Esej osobisty

Dlaczego parada z okazji Dnia Portorykańskiego jest tego lata ważniejsza niż kiedykolwiek

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
247continiousmusic

Ta historia jest częścią Jak świętujemy , w którym dzielimy się tym, jak czcimy nasze ulubione letnie niedzielne rytuały.

Coroczna parada z okazji Dnia Portorykańskiego w Nowym Jorku zbliża się wielkimi krokami i to niewiarygodne, że od początku parady minęło prawie siedemdziesiąt lat. Ale trudno mi też wyobrazić sobie czas bez tego – wkład społeczności portorykańskiej w Nowy Jork jest nierozłączny. Jeśli przyjrzysz się wystarczająco uważnie, w każdej dzielnicy, w każdej dzielnicy, w każdej przecznicy tego 18-milionowego miasta, zobaczysz nasz wpływ – od winiarni narożnych po salsę ryczącą w przejeżdżających samochodach po flagi zwisające z linii energetycznych lub zawieszane na oknach. Jesteśmy dumnym narodem i parada celebruje tę dumę.

Ale muszę być szczery: na palcach jednej ręki mogę policzyć, ile razy faktycznie uczestniczyłem w paradzie, która przypada w portorykański weekend. Nie oznacza to jednak, że parada stała się dla mnie mniej ważna. Wręcz przeciwnie, myślę, że parada z okazji Dnia Portorykańskiego może mieć większe znaczenie niż kiedykolwiek – dla mnie i większości Boricua.



Parada portorykańska zawsze miała charakter polityczny. W rzeczywistości wywodzi się z zupełnie innej parady, Parady Dnia Latynoskiego. Jednakże w 1958 r. wspierany przez fale imigracji z Puerto Rico z okazji Nowego Jorku i rosnącego pragnienia społeczności, aby reprezentować i celebrować wyjątkowe aspekty swojej kultury, narodziła się Parada z okazji Dnia Portorykańskiego. Nie można przecenić tego wpływu. po upadek infrastruktury rolniczej wyspy w następstwie II wojny światowej wielu Boricua zostało zmuszonych do opuszczenia wyspy w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Zamiast tego zostali stłoczeni w nowojorskich kamienicach w dzielnicach pełnych przestępczości, gdzie panowała bieda. Parada nie tylko dała społeczności możliwość skupienia się na pozytywnych i inspirujących aspektach kultury portorykańskiej, ale także zmusiła władze miejskie do uznania szybko rosnącej siły społecznej i politycznej Portorykańczyków.

Moi dziadkowie byli częścią tego napływu. Moja mama wciąż pamięta, jak starsi wstawali dzieci o świcie w drugą niedzielę czerwca, aby udać się na Piątą Aleję. Ustawiali się wzdłuż krawężnika z garnkami z jedzeniem i przekąskami i godzinami czekali na rozpoczęcie parady. Było to niezwykle ważne dla społeczności portorykańskich mieszkających w Nowym Jorku.

Ale dla mnie parada nigdy nie była głównym wydarzeniem, przynajmniej nie na Piątej Alei. Zamiast tego zawsze postrzegałem go jako stałe centrum odbywające się w każdy drugi weekend czerwca, z którego emanują wszelkiego rodzaju wydarzenia i uroczystości związane z kulturą portorykańską. Jest mój osobisty faworyt, festiwal na 116 ulicy, w sobotę przed paradą, podczas którego ulice są zamknięte dla ruchu, a piesi mogą rozkoszować się dźwiękami, zapachami i smakami charakterystycznymi dla wyspy, a lokalni Boricuowie organizują improwizowane jam session przy stoop-side. Jest też oczywiście scena klubowa, gdzie nowojorscy artyści i urodzeni na wyspie wykonawcy mają szansę zaistnieć na scenach pięciu dzielnic.

Jako dziecko obietnica tych wszystkich opcji sprawiała, że ​​przez cały rok nie mogłem się doczekać portorykańskiego weekendu. Pamiętam, jak szedłem z kuzynami na paradę przy Piątej Alei, ubrani we flagi i bandany — jeden z kuzynów użył nawet markerów, aby zamienić zwykły biały czołg w celebrację naszej dumy. Kiedy podrosłem, moim ulubionym celem stała się parada na Knickerbocker Avenue w Bushwick. Zwykle można było mnie złapać na rogu Bleecker Street w butach z limitowanej edycji Siły Powietrzne 1s na którym widniała flaga portorykańska, alcapurria Wyspa Cuchifrito w robocie. Tymczasem w mieszkaniu moi rodzice puszczali w telewizorze główną paradę, jedząc śniadanie, popijając kawę i promieniując dumą. Z ulic poniżej flagi zamontowane na antenach samochodowych powiewały dumnie na wietrze, a klaksony samochodów włączały się w geście uznania, gdy ponad ruchem ulicznym wznosiły się okrzyki „Boricua”. To było naprawdę najważniejsze wydarzenie, energia rozbrzmiewała w każdym zakątku miasta. Jeśli nie pójdziesz na paradę – a nawet jeśli nie obejrzysz jej w telewizji – parada cię znajdzie. Wiedziałbyś, że jesteś częścią czegoś o wiele większego – że nawet jeśli nie mówisz po hiszpańsku, nawet jeśli nie tańczysz salsy, nadal jesteś częścią narodu, który przepłynął oceany w poszukiwaniu lepszego życia i dzięki zasługom swojej kultury wzbogacił życie i otaczające ich miasto.

Jednak z biegiem czasu liczba flag portorykańskich w mojej okolicy zaczęła się zmniejszać. Hałas, który kiedyś towarzyszył naszym hałaśliwym świętowaniu dumy portorykańskiej, ucichł, a imprezy były coraz rzadsze. Cementowe podesty, na których kiedyś urządzaliśmy grilla, stały się mieszkaniami, cichymi wieżowcami ze szkła i stali, które nie opowiadały już naszej historii. Miasto nawet próbowało usunąć znak „Avenue of Puerto Rico”. który od dziesięcioleci dumnie wisi na Graham Avenue na Brooklynie. To następstwo gentryfikacji, którą zbyt często reklamuje się pod sztandarem rewitalizacji miast, aby odwrócić uwagę od prawdziwego przesiedlenia i erozji kulturowej, które są jej produktami ubocznymi. Nie jest to również zjawisko nowe. Dzielnica San Juan Hill na Manhattanie była niegdyś wylęgarnią czarnych i portorykańskich talentów, w tym Theloniousa Monka i Arturo Alfonso Schomburga. Dziś tej dzielnicy już nie ma. Zamiast tego nazywamy to Lincoln Center.

Tak więc w miarę wzrostu czynszów i coraz większej liczby Portorykańczyków pakujących się i przeprowadzających się, Parada z okazji Dnia Portorykanki i liczne towarzyszące jej uroczystości służą jako ważne przypomnienie — nie tylko o tym, jak daleko zaszliśmy i co osiągnęliśmy, ale także o tym, że wciąż tu jesteśmy. Jasne, może nie jest nas aż tak wielu. Ale nasze głosy są nadal potężne, gdy są podniesione zgodnie. I nie są głośniejsze niż podczas drugiego weekendu czerwca, kiedy możemy przypomnieć światu o wszystkim, czego dokonała nasza mała wyspa, pa' que tú lo sepa.


Miguel Machado jest dziennikarzem specjalizującym się w stykaniu się tożsamości i kultury latynoskiej. Robi wszystko, od ekskluzywnych wywiadów z artystami muzyki latynoskiej po opinie na tematy istotne dla społeczności, osobiste eseje związane z jego Latinidad oraz artykuły i artykuły związane z Portoryko i kulturą portorykańską.