Portoryko

Dorastanie jako Kolumbijczyk i Portorykańczyk – kim byłem?

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
247continiousmusic

Fotografia Devona Warrena

Fotografia Devona Warrena

Kiedy rodzisz się w rodzinie z różnych krajów (lub w moim przypadku z jednego kraju i jednego terytorium USA), kim jesteś? Mój portorykański ojciec był dumny ze swojego dziedzictwa, a moja kolumbijska matka opowiadała o pięknym kraju, który opuściła, aby wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Wszyscy moi kuzyni byli w pełni tej czy innej narodowości. Byłem samotnym wilkiem. Chociaż mówiłem po hiszpańsku, dopóki nie nauczyłem się angielskiego w szkole publicznej w Queens, czułem się jak gringa, który nie pasował.



Moi rodzice rozstali się, gdy byłem małym dzieckiem. Mieszkałam z matką w Queens, ale regularnie widywałam ojca i odwiedzałam la Isla del Encanto podczas naprzemiennych przerw letnich i grudniowych. Mój hiszpański miał wyraźny kolumbijski akcent i używałem kolumbijskich idiomów. Jednak strona mojej matki zbeształa mnie, wskazując, że wyglądam na Portorykańczyka. To chyba oznaczało, że nie wyglądałam na Europejkę jak większość rodziny mojej matki. Ze strony ojca naśmiewała się z moich kolumbijskich min i że nie wiem, że „chavos” oznacza pieniądze, „jartera” oznacza, że ​​jesteś pełny (w kolumbijskim hiszpańskim oznacza to nudę), a „guagua” to autobus. Kochali mnie i troszczyli się o mnie, ale ich komentarze sprawiły, że poczułam się jak outsiderka.

Moi bliscy nie byli świadomi moich zranionych uczuć. Żartowali. Ale jak to mówią, w dowcipach jest prawda. Dlaczego nie mogli zaakceptować obu stron mojego pochodzenia etnicznego?

247continiousmusic

Fotografia Devona Warrena

Kiedy po raz pierwszy poproszono mnie o dokonanie wyboru – czy jestem Kolumbijczykiem, czy Portorykańczykiem? - to było, kiedy byłem w szkole. Zawieziono mnie autobusem do szkoły, w której przeważają biali. Koledzy kwestionowali, kim jestem. Niektórym białym dzieciakom wszystko wydawało się takie samo. W końcu obie strony były katolikami, Latynosami i mówiły po hiszpańsku. Kiedy wracałem do mojej głównie latynoskiej dzielnicy, moi przyjaciele z Haiti, Kolumbii i Chile również poprosili mnie, żebym wybrał, po której stronie. W tajemnicy myślałem o tym pytaniu, ale nigdy na głos. Czy nie mógłbym być jednym i drugim?

Dopiero na studiach spotkałam wielu innych studentów z Ameryki Łacińskiej zmagających się z tym samym pytaniem dotyczącym tożsamości, że zdałam sobie sprawę, że nie jestem sama. Brałem udział w kursach studiów afrykańskich i ostatecznie dołączyłem do latynoskiego stowarzyszenia Latinas Promoviendo Comunidad/Lambda Pi Chi Sorority, Inc. Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, jakie mam szczęście, że jestem wielokulturowy. Mam podwójną kulturę, podwójną historię i podwójną postawę. W końcu poczułam się komfortowo w mojej tożsamości Kolumbijskiej/Puertorriqueña (zawsze w kolejności alfabetycznej). Tak naprawdę zostałem działaczem studenckim i pomogłem poprowadzić udany protest studencki.

Chodzenie do college'u w północnej części stanu Nowy Jork sprawiło, że nawiązałam więź z innymi studentami z Ameryki Łacińskiej. Byli Dominikańczykami, Ekwadorczykami, Meksykanami i tak jak ja byli wielokulturowi. Połączyliśmy się jako uczniowie pierwszego pokolenia, których rodzice przybyli do tego kraju, aby poprawić swoje życie. Śmialiśmy się, że tak wielu naszych krewnych nalegało, aby podwieźć nas do szkoły i zdezynfekować pokoje w akademiku środkiem czyszczącym Mistolin. Nie mogliśmy uwierzyć, że nadal uczestniczymy w tradycjach z dzieciństwa, takich jak zostawianie trawy czy siana – większość z nas na własnych nogach – w wigilię Dnia Trzech Króli. To także dzień, w którym większość z nas otrzymuje prezenty, a nie Boże Narodzenie. Idź, pomyśl.

Szkoda, że ​​nie zmarnowałam tyle energii na zamartwianie się, czy jestem bardziej Kolumbijką, czy bardziej Puertorriqueñą. Okazuje się, że jestem połączeniem idealnym. Kiedy spotykam młodsze dzieci o mieszanym pochodzeniu latynoskim, mówię im, że są szczęściarzami, mogąc czerpać to, co najlepsze z obu kultur. Dostaję tamales i pasteles, aguardiente i rum, cumbię i salsę. Teraz wiem, że za nic w świecie bym tego nie zmieniła.

W ciągu ostatniego roku miałem szczęście odwiedzić ojczyzny moich rodziców. Te podróże były dla mnie ważne, ponieważ obie straciłem, mając około 30 lat. Moi krewni rzadziej żartowali, a ja nie traktowałem tych żartów tak osobiście. Co ważniejsze, udało mi się również zwerbalizować, jak błogosławiona i wyjątkowa czułam się jako Kolumbijka/Puertorriqueña. I moja rodzina mnie usłyszała.