
Getty'ego/Manuela Velasco
Getty'ego/Manuela Velasco
Santería może wydawać się niewtajemniczonym niejasną praktyką okultystyczną, podobną do czarnej magii lub voodoo. Ale dla tych, którzy mają karaibskie korzenie, jest to po prostu kolejny aspekt kultury naszego różnorodnego regionu. A jednak jest to aspekt, którego nigdy nie traktowałem zbyt poważnie, przynajmniej dopóki nie osiągnąłem dna. Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że odzyskanie własnej mocy oznacza odzyskanie Santerii i innych aspektów kultury portorykańskiej, które od dawna ignorowałem – i świadomego tego, jak je ucieleśniam.
Żeby było jasne, Santería nie jest czarną magią ani voodoo. Ma swoje korzenie w religii Joruba z Nigerii i została sprowadzona do Puerto Rico i na Karaiby podczas handlu niewolnikami. Zapożycza bogów lub Orishas z tej religii. Jednak ze względu na katolicki wpływ hiszpańskich kolonizatorów święci ci byli ukrywani i czczeni pod postacią świętych katolickich. Z tego powodu na przestrzeni wielu lat wiele z jej praktyk stało się powszechnych w tej kulturze i zostało przyjętych przez niepraktykujące rodziny. Świece zapala się, aby prosić o ochronę lub przyciągnąć szczęście, a ołtarze są wszędzie. W mojej rodzinie, gdy dorastałam, kuzyni żartowali o składaniu w ofierze kurczaków, a babcia próbowała wyleczyć astmę mojej mamy, wbijając gwóźdź w drzewo i pozwalając, aby sok spłynął jej na głowę.
Ale dopiero w szkole średniej bardziej wtajemniczyłem się w tę praktykę i dowiedziałem się o Orishach. Kiedy byłam młodsza, ja i moi przyjaciele nosiliśmy kolorowe naszyjniki z koralików zwane Elekes jako hołd dla naszego afro-latynoskiego dziedzictwa. Rozmawialiśmy o tym, z którymi świętymi jesteśmy najbardziej związani, a dla mnie byli to Chango, Wojowniczy Król i Yemaya, Matka Oceanu, a ja nosiłem Elekes, które je reprezentowały. Jednak w miarę jak dorastałem, zdałem sobie sprawę, że przyjęcie Orishy, którą lubisz i nazywanie siebie jej dzieckiem, ale nie przyjęcie oddania i dyscypliny wymaganej od santero (kapłana religijnego) jest w najlepszym razie powierzchowną duchowością. W najgorszym przypadku było to zawłaszczenie. I tak odłożyłem moje Elekes. Powoli odłożyłem na bok wszystkie sprawy duchowe i poszedłem dalej ścieżką ateizmu.
A potem straciłem pracę. Niedługo potem, po okresie podskakiwania pomiędzy koncertami podczas pisania, mój partner, z którym byłem od dziewięciu lat, odszedł. Powoli, przez ponad półtora roku, całe bezpieczeństwo w moim życiu uległo erozji i nagle poczułem się niewiarygodnie samotny. Gdybym był religijny, miałbym coś – wyższą moc, boską wolę – do czego mógłbym się zwrócić w moim najniższym punkcie. Ale wierząc tylko w nicość i chaos, po prostu miałem siebie i wolę, aby spróbować pozostać pozytywnym.
Tylko pozytywne nastawienie mogło zdziałać tylko tyle. Każde niepowodzenie, każdy list odmowny, każda niechlujna interakcja z moją byłą, coraz bardziej przybliżała mnie do upadku. Na zewnątrz czułem się dobrze. Schudłam i jakimś cudem udało mi się dotrzymać swoich zobowiązań, pomimo tych wszystkich niepowodzeń. Spotkałem się z przyjaciółmi i rodziną i zapewniłem ich, że czuję się dobrze. Potem wracałem do mieszkania, płakałem i wybijałem dziurę w ścianie. I wtedy pewnego dnia, po miesiącach wzlotów i upadków, zdecydowałem się zapalić świecę, aby uczcić siedem Orishów.
Widzisz, czułem, że jestem za mały, zbyt ziemski, zbyt śmiertelny, żeby naprawdę odwrócić sytuację. Musiałem skierować swoją energię w coś większego, otworzyć się na boską energię przodków. Kilka lat wcześniej podjąłem praktykę cocobalé, sztuki walki głęboko powiązanej z Santerią, pod okiem Gran Maestro Miguela Quijano. Podczas naszych praktyk wyjaśnił mi, że Orisha Elegua jest strażnikiem dróg i otwieraczem drzwi. Nauczył mnie modlitwy, którą mam mu odmawiać podczas robienia patyków – część ćwiczenia cocobalé oznacza robienie patyków, którymi się walczy – aby zaprosić do sukcesu. Recytowałem tę modlitwę, gdy robiłem własny kij, ale teraz zacząłem odmawiać ją codziennie, zapalając świecę. Chociaż początkowo wahałam się, czy zagłębić się w religijne aspekty cocobalé ze względu na moje wątpliwości, jak zrównoważyć mój cyniczny pogląd na świat z duchowym, powoli zaczęłam włączać więcej aspektów Santerii do moich codziennych zajęć. Jeśli tydzień był szczególnie trudny, wykonywałem baño santero, aby oczyścić się z nagromadzonej negatywności i rozpocząć tydzień limpiecito. Jeśli jadłam jajka na śniadanie, myłam i zachowywałam skorupki, aby później zmielić je na domową cascarillę.
Angażując się w te praktyki, moich przodków i Orishów, moje życie powoli zaczęło się odwracać. Mój stan psychiczny poprawił się. Moje zdrowie fizyczne poprawiło się. Pojawiły się kolejne możliwości. Ale co ważniejsze, zacząłem godzić mój ateistyczny pogląd na świat z nowo odkrytą duchowością. Dla mnie Orishy są po prostu przedłużeniem natury. Oya, bogini wiatru, Oshun, matka rzek, Ogun, bóg metalu – to aspekty wszechświata, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Widzimy i czujemy ich siłę. Wszystko ma energię. Wszystko wokół nas ma ducha. I chociaż nadal nie wierzę w jakąś większą wolę dyktującą każdy nasz krok, wierzę w zdolność skierowania lub „zapytania” tej energii, aby poprowadziła nas w stronę pozytywności.
Chcę wyraźnie powiedzieć, że nie jestem santero. Nie jestem babalawo. Nie założyłem ponownie moich Eleków. Ale to, co mam, to szacunek dla tej starożytnej religii oraz dyscypliny i pracy, jakich potrzeba, aby ją praktykować. Jak w przypadku wszystkich prawdziwych rzeczy, wymaga to działania ze strony praktykującego. W moim przypadku te działania pomogły mi wyprowadzić się z najniższego punktu w życiu i pozwoliły mi lepiej zrozumieć własną duchowość. I jest to coś, za co jestem niesamowicie wdzięczny, gdy nadal podążam ścieżką wytyczoną przez tych, którzy byli przede mną.
Miguel Machado jest dziennikarzem specjalizującym się w stykaniu się tożsamości i kultury latynoskiej. Robi wszystko, od ekskluzywnych wywiadów z artystami muzyki latynoskiej po opinie na tematy istotne dla społeczności, osobiste eseje związane z jego Latinidad oraz artykuły i artykuły związane z Portoryko i kulturą portorykańską.