
„Czy hollywoodzka interpretacja pracy w restauracji wywołała u Ciebie wzdrygnięcie?” – zapytał mój chłopak, gdy wychodziliśmy z seansu filmu Burnt. Odpowiedziałem, że tak, i nie mogłem się zdecydować, czy było to spowodowane rażącymi nieścisłościami w filmie, czy też zdolnością filmu do ponownego ujawnienia stresu pourazowego, jaki towarzyszył mi dziewięcioletniej pracy w kuchni. Myślę, że po trochu jedno i drugie. Wyszedłem z kina czując się wyczerpany emocjonalnie jak po 17-godzinnej zmianie (tak, to normalne) i prawdopodobnie dlatego, podobnie jak reakcje niektórych szefów kuchni na film, uderzyło mnie to trochę zbyt mocno. Jeśli zastanawiasz się, czy film realistycznie przedstawia życie w restauracji, oto, w jaki sposób to robi, i cztery przykłady, w których nie.

Co jest dokładne:
- Łuskanie ostryg to zdecydowanie czyściec. Postać grana przez Bradleya Coopera skazuje się na wyłuskanie miliona ostryg w gównianym barze w Nowym Orleanie, aby wybaczyć sobie zrujnowanie swojego życia zawodowego. To makabryczna praca, która obciąża Twoje nadgarstki i duszę.
- Upał jest bardzo intensywny. Po raz pierwszy spotykamy postać Sienny Miller, która poci się podczas nabożeństwa. Przy okazji, niektórzy szefowie kuchni (zwykle nie kobiety) kapią pot na twoje jedzenie. Pracując z piekarnikami nagrzanymi na 500 stopni i płytami gazowymi (które na niskim poziomie mają większą moc niż domowa płyta kuchenna na wysokiej), nie da się nie „topić”.
- Problemy z klawiszami skrótu nie zostały jeszcze rozwiązane. Film nie pomija ważnych, szeroko dyskutowanych tematów, takich jak kuchnia molekularna (gotowanie sous-vide i kuchnie przypominające laboratoria), niesprawiedliwe płace kucharzy liniowych oraz walka kobiet o bycie szefem kuchni i równoważenie macierzyństwa.
- Napady złości szefa kuchni są niestety prawdziwe. Kuchnia to symfonia, a film znakomicie pokazał, że jeśli jedna osoba nie zastosuje się do instrukcji i zignoruje stan pozostałych stacji, cały system się załamie. I tak, szef kuchni będzie krzyczał ci w twarz i rozbijał talerze (o ile nie są cenne) lub zmuszał cię do skosztowania swojego pieprzenia.
- Praca jest długa, stresująca i powodująca wymioty. Praca w kuchni to ciężka praca, a film nie starał się, żeby wyglądała jak spacer po parku. Godziny otwarcia, atmosfera i wymagania nie są dla osób o słabym sercu.
- Pasja przejmuje kontrolę nad Twoim życiem. To obsesja, a bycie najlepszym często oznacza cierpienie w relacjach, sen, jedzenie i zdrowie psychiczne w zamian za tworzenie orgazmicznego jedzenia.

Co nie jest:
- Poważne relacje w kuchni. Kontakty między kuchniami zdarzają się cały czas, a jeszcze bardziej powszechne jest to, że szefowie kuchni zajęci są zawsze uroczą, doskonale wypielęgnowaną obsługą. Ale kwitnące, poważne relacje, takie jak ta pomiędzy Bradleyem i Sienną (przepraszam *uwaga, spoiler*) są tak rzadkie jak sushi. Szef kuchni zazwyczaj nie może zobowiązać się do niczego ani nikogo innego, jak tylko do zabijania sztuki kulinarnej.
- Konkurs „od szefa kuchni do szefa kuchni”. Społeczność restauracyjna jest zwarta, a szefowie kuchni, których znam i dla których pracowałem, wspierają się nawzajem. Profesjonalni kucharze wiedzą, jak ciężko trzeba pracować, aby to zrobić, więc w przeciwieństwie do filmu nie ma między szefami kuchni Michelin żadnej złej krwi (o której mogę mówić) ani prób zamykania sobie nawzajem restauracji.
- Zdobywanie gwiazdek Michelin. Pomiędzy czasem potrzebnym do zdobycia trzech gwiazdek, kwalifikacjami, liczbą wizyt inspektorów i dziwactwami inspektora Michelin, film pokazuje wszystko. zło.
- Hojne wypłaty dla nieznanych kucharzy. Zarobki w świecie restauracji nie są trzykrotnie wyższe, nawet dla kucharzy z linii Michelin. Praca w tych restauracjach to przywilej, więc pensja zazwyczaj odpowiada standardom branżowym. Niesamowicie było zobaczyć, że postać Siennej otrzymała… bardzo hojna pensja, ani twoje kotlety do gotowania, ani twój wygląd nie zarobią ci tak wygórowanej kwoty.
W każdym razie, Spalony trafia do sedna branży i jest ekscytującą, przepyszną przejażdżką. Film ukazuje pracę, pot, krew, a czasem i łzy potrzebne, aby w magiczny sposób doskonałe dania pojawiły się przed gośćmi restauracji.