
Mary Anne Spier była dla mnie ikoną lęku społecznego, jeszcze zanim dowiedziałam się, czym jest lęk społeczny. Odkryłem, że nieśmiały gimnazjalista jest głęboko utożsamiany, gdy radziłem sobie z własnymi niepokojami, gdy poznawałem nowych ludzi, gdy byłem młodszy. Oglądanie adaptacji serialu Netflix Klub Opiekunów , ponownie nawiązałem kontakt z tą postacią, gdy Malia Baker słodko ożywiła ją na małym ekranie. Uroczyście skinąłem głową, zgadzając się, kiedy Mary Anne powiedziała Mimi: „Rozmowa z ludźmi, nie wiem, sprawia, że żołądek wypada mi z nosa. Tak samo czasami rozmawiam z ludźmi, których znam. Trudno, przyjacielu.
Uroczyście skinąłem głową, zgadzając się, kiedy Mary Anne powiedziała Mimi: „Rozmowa z ludźmi, nie wiem, sprawia, że żołądek wypada mi z nosa. Tak samo czasami rozmawiam z ludźmi, których znam.
To, co czyni Mary Anne wyjątkową, to fakt, że nigdy nie musiała być odważna, aby być fascynującą postacią – często była zdenerwowana, ale także zorganizowana i niezawodna. W odcinku „Mary Anne ratuje dzień” prostoduszna sekretarka BSC denerwuje innych członków klubu, gdy przyjmują prośbę o osobistą opiekę nad dzieckiem. Przyjaciele rozsądnie, choć może bez ogródek, mówią jej, że musi się wykazać, gdy ma do czynienia z nachalnymi klientami. Kiedy jej surowy ojciec wychwytuje podejrzenie potencjalnego znęcania się, przyjaciele Mary Anne nie są zadowoleni, że pozornie się awanturowała. Następnie Mary Anne zaprzyjaźnia się z nowicjuszką Dawn, ale nawet wspólne rytuały Dawn – które wymagały publicznych wystąpień – okazują się dla Mary Anne zbyt trudne. Pod koniec dnia Mary Anne wzmacnia się i okazuje się idealną opiekunką dla swojego klienta. Kiedy dziewczynka, którą się opiekuje, Bailey, dostaje gwałtownego wzrostu gorączki, zabiera ją do szpitala i stawia czoła personelowi, który myli płeć Bailey.
Jak wielu dzieciaków z lat 90. uwielbiałem serię książek Ann M. Martin. Martin stworzył każdą gimnazjalistkę tak wyrazistą osobowością i zapadającymi w pamięć dziwactwami – Dawn jest ekologką, która nie boi się mówić, co myśli, a Kristy jest miłośniczką sportu, która przewodzi z pasją. Jako Amerykanin pochodzenia azjatyckiego mam słabość do Claudii Kishi. Jest odważną artystką, która zawsze ubiera się perfekcyjnie najfajniejsze stroje . Nawet mając te nieustraszone postacie, w głębi serca wiedziałam, że jestem Mary Anne. Mary Anne i ja nosiłyśmy okulary, wiązałyśmy włosy w warkocze i miałyśmy talent do schludnego pisma. Doskonale wiedziałam, co to znaczy mieć nadopiekuńczego rodzica. A na dodatek oboje byliśmy boleśnie zdenerwowani w obecności ludzi.
Lęk społeczny nadal czai się w moim życiu, ale w dzieciństwie stanowił większe zagrożenie niż obecnie. Uczestnictwo w zajęciach było zmorą mojej egzystencji – ze spoconymi dłońmi i krótkim oddechem załatwiałem jedną lub dwie rzeczy tygodniowo na ocenę. Poznawanie nowych ludzi pierwszego dnia w szkole było intensywne, a lodołamacze napawały mnie strachem. Jedno z moich bardziej zawstydzających wspomnień dotyczy tego, jak w wieku 12 lat kuliłem się za mamą, gdy dziewczyna o połowę młodsza rozmawiała ze mną w bibliotece publicznej.
Mimo że uważałam się za nieśmiałą i niespokojną, dorastałam, kochając bohaterki literackie, które były odważne i szczere. Podziwiałam, jak Anne Shirley oczarowała Avonleę swoimi fantastycznymi monologami i jak Pippi Pończoszanka od niechcenia wciągała dorosłych. Ale po raz pierwszy poczułam się zauważona, kiedy natknęłam się na Mary Anne. Jej delikatna obecność przypomniała mi, że mój niepokój był uzasadniony i nie uczynił mnie mniej odważnym ani mniej godnym. Jasne, Mary Anne w końcu nosi makijaż i umawia się z Loganem w serii książek. W pierwszym sezonie serialu ona także przechodzi metamorfozę, odnajduje pasję w teatrze i całuje Logana. Ludzie rosną! Mimo to Mary Anne pozostaje uziemiona i cicha, otoczona empatycznymi przyjaciółmi, którzy zachęcają ją do bycia najprawdziwszym sobą.
Na tym polega magia Klub Opiekunów wtedy i teraz: młode kobiety z pasją mogą być sobą, niezależnie od tego, jak to wygląda. W przypadku mnie i Mary Anne ta pasja wiąże się z odrobiną niepokoju – i to jest w porządku.