Kolegium

Nie jestem imprezowiczką w college'u, ale i tak świetnie się bawię

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
Young woman is dancing in a silent disco with her friends.

Dorastałem na filmach i programach telewizyjnych, które przedstawiały studia jako cztery lata niesamowitej, dzikiej, pełnej przygód i lekkomyślnej zabawy. W szkole średniej uwierzyłam w stereotypy dotyczące tego, jak będzie wyglądać moje życie, kiedy w końcu opuszczę dom. Chociaż świetnie się bawiłem z przyjaciółmi na zabawach i tańcach z okazji powrotu do domu, tak naprawdę powstrzymywałem się od wychodzenia na zewnątrz. Unikałam typowych przyjęć domowych i większość czasu spędzałam zachowując powściągliwość, co, patrząc wstecz, było głównie skutkiem wychowania w surowym domu. Powiedziałem sobie, że studia w końcu będą dla mnie okazją do szaleństwa i wypróbowania wszystkich szalonych rzeczy, które widziałem tylko w telewizji. Ale to marzenie szybko umarło, około czterech miesięcy po rozpoczęciu studiów, kiedy odkryłem, że nienawidzę imprezować.

Na moim uniwersytecie każdego wieczoru przez większą część roku można wyjść na zewnątrz i zobaczyć mgłę wydobywającą się z oddechu, w temperaturach przypominających temperaturę poniżej zera. Można by pomyśleć, że oznacza to, że ludzie spędzają większość czasu w pomieszczeniach zamkniętych, ale nigdy nie powstrzymuje nikogo od wychodzenia na zewnątrz. Przez pierwsze kilka miesięcy mojego pierwszego roku studiów ze wszystkich sił starałem się trzymać w tłumie, popijając puszki Four Loko i chodząc na imprezy w przenikliwym zimnie, ubrany tylko w czarne dżinsy i krótki top. W dni meczowe stawka była jeszcze wyższa. Wstępne rozgrywki rozpoczynały się około 10 rano, po nich w południe następowała tylna klapa, która trwała prawie cały dzień, zanim ludzie w końcu zadali sobie nawzajem pytanie: „Wychodzicie dziś wieczorem?”.

Pojawiło się więc pytanie: jak przetrwam w szkole imprezowej, jeśli nie jestem imprezowiczką?



Po semestrze zmuszania się do upijania się i tłoczenia się w zatłoczonych barach podczas tańca przy głośnej muzyce, w końcu poddałam się nieuniknionej prawdzie, że nie jestem imprezowiczką. Pojawiło się więc pytanie: jak przetrwam w szkole imprezowej, jeśli nie jestem imprezowiczką?

Na początku pierwszego roku nauczyłam się, że najłatwiejszym sposobem na nawiązanie przyjaźni na studiach jest wyjście na miasto. Z jakiegoś powodu nawiązywanie kontaktu z przypadkowymi dziewczynami w łazience bractwa ze względu na to, jakie są ładne i pijane, tworzy przyjaźnie na całe życie. Kiedy zaczęłam wycofywać się o krok od wychodzenia, zauważyłam, że widuję coraz mniej osób, które uważałam za przyjaciół. Jasną stroną tego było to, że ludzie, z którymi spędzałem czas, stali się prawdziwymi przyjaciółmi, z którymi mogłem związać się na głębszym poziomie. Zajęło mi solidny semestr, zanim zadowoliłem się nowym stylem życia i nie odczuwałem fali FOMO za każdym razem, gdy po weekendzie wszedłem do mediów społecznościowych. W tym czasie wypracowałem własne sposoby na dobrą zabawę bez konieczności imprezowania i upijania się. Od czasu do czasu zbierałam kilku moich przyjaciół na wieczór przy winie, podczas którego zostawaliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim, od szkoły przez chłopców po imiona przyszłych dzieci. Nadal trochę się upijaliśmy, ale nie musieliśmy rezygnować z ciepła i komfortu naszych apartamentów, co sprawiało, że było o wiele przyjemniej.

Większość szkół nie zaleca, aby cała społeczność uczniów wychodziła na imprezę w każdy weekend i zamiast tego organizuje wieczory gier, filmów lub rękodzieła. Pomogło mi to zdać sobie sprawę, że imprezowanie zdecydowanie nie było moją jedyną opcją na dobrą zabawę — po prostu musiałem trochę bardziej poszukać bardziej dyskretnych alternatyw.

W końcu jestem w miejscu, w którym znalazłam dla siebie równowagę, wyznaczając granice. Nie wychodzę w dni powszednie, a w weekendy, kiedy nie przebywam w domu lub nie spotykam się z przyjaciółmi, czasami chodzę na imprezę i upewniam się, że wyjdę, jeśli poczuję się wyczerpana lub niekomfortowa. Otaczam się przyjaciółmi, którzy rozumieją, że nie jestem imprezowiczką. Nie wywierają na mnie presji, żebym wychodziła i starają się spędzać ze mną czas poza większymi miejscami towarzyskimi.

W niektóre wieczory nadal rezygnuję z wszelkich czynności wymagających opuszczenia pokoju. Zwijam się w łóżku i przeglądam Netflixa i Hulu dopóki nie znajdę czegoś, przy czym będę mógł zasnąć. I właśnie w takie noce czuję się najbardziej zadowolona i spokojna. W głębi serca zawsze byłam domatorką, ale spodziewałam się, że studia zmienią mnie w kogoś nowego. I choć te cztery lata z pewnością mogą być transformacyjne, nie oznacza to, że musisz stracić najlepsze części siebie lub zmienić rzeczy, które cię uszczęśliwiają. Twój pomysł na zabawę nie musi wyglądać tak, jak wszyscy inni — musi po prostu odpowiadać Tobie.