
Nie byłby to przedostatni odcinek Grey's Anatomy bez tragedii w stylu szekspirowskim, a odcinek w tym sezonie nie jest inny. „At Last” ma coś dla każdego: propozycje małżeństwa, nowe znajomości i oczywiście śmierć. Trudno uwierzyć, że Shonda Rhimes miała jeszcze coś do finału (ale oczywiście, że tak). W gąszczu emocjonalnej traumy tego odcinka kryje się najbardziej niszczycielska polana. Śmierć Kyle’a Diaza (Wilmer Valderrama), wygadanego muzyka, który zdobył strzeżone serce Stephanie Edwards, zostaje nagrodzona za najbardziej rozdzierający serce moment w tym odcinku.
Kyle wraca na kolejną operację związaną z drżeniem, ale ta konkretna operacja jest bardzo niebezpieczna. Próbując wyciągnąć „Dereka”, Amelia wykonuje procedurę zagrażającą życiu. Kiedy pojawiają się komplikacje, Amelia prosi Jo, aby usunęła Stephanie z galerii widokowej, aby uchronić ją przed świadkiem śmierci mężczyzny, którego kocha. Jo biegnie korytarzami, ale jest już za późno. Stephanie obserwuje, jak przez domofon ogłaszana jest godzina śmierci Kyle'a.
„Kyle's” to trzecia część serii zgonów par: mężczyzna – lekarz i pacjent Anatomia Graya . Jest też Henry i Teddy z sezonu ósmego, co choć było smutne, było niczym w porównaniu z miażdżącym dusze molochem, jakim byli Izzie i Denny. Chociaż wydawało się, że Kyle przełamał bariery Stephanie, mamy nadzieję, że jego odejście ich nie przywróci.