„Czy mogę zadzwonić do Gagi?” moja prawie 7-letnia córka zapytała mnie dziś rano o 7:15, 10 minut przed przyjazdem autobusu. Gdyby to był odosobniony przypadek, zdecydowanie zgodziłabym się na szybką rozmowę telefoniczną, ciesząc się, że moja córka i moja mama (która jest także moją najlepszą przyjaciółką) stworzyły tak silną więź.
Zamiast tego byłam po prostu zirytowana, głównie dlatego, że to już czwarty raz w ciągu ostatnich 24 godzin, kiedy moja córka zwróciła się z tą samą prośbą, i to nie liczyło się z tym, ile razy machnęła ręką po moim telefonie i zadzwoniła do babci bez pytania.
Rozumiem, że mama po prostu stara się pomóc, ale byłoby miło mieć poczucie, że moje zasady są szanowane i przestrzegane.
„Dajmy babci odpocząć, kochanie” – odpowiedziałam. – Możemy do niej zadzwonić po szkole. Potem uruchomiono wodociągi, a ponieważ była 7:15 rano, a ja nie zdążyłem jeszcze zrobić kawy, ustąpiłem, uznając rozmowę telefoniczną za mniejsze zło i pozwolenie na nią to najlepszy sposób na trzymanie się mojej filozofii rodzicielskiej survivalu.
Rozmawiali przez kilka minut ściszonym, pełnym miłości głosem (słyszałem obie strony rozmowy, ponieważ moja córka uważa, że mój telefon działa tylko w trybie głośnomówiącym), po czym zmusiłem ich do rozłączenia się, aby moja córka nie spóźniła się na autobus. Gdy wyciągnąłem ją z domu, oddzwoniłem do mamy. – Przykro mi, że ma taką obsesję na punkcie dzwonienia do ciebie – powiedziałem. „Och, uwielbiam to” – odpowiedziała moja mama. – Proszę, niech dzwoni do mnie tak często, jak chce.
I tu tkwi problem. Tak samo jak moja córka szaleje na punkcie mojej matki, tak samo moja matka szaleje na jej punkcie. Teoretycznie wydaje się, że jest to dobry problem, ale w rzeczywistości można odnieść wrażenie, że zostaje przekroczona jakaś niewidzialna granica. To tak, jakby moja córka i moja matka (która znana jest z tego, że psuje moje dzieci do zepsucia) umieściły się po jednej stronie tej granicy, podczas gdy ja siedzę po przeciwnej. A ta strona to strefa „wrednej mamusi”.
Nie zliczę, ile razy moja córka nastawiła moją matkę przeciwko mnie. Będziemy wszyscy razem na krótką wizytę lub na dłuższych wakacjach, a ona zdecyduje, że chce trzeciego rożka z lodami lub więcej czasu przed ekranem, któremu już odmówiłem. Więc wpadnie w szał i pobiegnie do babci, która następnie spróbuje negocjować umowę między nami. A co jeśli ma tylko połowę gałki lodów? A może po prostu 10 minut więcej czasu przed ekranem?
Rozumiem, że moja mama po prostu stara się pomóc, ale kto chce widzieć smutnego wnuka? Ale byłoby miło mieć poczucie, że moje zasady są szanowane i przestrzegane, nawet gdy w budynku pracuje starsze pokolenie. W końcu jestem matką i czy to, co mówię, nie powinno mieć miejsca? Oczywiście moja córka powiedziałaby nie, zwłaszcza gdy moje zasady nie są zgodne z jej pragnieniami, a wie, że zasady babci są ustanowione wyraźnie po to, by zadowolić jej jedyną wnuczkę.
W przyszłym tygodniu nasza trójka – mama, córka i babcia – jedziemy na długi weekend na plażę dla dziewcząt. To już trzeci rok, kiedy nas nie ma i jestem pewna, że po raz kolejny poczuję się jak piąte koło u koła na ich cudownych, pełnych przytulania wakacjach. Niejednokrotnie będę musiała wybrać, czy rzucić nogę (i poradzić sobie z konfliktem, jaki to wywoła), czy też dać się zwieść naleganiom mojej matki, że zapewnienie mojemu dziecku „jeszcze jednej” tego, czego aktualnie pragnie, jest lepszym i milszym wyborem.
Jednak patrząc z dobrej strony, przynajmniej upodobanie mojej córki do babci oznacza, że mogę odpocząć od bycia tą, która zawsze rządzi. Pozwól babci przejąć inicjatywę. Będę czytać moją książkę. I oczywiście, zjedz tyle lodów, ile chcesz.