Biuletyn

Świętuję historyczne zdobycie Oscara przez Zoe Saldañę – nie „Emilię Pérez”

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
Los Angeles, CA. March 2, 2025: Zoe Saldana at the 97th Academy Awards (Oscars) at the Dolby Theatre on March 2, 2025 in Los Angeles, CA. (Myung J. Chun / Los Angeles Times via Getty Images)

Getty/Myung J. Chun | Los Angeles Times

Getty/Myung J. Chun | Los Angeles Times

Jestem fanem Zoe Saldaña odkąd pamiętam. Od swojej pierwszej roli filmowej w filmie „Center Stage” z 2000 roku po rolę w wielkich hitach kinowych, takich jak Star Trek, Avatar i Marvel Cinematic Universe, Saldaña była po prostu inspiracją dla Latynosów takich jak ja. Jako afro-latynoska aktorka pochodzenia dominikańskiego i portorykańskiego jest jedną z niewielu aktorek, które wyglądają tak jak ona i które wspięły się tak wysoko po drabinie Hollywood. Oczywiście popłakałam się w środku jej przemówienia z okazji przyjęcia nagrody, kiedy zdobyła swojego pierwszego Oscara dla najlepszej aktorki drugoplanowej za rolę w „Emilii Pérez”. Gdy z dumą obserwowałem Saldañę, który przeszedł do historii jako pierwszy Amerykanin z Dominikany, który zdobył Oscara , płacz w imieniu swojej matki na widowni, dziękuj jej babci i wykrzykuj jej dominikańskie dziedzictwo, zdałam sobie sprawę, jak to osiągnięcie było zwycięstwem nie tylko dla niej, ale dla jej fanów takich jak ja, którzy obserwowali, jak przełamywała bariery w Hollywood. A jednak moje podekscytowanie spotkało się z frustracją związaną z słabą reprezentacją języka łacińskiego w „Emilii Pérez”.



Pamiętam, jak dorastałem i oglądałem Saldañę we wczesnych rolach i czułem się dumny, widząc Afro-Latynoskę z Queens, taką jak ja, pojawiającą się na ekranie. Niezależnie od tego, czy chodziło o „Center Stage”, „Crossroads”, „Drumline”, „Zgadnij kto”, czy większe filmy, takie jak „Star Trek” z 2009 roku, Saldaña zawsze nadawała głębię każdej granej przez siebie postaci. Za każdym razem, gdy oglądałem ją w filmie, czułem się widziany – kolejna Dominikana, morenita, y flaquita como yo.

Rzecz w tym, że moim problemem nie jest to, że Saldaña ani nawet ona przyjęła rolę w „Emilii Pérez”. Uważam, że wykonała świetną robotę i całkowicie zasługuje na Oscara. Przez lata Saldaña udowodniła swoją wszechstronność — była bohaterką akcji w „Strażnikach Galaktyki” i wojowniczką Na'vi w „Avatarze”, a podczas wszystkich tych występów niosła na ramionach nadzieje na szerszą reprezentację.

Saldaña nie jest dzieckiem nepo. To dziewczynka z Queens, która w wieku zaledwie 9 lat musiała przeprowadzić się z mamą i siostrami na Dominikanę, po tym jak jej tata zginął w wypadku samochodowym. To balet i taniec pomogły jej odnaleźć się w tym świecie i ostatecznie zaprowadziły ją do teatru i aktorstwa. Ale od pierwszego dnia musiała stworzyć własną drogę do sukcesu. I, co niewiarygodne, znalazła dla siebie przestrzeń w filmach science fiction i superbohaterach – gatunkach, które historycznie spychały na bok kolorowe kobiety. Saldaña dosłownie stała się powszechnie znana, ponieważ nie odgrywała roli pokojówek, kobiet z kartelu, „seksownej Latynoski” ani innych wyświechtanych stereotypów.

Można argumentować, że pod wieloma względami Saldaña poszerzyła znaczenie bycia latynoską aktorką w Hollywood i dlatego nominacja do Oscara wydaje się szczególnie znacząca. To długo oczekiwana weryfikacja jej talentu. Jednak film kojarzony z tym uznaniem pokazuje, jak problematyczna może być hollywoodzka koncepcja reprezentacji. Dopiero film, który w najgorszy sposób reprezentuje społeczności latynoskie, Saldaña w końcu został doceniony za swój talent, mimo że wcześniej dostała wiele ról w głównych filmach.

Dla tych, którzy nie wiedzą, „Emilia Pérez” ma być „awangardowym” musicalem o przywódcy meksykańskiego kartelu narkotykowego Manitasie (w tej roli Karla Sofía Gascón), który udaje swoją śmierć, aby przejść operację potwierdzającą płeć, aby stać się kobietą. Saldaña gra Ritę, prawniczkę, która pomaga mu w osiągnięciu tego wszystkiego.

Po latach pisania i propagowania lepszej reprezentacji Latynosów w filmie, telewizji i mediach „Emilia Pérez” czuje się jak wielki policzek. Dosłownie wpisuje się w każdy stereotyp. Film wyreżyserowany przez białego Francuza Jacques’a Audiarda utrwala szkodliwe stereotypowe obrazy społeczności latynoskiej, z którą walczymy od lat. To stereotypowe podejście do Latynosów – w tym przypadku Meksykanów. W szkodliwy sposób ukazuje społeczność transpłciową. I po raz kolejny koncentruje się na wojnie narkotykowej w Meksyku. To znaczy, ile jeszcze filmów o handlu narkotykami potrzebujemy, zanim Latynosi w końcu przestaną grać tego rodzaju role? I jakby to nie było wystarczająco problematyczne, dowiadujemy się, że Gascón ma kilka starych rasistowskich i islamofobicznych tweetów który niedawno pojawił się w Internecie.

Moje mieszane uczucia co do Oscara dla Saldañy uwydatniają większy problem w Hollywood: kolorowi aktorzy są poważnie doceniani przez establishment tylko wtedy, gdy odgrywają role, które powodują długotrwałe stereotypy lub rasistowską traumę. Występy Saldañy w najważniejszych filmach science-fiction nigdy nie zapewniły jej nominacji, ale rola drugoplanowa w dramacie kartelowym, w którym mówi głównie po hiszpańsku, tak. Powtórzę jeszcze raz: nie jest to w żadnym wypadku pogwałcenie jej występu — naprawdę się z niej cieszę. To cios w wąskie spojrzenie branży na to, jakie historie (i jakie aspekty tożsamości aktora) uważa się za „godne nagrody”.

Jako wieloletni fan odczuwam ulgę, że zdobywca Oscara przez Saldañę nie została skażona filmem, który w ogóle nie reprezentuje dobrze społeczności. Myślę, że choć film jest kontrowersyjny, wszyscy możemy przyznać, że ciężar i kontrowersje wokół niego – w tym problematyczne tweety Gascón – to ciężar, którego nie powinna dźwigać. Ostatecznie to hollywoodzcy odźwierni są zasadniczo odpowiedzialni za narracje, które wciąż oglądamy. To oni nadal dają zielone światło i celebrują te same dramaty narkotykowe i te same stereotypowe role, zamiast inwestować w oryginalne historie celebrujące kulturę latynoską. Tak więc, chociaż absolutnie planuję dziś wieczorem świętować Saldañę pysznym koktajlem i pysznym posiłkiem, zastrzegam sobie również prawo do rozczarowania, że ​​nie tylko trwało to tak długo, ale także że musiało się to wydarzyć przez „Emilię Pérez”.


Johanna Ferreira jest dyrektorem ds. treści w 247CM Juntos. Dzięki ponad 10-letniemu doświadczeniu Johanna koncentruje się na tym, jak tożsamości intersekcjonalne stanowią centralną część kultury latynoskiej. Wcześniej przez prawie trzy lata była zastępcą redaktora naczelnego HipLatina i pracowała jako freelancer dla wielu magazynów, w tym Refinery29, magazynu Oprah, Allure, InStyle i Well Good. Moderowała także i wypowiadała się w licznych panelach poświęconych tożsamości latynoskiej.