
Michelle Rostamian
Michelle Rostamian
Mimo że zarabiam na życie pisaniem o urodzie, w życiu osobistym zawsze byłam entuzjastką dobrego samopoczucia. Dbam o to, aby mieć spójną rutynę pielęgnacji siebie, rysując twarz ołówkiem tutaj lub wykonując masaż tam, aby mieć pewność, że zawsze będę miał czas dla siebie, na który będę czekał z niecierpliwością. Problem w tym, że rzadko kiedy jestem w stanie całkowicie po prostu chłod podczas zabiegu – nawet jeśli chodzi o coś, co powinno być tak relaksujące jak masaż. Zamiast tego zawsze czekam na następny ruch terapeuty i zastanawiam się, która kończyna będzie masowana jako następna, zamiast cieszyć się chwilą obecną. To znaczy, dopóki nie dowiedziałem się o masażu synchronicznym w Hotel Four Seasons w Los Angeles w Beverly Hills .
Pomiędzy klasykami (takimi jak masaż szwedzki, masaż głębokich tkanek i masaże kamieniami) w menu hotelowego spa pojawiały się słowa „Masaż synchroniczny”. Od razu mnie to zaintrygowało, a po dalszej lekturze odkryłem, że w leczeniu uczestniczyło dwóch terapeutów zamiast jednego i cztery ręce zamiast dwóch.
„Obydwaj terapeuci pozostają w stałym kontakcie z każdą częścią ciała przez cały czas trwania masażu, pozwalając gościowi wtopić się w relaks całego ciała” – mówi Vivian Henein, dyrektor spa w hotelu Four Seasons Los Angeles w Beverly Hills. „Terapeuci są przeszkoleni w zakresie synchronizacji ruchów i nacisku, aby gość miał wrażenie, że pracuje nad nim ta sama osoba, nie zakłócając przy tym jego poczucia relaksu”.
Czy to może być rozwiązanie mojej niemożności uspokojenia się? Zarezerwowałem zabieg, żeby się dowiedzieć.

Michelle Rostamian
Po przebraniu się w pluszowy szlafrok Four Seasons czekałem w „strefie relaksu” spa z pewnym niepokojem związanym z całym doświadczeniem – dla mnie masaże wykonywane przez jednego terapeutę same w sobie są niewygodne, nie mówiąc już o masażu, w którym uczestniczą dwie osoby. Moje myśli szybko zostały przerwane, gdy powitało mnie dwóch uroczych masażystów, którzy poprowadzili mnie korytarzem do zachęcającego gabinetu masażu, który był słabo oświetlony i grała delikatna muzyka. Powiedziano mi, że podgrzewane łóżko i sam pokój można dostosować do dowolnej temperatury. Już zacząłem czuć się swobodnie. Zapytano mnie, czy wolę olejek czy balsam (wybrałem ten drugi) i od tego zaczęliśmy.
Zabieg rozpoczął się od pozycji leżącej na stole do masażu. Gdy prześcieradło nadal znajdowało się na moim ciele, obaj terapeuci naciskali różne części mojego ciała, takie jak plecy, ramiona, ramiona i tył nóg. Doceniam fakt, że masaż rozpoczynał się od prześcieradła, ponieważ był to wstęp do wrażenia czterech rąk w porównaniu z tradycyjnymi dwoma. Następnie dostosowano prześcieradło, a terapeuci podzielili się i zwyciężyli, każdy z nich masował jedną nogę w tym samym czasie. Niemal natychmiast poczułem, że się napinam, próbując nadążać za tym, kto co robi i nad którą częścią mojej nogi, kiedy pracowałem. Mój zmysł wzroku również został wyeliminowany, ponieważ leżałem twarzą w dół w poduszce na twarz, co powodowało mylące, wyjątkowe uczucie, którego nie byłem pewien. Dopiero gdy terapeuci zaczęli pracować nad przeciwległymi kończynami, sytuacja zmieniła się na lepsze.
Zaczęli od lewej strony: jeden pracował nad moimi plecami i lewym ramieniem, drugi pracował nad tyłem mojej lewej nogi i odwrotnie – prawą stroną. Stosując różne ruchy, terapeuci poruszali się rytmicznie i celowo, pracując nad swoimi obszarami. Na przykład, kiedy jeden pracował nad moimi palcami, drugi pracował nad moimi palcami u nóg; kiedy jeden pracował na moich dłoniach, drugi na piętach. Powoli, ale pewnie, zauważyłem, że mój mózg zaczyna odpuszczać i całkowicie zanurzać się w doświadczeniu, zamiast próbować śledzić wszystko. Zdecydowanie była to moja ulubiona część całego leczenia, a terapeuci wykonali świetną robotę, synchronizując ze sobą ruchy, uderzenia i nacisk. (Nie wspominając już o tym, że zrobienie tego bez możliwości rozmawiania ze sobą było naprawdę imponujące.)

Michelle Rostamian
Po tym jak zajęto się tylną częścią mojego ciała, przewróciłem się twarzą do góry. Pod szyję umieszczono podgrzewany ręcznik i każdy z terapeutów zaczął masować przód moich nóg. Następnie przesunęli się w górę mojego ciała i każdy z nich masował ramię, celując jednocześnie w dolną i górną część ramienia. Następnie przyszedł czas na masaż szyi i ramion. Jeden z terapeutów pracował zarówno po prawej, jak i lewej stronie mojej szyi i ramion, podczas gdy drugi masował moje stopy.
Masaż zakończył się położeniem na stopach ciepłych ręczników. Jeden z terapeutów chwycił mnie za kostki i delikatnie pociągnął, podczas gdy drugi terapeuta jednocześnie chwycił mnie za nadgarstki i delikatnie pociągnął. Może to wydawać się bolesne, ale właściwie była to moja druga ulubiona część masażu. Poczułem, jak moje kończyny wydłużają się do maksymalnego potencjału, podobnie jak próbujesz wydłużyć ręce i nogi podczas jogi. Przez cały czas trwania zabiegu ani razu nie odniosłem wrażenia, że jeden obszar jest zbyt mocno obciążany, a drugi zbyt miękki, a zdolność do relaksu przypisuję temu stałemu przepływowi ciśnienia.
Nie potrafię powiedzieć, jakie techniki zastosowano na jakiej części mojego ciała, ale zakładam, że o to właśnie chodzi w takim zabiegu. Nie powinieneś tak naprawdę pamiętać, która część ciała była ugniatana, głębokie ruchy i wytryski – powinieneś po prostu postawić na pierwszym miejscu swoje fizyczne i emocjonalne dobre samopoczucie i cieszyć się czterema rękami pracującymi zgodnie. Ogólnie rzecz biorąc, ten masaż nie przypominał żadnego innego zabiegu, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem i z pewnością poleciłbym go komuś, kto tak jak ja ma problemy z odpuszczeniem i utratą kontroli.