
Zdjęcie: KC Armstrong/Deadline za pośrednictwem Getty Images
Zdjęcie: KC Armstrong/Deadline za pośrednictwem Getty Images
Kiedy Selena Gomez niedawno powiedziała Targowisko próżności że nie może mieć dzieci, dotarło do domu. W szczególności wywołało to dokuczliwy rezonans tego, co może nigdy nie nastąpić, kiedy powiedziała: „Niestety nie mogę nosić własnych dzieci”. Mam wiele problemów zdrowotnych (toczeń), które zagrażają mojemu życiu i dziecku. To było coś, nad czym musiałem przez jakiś czas opłakiwać.
Kiedy miałem 20 lat, przeżyłem jeden z najgorszych tygodni w moim życiu. To, co miało być rutynowym badaniem kontrolnym w kierunku chorób przenoszonych drogą płciową – coś, co robię często, niezależnie od statusu mojego związku – zamieniło się w koszmar. Początkowo powiedziano mi, że mam kiłę, a kilka dni później zasugerowano, że może to być wirus HIV. Mój świat się zawalił na około 72 godziny. W tym czasie byłem tylko w dwóch związkach seksualnych. Na szczęście diagnoza okazała się fałszywie dodatnia, ale zaimprowizowana.
Po odwiedzeniu trzech szpitali i kliniki tocznia w szpitalu Bellevue ostatecznie zdiagnozowano u mnie chorobę autoimmunologiczną zwaną zespołem antyfosfolipidowym (APS). APS, znany również jako „lepka krew”, to zaburzenie autoimmunologiczne, w którym układ odpornościowy błędnie wytwarza przeciwciała, które zwiększają ryzyko powstania zakrzepów krwi w żyłach, tętnicach i narządach. Osoby z A247CM są często narażone na ryzyko rozwoju innych chorób autoimmunologicznych, takich jak toczeń.
Jako warunek, że nieproporcjonalnie dotyka kobiety , niestety nie jest niespodzianką, że badania i finansowanie A247CM w USA są stosunkowo ograniczone. Nawet w tak zamożnym stanie, jak Nowy Jork, gdzie się urodziłem i wychowałem, pacjentów z APS leczy tylko 38 placówek. Jednak nawet na stronie internetowej Fundacji A247CM Foundation of America stwierdza się: „Lekarze na tej liście mogą nie być „ekspertami” w zakresie APS , ale ktoś po drodze miał z nimi szczęście. Jeśli chodzi o ten stan, nic nie jest obiecujące. To rzeczywistość, z którą wciąż się spotykam, gdy tłumaczę jakiemukolwiek lekarzowi, na czym polega mój stan, tylko po to, by w czasie rzeczywistym oglądać go w Google, ponieważ rzadko jest to omawiane na szeroką skalę medyczną.
Byłem wówczas jednym z najmłodszych pacjentów, u których zdiagnozowano tę chorobę w klinice. Przez kilka następnych lat co sześć miesięcy chodziłem na oddział reumatologii i poza nim. Każda wizyta zaczynała się tak samo: „Jesteś młoda, ale jeśli zastanawiasz się nad planowaniem rodziny, powinnaś wiedzieć, że niestety nie będzie to łatwa ciąża i może zagrażać życiu”. Nikt nigdy wprost nie powiedział mi, że nie mogę mieć dziecka, ale uporczywe ostrzeżenia zmusiły mnie do rozważenia przyszłości bez rodzenia dziecka. Ryzyko obejmowało zwiększoną szansę na poronienia, porody martwe i porody przedwczesne z powodu zakrzepów krwi ograniczających łożysko. Stoję także w obliczu ciągłych badań krwi, które dają fałszywie pozytywne wyniki i są obarczone większym ryzykiem udaru, zakrzepicy żył głębokich lub zawałów serca z powodu problemów z krzepnięciem krwi – z problemami, z którymi nie borykała się żadna z moich rówieśniczek, gdy ledwo wkraczaliśmy w dorosłość.
Kiedy byłam dzieckiem, moja mama nigdy nie nauczyła mnie bać się zostać rodzicem. Zamiast tego podkreśliła znaczenie rozważenia konsekwencji podejmowania decyzji zmieniających życie, takich jak posiadanie dziecka. Jak mawiała: „Para las mujeres dando luz es un momento entre la vida y la muerte” – poród to moment w życiu kobiety, gdy znajduje się ona pomiędzy życiem a śmiercią. Jedną nogą po obu stronach granicy życia i zaświatów, wnosząc nowe, ale ryzykując własne życie z miłości do dziecka. Jej słowa odbijały się głośnym echem w mojej głowie za każdym razem, gdy lekarze zostawiali mnie w pokoju, aby omówić wyniki moich badań krwi. Myśl: „Czekaj, czy tak bardzo pragnę dzieci, że ryzykowałabym dla nich życiem?” było czymś, o czym pozwalałem sobie myśleć tylko podczas wizyt w klinice.
Przez ostatnią dekadę, ilekroć pojawiał się temat dotyczący partnerów lub przyjaciół, których zegary zaczęły tykać, wykrzykiwałam: „Nie chcę dzieci, bo nie mogę ich mieć”. W sytuacjach, gdy chciałam wyjaśnić swoje powody, większość kobiet ze współczuciem rozumiała powagę mojej sytuacji, ale mężczyźni często zadawali pytania takimi komentarzami, jak: „Nigdy nie mówili, że nie możesz mieć dzieci, po prostu musisz być chętny”. Nazwij mnie samolubną, ale nie wiem, czy jestem gotowa poświęcić życie dla dziecka tylko po to, by pozostawić je bez matki. Niestety, chyba że pewnego dnia partner i ja będziemy chcieli mieć biologiczne dziecko, macierzyństwo zastępcze wydaje się realistyczną opcją tylko w najbardziej zamożnych okolicznościach — coś, co widziałam wśród gwiazd takich jak Adrienne Bailon i Rodzina Kardashianów.
Prawdę mówiąc, mając 36 lat i po ponad dziesięciu latach wmawiania sobie i innym, że nie chcę dzieci, w głębi duszy wiem, że to nie jest kwestia pragnień – to kwestia strachu. Jak powiedziała Selena Gomez: „Myślałam, że to się stanie tak, jak dzieje się w przypadku wszystkich”. Musiałem także opłakiwać myśl o tym, co „powinno się wydarzyć”.
Musiałem także opłakiwać myśl o tym, co „powinno się wydarzyć”.
Gomez powiedziała: „To dla mnie błogosławieństwo, że są wspaniali ludzie, którzy chcą skorzystać z macierzyństwa zastępczego lub adopcji, co stanowi dla mnie ogromne możliwości”. Ale moje lata reprodukcyjne są wypełnione ciągłym żalem i pytaniami „co by było, gdyby”. „Ogromne możliwości” Gomez w zakresie zasobów macierzyństwa zastępczego nie są mi obecnie dostępne i zastanawiam się, czy kiedykolwiek się z tym pogodzę. Nieprawdą jest twierdzenie, że w pełni opłakiwałem swoją sytuację. Najczęściej podoba mi się pomysł bycia „ciotką”, która może dać z siebie trochę więcej, bo jest bezdzietna. To naprawdę nie jest kwestia tego, że nie chcę dzieci. To wysokie ryzyko wielokrotnych poronień i, co gorsza, martwych urodzeń, a także skutki dla zdrowia psychicznego, jakie pozostawią one dla mnie i każdego potencjalnego partnera, sprawiły, że pogodziłam się z rzeczywistością, na jaką potencjalnie może mi pozwolić życie bezdzietne.
Czasami najtrudniej jest żyć ze świadomością, że mam wrażenie, że to moja choroba autoimmunologiczna podjęła decyzję za mnie. To prawdopodobnie jedna z największych trudności, przed którymi stoję po 26 latach – brak prostej opcji. Może będę zmagać się z pytaniami „co by było, gdyby” do dnia, w którym nadejdzie menopauza i moje okno płodności naprawdę się zamknie.
Katherine G. Mendoza to doświadczona ekwadorsko-amerykańska pisarka i producentka, która może pochwalić się ponad dziesięcioletnim doświadczeniem w opowiadaniu historii o charakterze społecznym. Jej prace gościły na stronach i ekranach renomowanych publikacji i mediów, w tym PS, The New York Times, Entertainment Weekly, Variety, Univision, Telemundo, Huffington Post i Uproxx.