Antyrasizm

Dominikański hiszpański nie jest „zły hiszpański” – ta mentalność jest zakorzeniona w białej supremacji

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
247continiousmusic

„Dominikanie i Boricuowie nie umieją mówić” (co przekłada się na „ Dominikanie I Portorykańczycy nie wiem, jak mówić”) to przeszywające słowa, które tradycyjnie nie są zwykłą opinią czy stwierdzeniem, ale faktem. Mówi się nam, że sposób, w jaki mówimy językiem naszych kolonizatorów, jest nieprawidłowy, niewłaściwy i zniekształcony oraz że nie ma na to miejsca w środowiskach korporacyjnych, polityce i wyższych sferach. W Ameryce Łacińskiej i Stanach Zjednoczonych nasz hiszpański jest uważany za słabo mówiony i łamany. Opisuje się je jako „getto” i „zbyt czarne”.



Jako dominikanin dorastający w Filadelfii składnia mojego słownictwa była presją, którą intensywnie odczuwałem, kanapką klubową podzieloną na dwa języki, klasy społeczne i światy kulturowe. Przeprowadzka z dzielnicy zamieszkanej głównie przez Afroamerykanów i uczęszczanie do wielokulturowej szkoły, gdy byłam nastolatką, która obejmowała całkowicie kulturę dominikańską i portorykańską, a następnie znalezienie się w przeważnie białej przestrzeni w szkole średniej oznaczało konieczność zrozumienia, jak poruszać się po narzędziach takich jak maskowanie i przełączanie kodów. Narzędzia te były osadzone w naszym wychowaniu i były potrzebne, aby ludzie rasy czarnej i brązowej mogli odnaleźć się w szkolnictwie wyższym i odnieść sukces zawodowy.

To właśnie w okresie, kiedy się kształtowałem, zacząłem rozumieć, jak wpłynęła na mnie dyskryminacja językowa i jak moją mowę uznano za „gorszą” w obu światach.

To właśnie w okresie, kiedy się kształtowałem, zacząłem rozumieć, jak wpłynęła na mnie dyskryminacja językowa i jak moją mowę uznano za „gorszą” w obu światach. The characteristics of my particular form of Philadelphia English — one that embodies hood expression, idioms particular to north I northwest Philly, ebonics, I influenced New York I Southern dialects — conflict with the well respected 'white Philadelphian dialect.' My Dominican Spanish, uniquely formed by my own Spanglish I Cibaeño roots (el Cibao is a region in the Dominican Republic), is famously known for ditching the S, pronouncing Rs with an I, I the erasure of D between vowels. This contrasts with what the Latin American hierarchy insists is 'proper Spanish.' As a result, my early 20s consisted of code-switching I replacing my 'y'all' for 'you all' I '¿Cómo tú ta?' for '¿Cómo tú estás?' in institutional I corporate settings — all for the sake of respectability.

Dla wielu z nas gra w politykę szacunku i asymilację jest formą przetrwania. Staramy się prezentować „poprawnie”, ubierając się stosownie do danej roli lub „profesjonalnie”, unikając naszej naturalnej struktury włosów i elementów subkulturowych, takich jak tatuaże czy kolczyki, a wszystko po to, aby budzić szacunek. Dla mnie miało to swoją cenę: oznaczało zniszczenie włosów przed uszkodzeniami cieplnymi, ograniczenie mojego stylu i ekspresji mody oraz całkowite ukrycie mojej tożsamości.

Moje postrzeganie profesjonalizmu zmieniło się, gdy zacząłem badać historię i ewolucję muzyki dominikańskiej, w szczególności dominikańskiej muzyki dembow, oraz to, jak dużą rolę w jej historii i sukcesie artysty odegrał rasizm i fonetyka dominikańska. W 2019 roku napisałem pierwsze historyczne omówienie tego gatunku, w którym wspomniałem, że dominikański dembow nie pojawił się jeszcze na gali rozdania nagród muzyki latynoskiej z powodu trzech podstawowych czynników: po pierwsze, miejski dominikański język wernakularny (el barrio lingo) ma niewielkie poparcie zarówno na wyspie, jak i poza nią; po drugie, sytuacja społeczno-ekonomiczna kraju sprawia, że ​​wielu artystów miejskich skupia się wyłącznie na doraźnym i lokalnym sukcesie; po trzecie, konsekwentne, agresywne stanowisko rządu wobec muzyki miejskiej ogranicza szerszą atrakcyjność.

Prawda jest taka, że ​​wyśmiewanie dominikańskiego hiszpańskiego jest anty-czarne.

Pierwszy powód jest głęboko zakorzeniony w uprzedzeniach do osób o ciemniejszej karnacji oraz do miejskiego slangu i mowy, charakterystycznego dla całej półkuli zachodniej i jej europejskich standardów. Prawda jest taka, że ​​wyśmiewanie dominikańskiego hiszpańskiego jest anty-czarne. Jak wspominali w przeszłości socjkrytycy, tacy jak Zahira Kelly, ten specyficzny hiszpański jest językiem czarnoskórym w języku hiszpańskim. Profesor Uniwersytetu Stanforda Jonathan Rosa stwierdził, że utrzymujące się stereotypy dotyczące kategorii językowych i rasowych są jednocześnie konstruowane razem. „Język nigdy nie jest zbyt odległy od obrazu, gdy mówisz o jakiejkolwiek populacji rasowej” – dodał. powiedział The Nation. „Język tej populacji jest zawsze stereotypowo uznawany za językowo ubogi”.

Zakorzeniony w regionalności, okupacji, kolonializmie, buncie i kreatywności, pochodzę od hiszpańskojęzycznych buntowników, których języki niosą radość i komediową ulgę oraz zachęcają do nonkonformizmu. Posługuje się sformułowanym żargonem, który rodzi specyficzne dla danej kultury kody uliczne, a w zamian podlewa naszą kulturę, której muzyka i rozrywka nieustannie wyznaczają trendy. Dyskryminując Jamajczyków i Panamczyków ze względu na karaibski akcent, stworzyli podwaliny pod jeden z najlepiej sprzedających się obecnie gatunków – reggaeton. Narodziny reggaeton zasadniczo zrodziły się jako akt protestu przeciwko celebrowaniu czarnego języka narodowego w języku hiszpańskim.

Przejdźmy szybko do kluczowych lat kształtowania się dominikańskiego dembowa, kiedy przemysł muzyczny doradzał artystom, aby nie śpiewali po dominikańskim hiszpańskim, ponieważ ich hiszpański nie był zrozumiały w całej Ameryce Łacińskiej. Stało się to ideologią, w którą uwierzyło wielu samych dominikanów i wpłynęło na ich istotę – liryczne palabreo, które odzwierciedlało la calle. Przekonanie to zostało obalone, gdy modne stało się używanie dominikańskiego hiszpańskiego i żargonu w muzyce komercyjnej przez nie-czarnych dominikanów. To było tak, jakby branża powiedziała: „Nie, nie możesz sprzedać swojego dialektu, według tej białej puszki niebędącej dominikaninem”.

Aby osiągnąć miejsce integracji, społeczność latynoska musi najpierw zaakceptować fakt, że branding Latinidad stworzył rasistowskie, monolitycznie niepoprawne przedstawienie, które próbuje objąć 33 kraje, różne grupy etniczne i subkultury.

Dla mnie, córki música de la diáspora, jest to przygnębiające. Siła globalizacji mediów i jej brak reprezentacji w telenoweli, programach telewizyjnych i muzyce rodzi moje pytanie: kiedy język i rasa przestaną dyktować, kto będzie widoczny i będzie miał odpowiednią monetyzację? Aby osiągnąć miejsce integracji, społeczność latynoska musi najpierw zaakceptować fakt, że branding Latinidad stworzył rasistowskie, monolitycznie niepoprawne przedstawienie, które próbuje objąć 33 kraje, różne grupy etniczne i subkultury. Że brak uwzględnienia mnóstwa unikalnych dialektów charakterystycznych dla regionalności i położenia geograficznego jest wymazany. Należy zadać sobie pytanie, dlaczego niektóre dialekty są uważane za niewłaściwe. Latinidad to nie jedna kultura, to ogólny termin, który łączy nas w historii i następstwach kolonizacji. Musimy zaakceptować nasze wielowarstwowe różnice, jednocześnie przyznając, że ich kategoryzacja jest skonstruowana w celu utrwalenia marginalizacji, rasizmu i nierówności. Musimy zdekolonizować ekspresję językową i spróbować nadać sens naszej różnorodnej społeczności.

„Nuetro Epañol no eh malo, eh que nuetro Español es negro. I nie można kochać naszej kultury i nie doceniać kucharzy — i ojej, jak pracuje ten nadgarstek” – mówi w swoim wierszu autorka, poetka i moja droga przyjaciółka Melania Luisa Marte „Czarny Hiszpan”. Nie asymilujemy się już ani nie zmieniamy kodów. Mój hiszpański eh mio. Rzuca wyzwanie, bez skrupułów zajmuje przestrzeń i z mocą przebija się przez każde brakujące S w moim dyskursie. Będzie błyszczeć w mediach spoza Karaibów, pomimo tego, co myślą komentatorzy i publiczność.