenie czegoś na to 20-metrowe czyste płótno, ona również była zaskoczona jego skalą. Rozumiała jednak, że dyrektorzy muzeum zaufali jej, że stworzy coś dźwięcznego i na miarę swojej skali. „Dało jej to ważną lekcję na temat jej wartości jako artystki” – mówi Miller.
„Nie tylko do nas należy budowanie pewności siebie” – wyjaśnia. „To naprawdę ważne, aby ludzie stworzyli tę przestrzeń i powiedzieli: «To jest Twoje, nawet jeśli nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądał produkt końcowy».
Sytuacja wyglądała inaczej, gdy na początku 2017 roku Miller zaczęła pracować nad swoimi wspomnieniami. Jak twierdzi, największym wyzwaniem nie było pamiętanie o traumie i samo pisanie, a raczej przekonanie o własnej wartości: „Najtrudniejsze było zrozumienie, dlaczego mogę być na tyle ważny, aby poprosić kogoś, aby był w moim życiu przez ponad 300 stron”.
Dodaje, że między innymi dlatego, że gdy dorastała, w klasie nie czytała wielu autorów azjatycko-amerykańskich. Jak pisze w swoich wspomnieniach, doświadczenie bycia Amerykanką pochodzenia chińskiego w społeczności przeważnie białej (nie wspominając o kraju, który nie wychwalał azjatyckich artystów i pisarzy) wpłynęło na jej postrzeganie siebie: „Nie wydawało mi się możliwe, żebym mogła być bohaterką”.
Kiedy wspomnienia zostały opublikowane, miały one głębokie znaczenie – zarówno dla mnie, jak i… inne Amerykanki pochodzenia azjatyckiego zwłaszcza — widzieć, jak Miller domaga się swojego imienia i swojej przestrzeni. Tyle relacji na początku
Znaczenie faktu, że jej kolejna wielka praca została zamówiona przez Muzeum Sztuki Azjatyckiej, nie umknęło teraz ani mnie, ani jej. „To właśnie zrobiło dla mnie muzeum: pomogło mi zastanowić się, w jaki sposób jeszcze chciałbym komunikować się ze światem” – mówi Miller.

Muzeum Sztuki Azjatyckiej i ilustracja na zdjęciu: Becky Jiras
Patrząc na sam mural – sposób, w jaki dosłownie zajmuje on przestrzeń, aby zilustrować przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – zdaję sobie sprawę, że sztuka zawsze rozmawia z tym, gdzie byliśmy, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Myślę, że twórczość Miller rezonuje, ponieważ nie boi się zabrać nas w tę podróż.
Obecnie Miller mówi, że choć poświęca chwile na „zadziwianie się”, jak daleko zaszła, to jednocześnie docenia trudną pracę, jaką włożyła w wytyczenie tej wcześniej nieistniejącej ścieżki.
„To też jest coś w rodzaju: tak, to jest moje życie” – mówi zdecydowanie. „I to będzie moje życie za pięć lat, a za 10 lat będę tworzyć jeszcze więcej w różnych mediach”.

Ilustracja na zdjęciu: Becky tam jest
Dopiero mniej więcej po trzech czwartych naszego wywiadu nastrój naprawdę się zmienia. Rozmawialiśmy o wspomnieniach i muralu, a ja zadałem proste pytanie: „Co obecnie tworzysz?”. — kiedy nagle twarz Millera się rozjaśnia. To tak, jakby wielka kula oświetlała jej twarz.
„To ilustrowany podręcznik dla klasy gimnazjum” – mówi z szerokim uśmiechem.
Oboje zaczynamy gruchać z podniecenia. Zdaję sobie sprawę, że dla kogoś, kogo twórczość przez tak długi czas kręciła się wokół traumy, taki projekt musi wywoływać niewytłumaczalne poczucie wolności. Widać to po sposobie, w jaki rozluźniają się jej ramiona i jak klaszcze w dłonie, gdy o tym mówi. Pisze tę książkę dla dzieci, które mija w parku i w metrze, mówi mi, że wszystkie są w swoich małych światach.
„Część mnie zadaje sobie pytanie: czy doświadczanie tak dużej radości w pracy na pełny etat jest nielegalne?” – mówi śmiejąc się. „Moimi „problemami” są punkty fabularne. . . . Czy wolno mi mieć takie życie?
Odpowiedź brzmi: oczywiście, że tak. Ale to żartobliwe pytanie przypomina o tym, co nam, kobietom, mówiono na wiele sposobów i przez tak długi czas. Dlatego też, pomimo całej tej lekkości, Miller zdaje sobie sprawę z wagi, jaką niesie ze sobą ta następna książka.
„Chociaż sprawa jest całkowicie niepowiązana i nie ma nic wspólnego z napaścią na tle seksualnym, mam nadzieję, że jeśli będę się nią zajmować, osoby, które przeżyły, to zrobią, pomoże im to uwolnić się także od innych rzeczy” – mówi.
Mam wrażenie, że Miller często to robi w swoich codziennych rozmowach, poza swoją sztuką i pisaniem – czerpie głębsze znaczenie z tego, co dzieje się w czasie rzeczywistym. Opowiada mi o jednym z niedawnych przykładów: pewnego jesiennego dnia w Nowym Jorku Miller siedziała sama na zewnątrz w kawiarni, kiedy podszedł do niej nieznajomy. Nieznajoma przedstawiła się jako Rachel i stwierdziła, że poruszyły ją wspomnienia Millera. Odbyli miłą rozmowę, po czym Rachel wróciła do swojego stołu.
Kiedy Rachel wstała, żeby wyjść, po raz ostatni zatrzymała się przy stole Millera i zostawiła pudełko. Miller ostrożnie je otworzył; w środku był bułka z masłem.
Przed tą rozmową Miller była całkowicie odizolowana, pogrążona we własnych myślach. „Teraz patrzę na swój stół i widzę to piękne ciasto, które wydaje się, że pojawiło się nie wiadomo skąd” – mówi. „Wiem, że to od tej wspaniałej kobiety o imieniu Rachel, ale zastanawiam się też: «Skąd to się wzięło?». Co się działo – jakie połączenie zostało nawiązane, o czym nawet nie wiedziałem, kiedy ona czytała książkę?
Zanim zdążę się głośno zastanowić, Miller odpowiada na własne pytanie: „We wszechświecie coś się generowało; było jakieś tarcie, o którym nawet nie wiedziałem. A teraz zmaterializowało się w postaci ciasta.
Znowu się uśmiecha, szeroko. I przez długi czas po naszej rozmowie myślę o bułce z masłem – o tym, jak pięć lat bólu i wytyczania ścieżek może ustąpić miejsca połączeniu; do słodyczy; do radości. Myślę o tym, jak satysfakcjonujące musi być ugryzienie.
Przeczytaj więcej historii o pięcioleciu firmy
- Chcesz wesprzeć osoby, które doświadczyły przemocy na tle seksualnym? Oto, co zalecają zwolennicy
- Wewnątrz