To zdarzałoby się za każdym razem. Zrobiłabym coś, co wydawało mi się rozsądną prośbą: „Proszę, posprzątaj swój pokój”, a moi trzej chłopcy rozpłynęli się w kałuży na podłodze, jakbym właśnie zmiażdżyła im całe szczęście. — Ale to zajmie całą wieczność! „To nie moja wina, że jest bałagan!” – ripostowali, pewni, że potrafią się kłócić i marudzić, unikając jakiejkolwiek odpowiedzialności.
Nieuchronnie prosta czynność, której wykonanie powinno zająć tylko kilka minut, przerodzi się w wielogodzinny konflikt. Wzruszyliby się i w końcu ja też bym to zrobił. Próbowałem ich błagać, wyjaśniać, że wszyscy mieszkamy w tym domu i każdy musi wykonać swoją część, ale żadne rozumowanie nie przyniosło skutku. Czasami po prostu sama wykonywałam ich obowiązki, aby uniknąć płaczu, napadów drgawkowych i bójek – ale wiedziałam, że wyrządzam krzywdę moim dzieciom, chroniąc je przed odpowiedzialnością. Więc w końcu spróbowałem czegoś innego.
Jedna rzecz, którą znaleźliśmy z mężem, która sprawdza się w naszej rodzinie? Oczekiwanie. Daję moim chłopcom przynajmniej jednodniowe powiadomienie o obowiązkach, jakie będą od nich oczekiwać. Powiedzenie im: „Jutro nie będzie żadnej elektroniki, dopóki nie posprzątasz pokoju” zawsze działa o wiele lepiej niż wtedy, gdy po prostu rzucam im to bez ostrzeżenia. Mój mąż, który zajmuje się zdrowiem psychicznym, uważa, że ma to związek z: niechęć do straty . W psychologii poznawczej i teorii decyzji niechęć do straty odnosi się do tendencji ludzi do przedkładania unikania strat nad osiągnięcie równoważnego zysku — na przykład ludzie są bardziej zmartwieni utratą 10 dolarów niż szczęśliwi z powodu odkrycie 10 dolarów. Rozumie się, że straty bolą mniej więcej dwa razy bardziej niż zyski poprawiają samopoczucie. Jeśli moje dzieci wierzą, że mogą włączyć Xboxa z samego rana, bo są wakacje i nie ma szkoły, a ja im mówię, że nie i że najpierw muszą dokończyć swoje obowiązki, mają poczucie straty, co może powodować zbyt dramatyczne reakcje, do których przywykłem.
Zwykle jestem dość wyluzowana, ale choć bardzo pragnę spędzić wyluzowane lato z dziećmi, nauczyłam się, że muszę wcześnie określić oczekiwania i starać się trzymać jakiegoś harmonogramu, aby zapobiec popadnięciu wszystkiego w chaos. Moi chłopcy muszą wiedzieć, czego się od nich oczekuje i jakie będą konsekwencje, jeśli te oczekiwania nie zostaną spełnione. Oczywiście czasami nadal narzekają i narzekają na obowiązki domowe. Ale ponieważ wiedzą, czego się spodziewać, w większości przypadków po prostu załatwiają sprawę bez mojej interwencji. A jeśli narzekają, staram się, aby było to jak najbardziej bezosobowe i rzeczowe, i nie pozwalam, aby ich emocje wydobyły moje. „Rozumiem, że nie lubisz wykonywać obowiązków domowych, ale nie będzie żadnych gier wideo, dopóki nie zostaną wykonane” – mówię i odchodzę, aby uniknąć dalszego angażowania się. Nauczyłam się też, że muszę wcześniej przeprowadzić dzieci przez określone obowiązki, aby nauczyć je, jak je wykonywać, i sprawdzać ich pracę, gdy mówią mi, że już gotowe. W przeciwnym razie wrzucą wszystko pod łóżka i uznają swoje pokoje za czyste. Każdy z nas choć raz tego próbował jako dziecko, prawda?
Kiedyś oskarżono mnie o lenistwo i chęć posiadania „darmowej pracy dzieci” na potrzeby artykułu, który napisałam na temat obowiązków domowych. Zabawne jest to, że byłoby o wiele łatwiej, gdybym sam wykonał wszystkie prace domowe! Zajęłoby to mniej czasu, obowiązki zawsze byłyby wykonywane zgodnie z moimi standardami i oszczędziłoby mi to wielu smutków. . . ale nie po to każę moim dzieciom wykonywać obowiązki domowe. Docelowo chcę, żeby moi chłopcy nauczyli się, że ludzie będą mieć wobec nich oczekiwania przez całe życie. Będą mieli obowiązki związane ze spotykaniem się w szkole, a ostatecznie w pracy, dlatego ważne jest dla mnie, aby nauczyć ich, że mamy wobec nich oczekiwania także w domu.