
Gdyby ktoś mi powiedział, że film o konkursie piękności stanie się jednym z najbardziej inspirujących filmów 2018 roku, prawdopodobnie nieźle bym się uśmiał. Kobiety paradujące na scenie w strojach kąpielowych i zdobywające punkty za swój wygląd? Dziękuję, ale nie, dziękuję. Na szczęście moje wyobrażenia o całym procesie zostały całkowicie odwrócone Kluski , olśniewający komediodramat ze ścieżką dźwiękową w stylu Dolly Parton, tak dobrą, że mogłem płakać. (Pełne ujawnienie: I zrobił płakać kilka razy podczas oglądania. Bez wstydu.)
Adaptacja Julie Murphy 'S New York Timesa bestsellerowa powieść dla młodzieży została przeniesiona na ekran przez pisarkę Kristin Hahn, dzięki czemu do filmu dołączyła jej długoletnia przyjaciółka Jennifer Aniston, a wkrótce wszystko inne – łącznie z udziałem piosenkarki i autorki tekstów oraz wszechstronnie zaangażowanej królowej Dolly Parton – ułożyło się na swoim miejscu. W filmie występuje australijska aktorka Danielle Macdonald w roli Willowdean Dickson, „samozwańczej grubej dziewczyny”, którą jej była królowa piękności (Aniston) nazywała „Dumplin”. Pewność siebie Willowdean zostaje zniszczona przez słodki romans z przystojnym współpracownikiem Bo, więc postanawia odzyskać pewność siebie, biorąc udział w konkursie piękności Miss Clover City prowadzonym przez jej matkę.
Niedawno wskoczyłam do telefonu z Hahnem, aby omówić wszystko, począwszy od nieoczekiwanie wzmacniającego przesłania konkursów piękności, szczególnego znaczenia postaci Aniston i magii Dolly Parton. (Gdy skończysz czytać, przejdź do serwisu Netflix i rozpocznij transmisję strumieniową Kluski JAK NAJSZYBCIEJ – podziękujesz mi później.)
247CM: Najpierw musimy omówić aspekt filmu Dolly ze względu na ekscytującą nominację do Złotego Globu dla najlepszej oryginalnej piosenki. Gratulacje!
Krystyna Hahn: Dziękuję! Co chciałbyś wiedzieć?
PS: Cóż, bardzo mi się podobało, że Dolly jest w zasadzie postacią w filmie, mimo że nigdy nie pojawia się na ekranie dzięki swojej muzyce. Czy możesz mi opowiedzieć trochę o tym, jak się zaangażowała i genezie tego całego procesu?
KH: Zaadaptowałem książkę, potem mieliśmy scenariusz, co do którego czuliśmy się całkiem dobrze, a potem Jen Aniston podpisała kontrakt, by zagrać Rosie. To był moment, w którym wszyscy spojrzeliśmy na siebie i powiedzieliśmy: „Nie możemy nakręcić tego filmu bez błogosławieństwa Dolly Parton”. Ostatecznie została w filmie wróżką chrzestną. To był film niezależny, więc nie mieliśmy zbyt dużego budżetu na muzykę, ale marzyliśmy o tym, żeby w filmie pojawiła się muzyka Dolly od ściany do ściany. Nasze aspiracyjne myślenie zaprowadziło nas tak daleko, że mogliśmy sobie pozwolić na tę klasyczną, kultową muzykę. Skontaktowaliśmy się więc z Dolly za pośrednictwem jej menadżera, Danny’ego Nozella, i na szczęście jest aniołem. Poświęcił czas na przeczytanie scenariusza, zaniósł go do jej domu i powiedział: „Myślę, że musisz się temu przyjrzeć”. Spojrzała na tytuł, a potem podeszła do półki z książkami i wzięła egzemplarz Kluski z półki i powiedziała: „Wiem już o tym wszystko!”
„Nie czekaj, aż zostaniesz zaproszony na imprezę – zaproś siebie”.
Ma niesamowitą etykę pracy. Zwykle, gdy dajesz komuś scenariusz, odpowiedź zajmuje miesiące, ale minął, nie wiem, dzień lub dwa i oddzwoniono, że go przeczytała i jest gotowa się zapisać. Naprawdę odpowiedziała na przesłanie filmu, o kobietach definiujących dla siebie znaczenie piękna i dających sobie przyzwolenie. Coś w stylu: „Nie czekaj, aż cię zaproszą na imprezę — zaproś siebie”. Historia miłosna dziewczyny, która zakochuje się w sobie. Wszystkie te rzeczy naprawdę przemawiały do Dolly i przemawiały do jej osobistego dziedzictwa muzycznego. Wiele z tego, o czym pisała przez dziesięciolecia, dotyczyło kochania tego, kim jesteś i takiego, jaki jesteś, i akceptowania innych takimi, jakimi są.
PS: Całkowicie jedno i drugie idzie w parze.
KH: Tak, i na szczęście Dolly Parton jest świetną bizneswoman. Zapytała nas: „Czego potrzebujesz?” i powiedzieliśmy jej, że bardzo chcielibyśmy uzyskać dostęp do jej katalogu i na szczęście to ona jest właścicielem większości swojej muzyki. Była w stanie powiedzieć: „Tak, dam wam dostęp do mojego katalogu”, a następnie zapytała: „Czy wszyscy chcecie piosenkę przewodnią?”. I oczywiście odpowiedzieliśmy: „Uhhh, tak!” Proszę!' [Śmiech] Następnie zainspirowała się i napisała sześć nowych piosenek. To był taki nieoczekiwany prezent. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak wspaniale byłoby stworzyć duety, na przykład klasyki, z nowymi, współczesnymi artystami, takimi jak Sia czy Miranda Lambert. Wszyscy uważali, że wyszły pięknie, więc powoli i bardzo organicznie zbudowaliśmy tę naprawdę piękną, oszałamiającą ścieżkę dźwiękową.
PS: Jedyną rzeczą, którą kocham bardziej niż ilość Dolly w filmie, jest Willowdean, ponieważ niezależnie od tego, jak wyglądasz, ile ważysz i jaki masz poziom pewności siebie, wciąż możesz zobaczyć siebie w jej uniwersalnej historii samoakceptacji. Co było dla ciebie najbardziej ekscytującą częścią ożywienia jej na ekranie?
KH: To ekscytujące móc opowiedzieć historię, która jest częścią rozwijającej się obecnie rozmowy na temat pozytywnego ciała. Istnieje ogromna świadomość dotycząca budowania i poszerzania definicji piękna i kobiecości. Bycie tego częścią było ekscytujące, nie tylko w przypadku postaci Willowdean, ale także innych postaci w filmie. Opowiedzieć historię, która będzie także o pokonaniu własnych osądów, które każdy z nas ma. Nasze własne, swego rodzaju powierzchowne oceny ludzi, w tym nas samych. Musimy nawiązać kontakt z ludźmi, aby zobaczyć, kim naprawdę są. Taką podróż odbywa Willowdean ze swoją matką i odwrotnie. To podróż, którą dziewczęta – „rewolucjonistki”, jak je nazywamy – wyruszają razem. Podobało mi się to, że Willowdean nie była wyidealizowaną, pewną siebie dużą dziewczynką. Ona także miała swoje własne sądy. Porównywała się do innej nastolatki plus size ze swojej szkoły średniej i mówiła coś w stylu: „No cóż, przynajmniej nie jestem taka duża”. To jest prawdziwe. To jest prawdziwe. Ale kiedy to robimy, uniemożliwia nam to lepsze życie i lepsze przyjaźnie. Ogranicza nasze doświadczenia życiowe.
PS: To, co mówisz o tym, że Willowdean nie jest idealizowana, jest dla mnie interesujące, ponieważ wizerunek ciała może być trudnym tematem do poruszenia, ponieważ nie wszyscy będą przez cały czas w 100% zadowoleni z przesłania pewności siebie. Czy miałeś to na uwadze, pisząc i podchodząc do tematów w filmie?
KH: Och, tak. Tak. Masz całkowitą rację. To trudny temat i każdy ma inne doświadczenia. Piękno historii i opowiadania historii polega na tym, że istnieje tysiąc, jeśli nie więcej niż tysiąc sposobów, aby opowiedzieć komukolwiek jedną historię, o dowolnej postaci lub dowolnym temacie. Opowiedzieliśmy najlepszą wersję tej historii. Jest to proces niezwykle oparty na współpracy — jest autor, który napisał tę piękną książkę; potem jest scenarzysta; są też producenci, którzy, no wiesz, dodali do tego swoje składniki; jest reżyser, który tak wiele w to wkłada i kształtuje; są też aktorzy, którzy wcielają się w te postacie i przejmują je dla siebie. To żywa, organiczna kreacja. To naprawdę zaczyna żyć własnym życiem. Suma jego części jest o wiele potężniejsza niż którykolwiek z nas. To połączenie wielu kreatywnych ludzi opowiadających historię Willowdean w tym momencie.
Z pewnością istnieją historie, które miały miejsce przed nami, dotyczące pozytywnego nastawienia do ciała. Jesteśmy więc częścią rozmowy. Moim zdaniem jesteśmy fragmentem mozaiki. Kiedy to pisałem, starałem się nie wpadać w szał, w stylu: „O Boże, musimy to zrobić dobrze dla 100 procent ludzi, którzy to zobaczą”. Nie ma na to sposobu. Po prostu nie ma mowy. Mam jednak nadzieję, że tematyka tego filmu i intencje, jakie wszyscy mieliśmy, gdy go kręciliśmy, przemówią do wystarczającej liczby dziewcząt, aby dodały im pewności siebie, by wyjść naprzeciw i być może podążać za marzeniem lub zwerbalizować sen, który przemilczały. Jeśli uda nam się to zrobić dla połowy dziewcząt, które to oglądają, będę szczęśliwa.

Scenarzystka Kristin Hahn na planie „Dumplin”.
PS: Wiem, że w prawdziwym życiu jesteście sobie bliscy i Jennifer Aniston i często razem pracowaliście, ale czy to ona była tą, o której zawsze marzyłeś, że zmierzy się z Rosie?
„Nakręcenie filmu o kobiecej przyjaźni z jedną z najlepszych przyjaciółek było pięknym doświadczeniem. To spełnienie marzeń.
KH: Szczerze mówiąc, nie pisałem tego z myślą o nikim, poza tym, że powiem tak: w książce jest Rosie, główna bohaterka, a mnie wychowywała samotna mama, więc miało to duży związek z tą relacją. Z pewnością w tej postaci są też elementy mamy Jen, ponieważ jesteśmy ze sobą bardzo blisko przez wiele dziesięcioleci. Jest to więc ciekawy hołd złożony obu naszym mamom i matce opisanej w książce. Właściwie dałem scenariusz Jen do przeczytania jako przyjaciel, jako zaufany współpracownik, aby zobaczyć, czy ma jakieś notatki. Wiesz, miałem sekretny sen, że ona wzbudzi zainteresowanie Rosie, ale zdecydowanie tego nie zakładałem, bo ona nie jest gwiazdą filmu. To bardzo hojne, gdy ktoś na poziomie Jennifer jako aktor decyduje się zagrać drugoplanową postać w filmie innego aktora. W ostatecznym rozrachunku jest to bardzo hojna rzecz. Nigdy nie przypuszczałem, że się zgodzi, ale to było ekscytujące! Byłem zachwycony, kiedy zadzwoniła i powiedziała: „Przeczytałam to i chcę zagrać Rosie”. Kręcenie filmu o kobiecej przyjaźni z jedną z najlepszych przyjaciółek było pięknym przeżyciem. To spełnienie marzeń.
PS: Tak, kobiece przyjaźnie w tym filmie są naprawdę cudowne. Sięgnąłem po tę powieść kilka dni temu po obejrzeniu filmu, bo się w nim zakochałem i niemal zaskakujące było to, jak bardzo historia Julie Murphy skupia się na historii miłosnej między Willowdean i Bo, podczas gdy film opiera się na platonicznej miłości między bohaterkami i ich przyjaźniach. Czy zdecydowałeś się na to celowo, czy po prostu nie udało ci się zmieścić wszystkiego?
KH: Było to celowe, bo dla mnie . . . to film dla młodych ludzi, który żyje w określonej przestrzeni, powiedzmy. Ale tym, co mnie ekscytowało, było opowiedzenie historii bardziej skupionej na kobietach. Dla mnie ekscytującą częścią tej historii jest to, że jest to historia miłosna o nastolatce zakochującej się w sobie i z tego wynikają wszystkie inne relacje, łącznie z Bo. Naprawdę chciałem, aby punkt widzenia filmu skupiał się w dużej mierze na Willowdean i jej wewnętrznej podróży, która uzewnętrznia się poprzez te relacje. Jej relacje z matką, relacje z najlepszą przyjaciółką, ponieważ przechodzą przez własny okres wzrostu. Związek z dziewczynami, które ocenia, na których musi nauczyć się polegać, i ostatecznie zdaje sobie sprawę, że są najlepszymi przyjaciółkami, jakich można kiedykolwiek pragnąć. I związek z nieoczekiwaną wróżką chrzestną [w Lee, drag queen Harolda Perrineau]. To trochę jak podróż w stylu żółtej cegły, podczas której poprzez te wszystkie różne relacje i wpływy uświadamia sobie, że ostatecznie musi dać sobie pozwolenie, aby stanąć na scenie i być widzianym.
Podoba mi się to, że Willowdean nie przyłącza się do konkursu, aby wygrać, po prostu bierze udział w konkursie, aby go zakończyć dla siebie. Nie dla innych ludzi. Nie dla wyników. Robi to na własnych warunkach, a to taka historia o wzmocnieniu w ten sposób, że chciałam, żeby się na tym skupiła. Chłopiec, cóż, podoba mi się, że historia miłosna pomiędzy Willow i Bo przypomina kodę. Na przykład: „Tak, może teraz zdecydować się na bycie z tym chłopcem”. Bo teraz, gdy kocha siebie, może dokonywać dla siebie naprawdę dobrych wyborów. Właśnie z tym chcę, żeby ludzie odeszli.
PS: Film koncentruje się wokół konkursu piękności, wydarzenia od dawna krytykowanego za wzmacnianie patriarchalnych standardów wobec kobiet, ponieważ jest to tak feministyczna, inspirująca historia. Zastanawiam się, czy pod koniec pisania scenariusza zauważyłeś, że zmieniły się Twoje opinie na temat konkursów. Niezależnie od tego, czy z przeciwnika konkursów przekształciłeś się w profesjonalistę
KH: Dziękuję, że przede wszystkim zrozumiałeś i zrozumiałeś to wszystko. To pytanie bardzo mnie cieszy, bo o to właśnie chodzi To , Wiesz, że? To feministyczne, wzmacniające przesłanie zawarte w widowiskowym filmie. Film oparty na muzyce, z udziałem drag queens i, miejmy nadzieję, sprawiedliwy zabawa , ale ma to głębszy sens i oddźwięk, który, miejmy nadzieję, dziewczyny wyłapią. Zdecydowanie miałem swoje zdanie na temat konkursów, kiedy zaczynałem. Musiałem przeprowadzić własne badania, ale to, co było wspaniałe w wydawaniu osądów na ten temat, to fakt, że musiałem przejść przez własny proces odkrywania, tak jak robi to Willowdean w filmie. Bycie poza światem widowisk i niezrozumienie go, zdecydowanie przewraca oczami i myśli: „Dlaczego miałbyś się przez to narażać?”. Musiałam przejść przez swój własny, pełen pokory proces spotykania się z nastoletnimi uczestnikami konkursów i ich zwycięzcami, którzy naprawdę chcieli ze mną porozmawiać i wszystko mi wytłumaczyć.
Choć niektóre z moich ocen były prawdziwe, w niektórych przypadkach zdarzyło mi się spotkać dziewczyny, które biorą udział w konkursach z bardzo ważnych powodów, których nie brałem pod uwagę. To zmieniło sposób, w jaki na to patrzyłem, ponieważ pisząc ten film, miałem nadzieję, że chciałem, aby był to rytuał przejścia. Chciałem, żeby było autentycznie, a nie tylko wymyślałem filmową rzeczywistość. Te dziewczyny opisały swoje doświadczenie jako wybór, usamodzielnienie się i rytuał przejścia, który same wybrały. Nie chodziło o przebranie się w ładną sukienkę i zdobycie punktów, ale o przeżycie. Ostatecznym celem jest wspieranie ich edukacji w szkołach wyższych, ponieważ wygrana nagroda pieniężna przeznaczona jest na czesne. Dla wielu z tych dziewcząt naprawdę ważne było, aby to zrobiły, aby mogły pójść na studia. Taki był ich motyw. Przy okazji te rozważne kobiety nauczyły się używać głosu.
PS: Mam wrażenie, że postać Millie jest doskonałym ucieleśnieniem tej koncepcji. Wiem, że moje zdanie na temat konkursów z pewnością było inne pod koniec oglądania, kiedy płakałem ze szczęścia.
KH: Tak! To znaczy, spójrz. Kiedy Rosie mówi w filmie: „Korowody są trudniejsze, niż myślisz”, to prawda. Są trudniejsze niż myślałem. A może powinienem powiedzieć: oni Móc Być. Nie żeby tak było, ale że mogą być bardziej merytoryczne i wzmacniające dla dziewcząt, niż przypuszczałam jako outsiderka. Mam nadzieję, że dziewczyny, które już biorą udział w konkursach, lub mamy takie jak Rosie, które organizują konkursy w małych miasteczkach, obejrzą ten film i powiedzą: „Och, ten film właściwie podchodzi do tego w inny sposób”. We wszystkim w życiu chodzi o twoją intencję. Jeśli przyjdziesz na konkurs i powiesz: „Zrobię to dla siebie”, może to naprawdę pomóc w budowaniu poczucia własnej wartości. Jeśli robisz to dla innych ludzi, uwagi, wyników i aprobaty innych ludzi, wszyscy wiemy, że tak naprawdę nie buduje to poczucia własnej wartości. Kluski to inny sposób patrzenia na ten świat.
Kluski jest teraz transmitowany strumieniowo w serwisie Netflix.