
W latach 90. i na początku XXI wieku, kiedy chirurgia plastyczna nadal była uważana za tabu, a procedury w Hollywood trzymano w tajemnicy, Pamela Anderson otwarcie przyznawała się do tego, czego dokonała. Ta decyzja została podjęta na poważnie, bardziej niż cokolwiek innego; w swoim nowym dokumencie Netflix „Pamela, a Love Story” przyznaje, że na początku swojej kariery nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby zachować się inaczej niż szczerze.
Być może dlatego u szczytu swojej kariery modelki i aktorki Anderson była nieustannie pytana o implanty piersi przez prawie każdego reportera lub gospodarza, który przeprowadzał z nią wywiad, co tylko podsycało ciągłe dyskusje na temat jej ciała w mediach. „Nie umiałam kłamać ani ukrywać niczego w wywiadach, więc gdy ludzie pytali mnie, czy mam operację lub coś w tym rodzaju, po prostu odpowiadałam” – mówi w filmie dokumentalnym, który został wyemitowany na platformie streamingowej 31 stycznia. „I to w pewnym sensie nakręciło atmosferę”.
Film zawiera kompilację wywiadów z głównymi osobistościami telewizji, takimi jak Jay Leno, Larry King i Matt Lauer (by wymienić tylko kilka), których pytania wahały się od żenujących po wprost bezczelne.
— Czy kiedykolwiek wykonałeś jakąś pracę? King wyraźnie pyta Andersona w klipie z filmu „A Wywiad z „Larrym Kingiem na żywo” z 2005 roku . Nawet gdy natychmiast i szczerze odpowiedziała: „Tak, to są implanty, Larry”, najwyraźniej nie było to wystarczająco dobre. — Och, są? gospodarz pyta ponownie. – Są czy nie? Anderson potwierdza jej odpowiedź po raz drugi i śmieje się, ale jasne jest, że już wtedy była zmęczona tym, że jej operacja plastyczna była tematem każdej rozmowy.
Podczas wywiadu z Mattem Lauerem mówi: „Nigdy wcześniej nie usiadłem naprzeciwko osoby, której dotyczy wywiad, i nie zapytałem: «Czy możemy krótko porozmawiać o twoich piersiach?». Po tym, jak Anderson próbuje odeprzeć żart, Lauer naciska dalej, pytając: „Nie byłeś jednak zbyt uzdolniony, prawda?”.
W dokumencie Anderson zastanawia się nad tymi sytuacjami, nazywając je „niepokojącymi”. Mówi: „Myślę, że zadawanie kobietom takich pytań jest trochę niewłaściwe. Musi być jakaś granica, której ludzie nie przekraczają. Zawsze miałam nadzieję, że wydarzy się coś, w czym zrobię coś, co będzie bardziej interesujące dla ludzi niż moje ciało.

Sposób, w jaki w tamtych latach Anderson była traktowana przez media – bardziej jako symbol seksu, który uspokaja męskie spojrzenie, a nie jako istota ludzka mająca autonomię w zakresie tego, jakie procedury chce wykonać, a których nie – znacznie różni się od tego, co zwykle widzimy dzisiaj. Rzeczywiście, ostatnio gwiazdy, które otwarcie mówiły o swoich operacjach plastycznych, często są chwalone za ich szczerość i otwartość. Khloé Kardashian, Bella Hadid i Chrissy Teigen to tylko kilka gwiazd, które w ostatnich latach ujawniły swoje procedury, wywołując nową falę przejrzystości wśród osób publicznych.
Mimo to dopytywanie się o operację plastyczną celebryty, zwłaszcza gdy odbywa się to po prostu w celu zaspokojenia ciekawości, jest (i nigdy nie było) akceptowalne. Fakt, że pochodził od mężczyzn, wydaje się szczególnie wyzyskujący, nie wspominając o mizoginii. Jest o wiele więcej interesujących rzeczy, które można zadać kobietom, a ich mężczyznom prawie nigdy nie zadaje się tych samych pytań.
To, że ktoś jest sławny, nie oznacza, że ludzie mają prawo do informacji na jego temat. To właśnie ten sposób myślenia doprowadził również do wycieku i dystrybucji sekstaśmy Andersona i Tommy’ego Lee w połowie lat 90-tych. „Prawnicy w zasadzie powiedzieli: «Jesteś w Playboyu, nie masz prawa do prywatności»” – mówi. To było trochę szokujące. . . sprawiło, że poczułam się, jakbym była okropną kobietą. Jestem tylko kawałkiem mięsa. Że to nie powinno mieć dla mnie żadnego znaczenia, bo w zasadzie jestem taką dziwką.
Niestety, ta uprawniona mentalność wobec kobiecych ciał, zwłaszcza wśród mężczyzn, jest nadal bardzo obecna. Możemy jednak mieć tylko nadzieję, że zabieranie głosu przez osoby takie jak Anderson okaże się krokiem we właściwym kierunku, w kierunku skorygowania głęboko zakorzenionej mizoginii, która utrzymuje się dziesiątki lat później – w Hollywood i poza nim.