
Elaine Oyzon-Mast
Elaine Oyzon-Mast
Najpierw pozwólcie, że poprzedzę tę historię jednym zimnym, twardym faktem: mam ponad 40 lat. Nie jestem i nigdy nie byłam superfajną 20-letnią lesbijką z niesamowitym wyczuciem stylu i jeszcze wspanialszą garderobą (pomyśl o Ruby Rose – z pewnością, DUŻO). Prawda jest taka, że kiedy miałam 20 lat, zdecydowanie za bardzo bałam się być tym, kim chciałam być, ubierać się tak, jak chciałam i przestać przejmować się tym, co myślą inni. Im byłem starszy i im bardziej pewny siebie stawałem się w stosunku do osoby, którą byłem, tym mniej przejmowałem się tym, co myślą inni. Zbyt wiele lat odpuściłam, próbując być kimś innym, czując się niekomfortowo w swojej skórze i ubraniach. Ale z dumą mogę powiedzieć, że w końcu rozwinęłam takie poczucie stylu, które nie tylko pozwala mi nosić głowę do góry, ale także daje mi pewność siebie, jakiej nigdy nie dawało dostosowywanie się do norm społecznych.
Nigdy nie byłam dziewczęcą dziewczyną. Przez całe życie byłem uosobieniem chłopczycy. Odkąd pamiętam – na długo zanim w wieku 18 lat dowiedziałem się, że jestem gejem – miałem trudności ze znalezieniem ubrań, w których czułbym się komfortowo. Na tańcach w szkole podstawowej, kiedy każda inna mała dziewczynka nosiła sukienkę, nie przychodziło mi do głowy nic gorszego. Któregoś roku założyłem (domowej roboty) spodnie MC Hammera i koszulkę z napisem „Rozmowa jest tania”. Uwierzcie mi, choć były to lata 80., nadal był to niefortunny wybór modowy. Bardzo wyraźnie pamiętam, jak odwiedziłem moją babcię, gdy miałem około 9 lub 10 lat. Miałem na sobie spodnie w kratę, jakiś top z długim rękawem i melonik. Babcia zwróciła się do mamy i zapytała: „Kim jest ten chłopczyk, którego ze sobą przyprowadziłaś?”. Dziękuję bardzo, babciu.
Nie chciałam ubierać się jak chłopiec, chciałam ubierać się jak ja, ale nie wiedziałam, co to znaczy i jak to zrobić. Walka była częsta i była prawdziwa. Skończyłam liceum w połowie lat 90., kiedy tylko twoja mama nosiła spodnie, a nie ładne, więc tych zdecydowanie nie było. Na moją uroczystość w szkole średniej, cóż, zostawię to tutaj:

Nyree Spencer
Przez większą część moich dwudziestych lat pracowałam w barach i restauracjach, gdzie obowiązującym dress codem były dżinsy, t-shirty, czarne spodnie i białe koszule – teraz, kiedy mogę to zrobić. Kiedy w wieku 26 lat dostałam pierwszą pracę w korporacji, nie miałam nic, co można by nazwać profesjonalistką, więc kupiłam całą masę naprawdę nudnych ciuchów biurowych, w których nie czułam się komfortowo. Nosiłam spodnie z szeroką nogawką, buty na obcasie i bluzki (to okropne słowo, przy okazji), ale zrezygnowałam ze spódnic, bo nawet ja miałam granicę, której nie przekroczyłam. Ale poza tym, udało mi się! (To był sarkazm, gdybyś nie zauważył.)
Następnie zostałem zaproszony na moją pierwszą oficjalną kolację z okazji wręczenia nagród. Pamiętam uczucie całkowitego przerażenia. Nie noszę sukienek, nawet nie miałam żadnych sukienek, więc zrobiłam oczywistą rzecz i pożyczyłam jedną od mojej dziewczyny. Bo, pomyślałem, właśnie to dziewczyny powinny nosić do takich rzeczy, prawda? Żadna część mnie nie pomyślała, żeby to kwestionować. Ubrałam się więc w różową (tak, różową!) sukienkę i poszłam na kolację. Chociaż wyglądałam kobieco i wcale nie nie na miejscu wśród wszystkich innych dziewcząt w ich pięknych sukienkach, czułam się śmieszna, dziwna i niezręczna, jakbym się przebierała i odgrywała rolę, która nigdy nie powinna była mi być dana. Zdarzyło się to nie mniej niż pięć razy i za każdym razem robiłam to samo, choć na szczęście miałam wystarczająco dużo znajomych, którzy posiadali sukienki, więc różowa sukienka pojawiła się tylko raz.
Dołączyłem kolejne zdjęcie dla waszego horroru/rozrywki:

Nyree Spencer
Z biegiem czasu zaczęłam zmieniać swój styl: kupowałam mniej kobiece koszule zapinane na guziki i swetry z dekoltem w kształcie litery V od takich firm jak Banana Republic, Calvin Klein i Ann Taylor. Obcasy w moich butach stały się niższe, a nogawki spodni nieco węższe. Przeniosłem się także do Atlanty z mojego rodzinnego miasta w Australii i teraz pracowałem w podmiejskim biurze pełnym heteroseksualnych, białych, męskich typów republikanów. Różnorodność nie była najważniejsza, więc dopasowanie się było na początku najbezpieczniejszą drogą. Ale pozwoliło także na nowy początek, swego rodzaju przemyślenie na nowo. Byłem nieznany i nie miałem żadnych uprzedzeń.
Kilka lat później, w wieku 33 lat, poszłam na kurs przywództwa dla kobiet, podczas którego rozmawiały o znaczeniu Twojej marki osobistej i tym, co ona o Tobie mówi. Po raz pierwszy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że moje ubrania to coś więcej niż tylko to, co mam na sobie; ucieleśniały to, kim jestem i jak chciałem być postrzegany. To była ważna wiadomość i usłyszałem ją głośno i wyraźnie.

Nyree Spencer
Już zaczynałam odnajdywać swój styl, ale teraz jeszcze bardziej skupiłam się na tym, żeby czuć się dobrze w związku z tym, jak wyglądam i jak się czuję. W mojej szafie pojawiło się mnóstwo marynarek, do których nadal mam słabość. Można je zestawić ze wszystkim! Odkryłam także obcisłe dżinsy (idealny androgyniczny styl spodni) i miłość do krawatów, kamizelek i zapinanych na guziki krótkich rękawów. Nawet ukradłem kilka kawałków mojemu tacie, kiedy wróciłem do domu, do Adelajdy. Okazało się, że starzec miał całkiem fajne rzeczy.
Szybko jednak zorientowałam się, że sklepy, w których byłam przyzwyczajona do zakupów, nie sprzedawały ubrań, które chciałam nosić. Zacząłem szukać w dziale męskim, co wywołało wewnętrzną walkę: kobiety nie powinny robić zakupów w dziale męskim, prawda? Tak przynajmniej twierdzi społeczeństwo (i moja matka). Co więcej, męskie ubrania nie są dokładnie dopasowane; mają miejsca na elementy, których my nie mamy, mają dłuższe ramiona, szersze ramiona i nawet jeśli spodnie mieszczą się w talii, to nogi są za długie. Następnie, nawet jeśli wszystko inne pasuje dobrze, pozostaje moja ogromna klatka piersiowa z miseczką D, która może pomóc w równaniu! Ale pomimo wyzwań związanych z sekcją męską, pieprz mnie, jeśli ubrania nie są o wiele fajniejsze niż te, które oferuje niedziewczęca dziewczyna z sekcji damskiej. Więc wytrwałem.
Zacząłem przeglądać strony pt Qwear , opisywana jako „strona poświęcona stylowi dla osób, które przekraczają normy społeczne poprzez występy w modzie i ekspresję płci”. Nie tylko potwierdziło to, że istnieją setki kobiet takich jak ja, które nie spełniają norm, ale także podsunęło mi kilka świetnych pomysłów na stylizacje, na które prawdopodobnie sama bym nie wpadła i z pewnością nie miałabym dość odwagi, aby spróbować, nie widząc, jak ktoś inny to robi. Wtedy odkryłam Topmana i cały mój świat zmienił się na lepsze. Nie mam bioder i tyłka 10-letniego chłopca i czuję się tak, jakby ich ubrania były zaprojektowane dla mnie. Topman szybko stał się moim ulubionym sklepem i nadal nim jest. Uwielbiam ich obcisłe spodnie do pracy, spodenki są świetnej długości, a koszulki z czapką są idealne na każdą okazję. Nawet osobista stylistka namówiła mnie na parę joggerów. Chociaż jest to sklep z odzieżą męską, jest mniej męski i bardziej „ja” niż jakikolwiek inny sklep z odzieżą męską, w jakim kiedykolwiek byłem.

Nyree Spencer
Odkryłem, że najpierw zmienił się mój swobodny styl. Stało się połączeniem wszystkiego, co kochałem: T-shirtów z dekoltem w kształcie litery V (Urban Outfitters ma duży wybór), krawatów, kamizelek, szortów w połączeniu z koszulkami z czapką. Mam całkiem pokaźną kolekcję podwiązek i więcej podwiązek z krótkim rękawem zapinanych na guziki niż nauczycielka fizyki w szkole średniej (chociaż te często wymagają stanika sportowego, ze względu na wspomnianą miseczkę D). W najbardziej swobodne dni kieruję się trendem athleisure, dzięki czemu mogę ukłonić się swojemu wewnętrznemu sportowcowi, ale nadal wyglądać stylowo. Chodzę na wsuwane Vansy lub podobne buty, albo na moje ulubione Rocket Dogs. Ostatnio odkryłem Chłopczyca , sklep tylko dla takich jak ja (poważnie, zajrzyj), gdzie kupiłam mój najnowszy i najbardziej ulubiony element garderoby: spodnie z obniżonym krokiem, które absolutnie uwielbiam i w których teraz mieszkam!
Dość szybko stało się oczywiste, że mój styl casual i styl zawodowy nie różnią się aż tak bardzo, z wyjątkiem dodania spodni wyjściowych na bardziej formalne okazje do pracy i garniturów, gdy wymaga tego czas. Jeśli chodzi o buty, preferuję oksfordy w połączeniu z dżinsami i spodniami wizytowymi. Kiedy pakowałem się na niedawną podróż służbową, zdałem sobie sprawę, jak daleko zaszedłem. Pracuję dla firmy z listy Fortune 500 i przez ostatnie pięć lat uczestniczyłem w naszej corocznej konferencji sprzedaży, podczas której zawsze traktowałem wszystko ostrożnie. W tym roku bez wahania spakowałam kilka par spodni Topman, moje dwie ulubione pary Oxfordy Ahnu (jedno w kolorze czarnym i jedno w kolorze jasnoniebieskim), szelki, t-shirty z dekoltem w kształcie litery V, marynarki, szyte na miarę kamizelki, moje nowe spodnie z obniżonym krokiem i najwygodniejsza bielizna, jaką kiedykolwiek nosiłem, damskie bokserki do połowy uda Hanes. Każdego ranka ubierałam się i wychodziłam, czując się pewnie i komfortowo, i wcale nie byłam oceniana. A nawet jeśli tak było – już mnie to nie obchodziło.
To nie znaczy, że nadal nie walczę, szczególnie jeśli chodzi o wesela. Nie trzeba dodawać, że mogę policzyć na palcach, ile razy miałam na sobie sukienkę. Wspomniane wcześniej kolacje i cztery razy, kiedy byłam druhną – to znaczy, są pewne rzeczy, które po prostu musisz zrobić, wiesz? Ale planując własny ślub, powiedziałem mojej obecnej żonie, że planuję założyć sukienkę, bo tak ją zawsze wyobrażałem; taka była bajka. Spojrzała na mnie wzrokiem, który najlepiej można opisać jako połączenie zmieszania i przerażenia. Myślę, że rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
– Dlaczego miałabyś założyć sukienkę?
„Ponieważ to mój ślub, jestem kobietą i tak właśnie powinno się odbyć. Ja też chcę czuć się piękna w dniu ślubu.
„Czy czujesz się komfortowo w sukienkach?”
'NIE.'
– Czy masz jakieś sukienki?
'NIE.'
„Czy podoba Ci się to, jak czujesz się w garniturze?”
'Tak.'
„Czy podoba Ci się to, jak wyglądasz w garniturze?”
'Tak.'
– Kochanie, na naszym ślubie nie będziesz miała na sobie sukienki.
Sprawa zamknięta.
Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie walczyłem z tym dalej. Nawet po wszystkich moich przełomach w modzie był to jeden z najtrudniejszych momentów, jakie przeżyłam, związany z moją tożsamością seksualną i uporaniem się z moim androgynicznym stylem. Nie chciałem być „tym facetem” na weselu. Chciałam czuć się piękna i wyjątkowa, chciałam też zostać panną młodą. Na pewno nie pomogło to, że żona nie pozwoliła mi wybrać własnego stroju, co oznaczało, że zobaczy, co mam na sobie przed danym dniem (albo nie lubi niespodzianek, albo nie ufa mojej ocenie stylu – może i mądrej). Moja teściowa była bardzo rzeczowa i wyjaśniła, że utrzymywanie mojego ślubnego wyglądu w tajemnicy „nie tak to działa”. Nie możesz zobaczyć, w co ubrana jest panna młoda, nie na odwrót. Być może płakałam z tego powodu.

Elaine Oyzon-Mast
W końcu miałem szyty na zamówienie trzyczęściowy garnitur w kolorze kości słoniowej, który zestawiłem z jasnoróżowym krawatem i najdoskonalszą parą oksfordów (patrz wyżej). Wyglądałam i czułam się niesamowicie. Co prawda ten garnitur nie był z mojej bajki, ale żona miała rację: w sukni ślubnej nie czułbym się komfortowo, a wyglądałbym wręcz śmiesznie! Pozwoliłam jej założyć sukienkę, ale obie niosłyśmy bukiety; w końcu oboje nadal byliśmy pannami młodymi.
Niedługo po ślubie zostaliśmy zaproszeni na wesele grecko-prawosławne w czarnym krawatze. Tym razem nie zastanawiałam się, czy ubrać się jak ja, i na pewno nie założyłam różowej sukienki! Pomaszerowałem swoim androgynicznym tyłkiem do Topmana i wybrałem najbardziej zajebisty, bladoniebieski, obcisły garnitur. Zestawiłam ją z białymi butami i czarnym krawatem. Nie wyglądałem jak koleś, nie wyglądałem kobieco, po prostu wyglądałem (i czułem się) jak ja i tym razem naprawdę mi się udało.

Nyree Spencer
Ponad 10 lat zajęło mi ustalenie, jak lubię się ubierać, i mam już dość zamartwiania się o to. Nadal pracuję w tym samym biurze na przedmieściach, otoczona białymi Republikanami, ale nie czuję już potrzeby się tłumaczyć. Bo nawet jeśli mój wygląd nie pasuje do ich normy, to jest moją normą. Brak kobiecości nie czyni mnie mężczyzną; nawet mnie to nie rusza. Uwielbiam mój androgyniczny styl, ale co ważniejsze, taki, który mi odpowiada. Dobrze wyglądam, czuję się dobrze, a ostatecznie liczy się tylko to, jak się czuję.