
Do mojej pielęgniarki porodowej,
Dziękuję. Z głębi serca dziękuję. Wiem na pewno, że bez ciebie nie poradziłabym sobie z porodem i naprawdę uważam, że jesteś aniołem. Nie tylko pomogłaś mi urodzić zdrowe dziecko, ale także wytrzymywałaś mnie podczas długiego porodu – co, jak wiem, nie było łatwe. I to właśnie robisz na co dzień. Jak zachować spokój, pewność i miłość? Twoja siła mnie zdumiała.
Od samego początku wiedziałeś, że moje doświadczenie nie będzie typowe (ani łatwe). Mam wadę serca i bardzo chciałam urodzić drogą pochwową po cesarskim cięciu. Wiedziałeś, że pomaganie mi będzie wymagało bardzo dużej wspinaczki, ale zamiast się wahać lub próbować zmienić zdanie na temat mojego porodu, kontynuowałeś, prowadząc mnie na każdym kroku.
Dziękuję, że podtrzymujesz moje marzenie przy życiu w każdej sekundzie mojej 50-godzinnej pracy. Dzięki Tobie udało mi się przetrwać najcięższe dni w moim życiu i otrzymać najlepszą nagrodę. Nigdy nie pozwalasz mi się poddać.
Kiedy po raz pierwszy wwieziono mnie do mojego pokoju, pracowałam już w domu przez 18 godzin i odczuwałam ogromny ból. Jęknęłam, podczas gdy ty spokojnie i dokładnie omawiałeś ze mną niektóre szczegóły. Nic o tym nie słyszałam, ale upewniłaś się, że przynajmniej mój mąż to przyswoił. Kiedy moje skurcze się nasiliły, moja agonia również. Moje jęki zamieniły się w krzyki. Pamiętam, że odczuwałem silny ból w udach i czołgałem się po podłodze w łazience w desperackim poszukiwaniu ulgi, kiedy wszedłeś. „Pozwól, że ci pomogę” – powiedziałeś. „To kurwa zabija!” Krzyknęłam ci w twarz. Nie mogłam myśleć o niczym innym poza bólem, a sądząc po twojej chłodnej reakcji, byłaś tego świadkiem wiele razy. Delikatnie pomogłeś mi wejść do łóżka, ani razu nie oceniając mojego nieobliczalnego zachowania.
Nieco później, zanim dostałem niebiański znieczulenie zewnątrzoponowe, zacząłem jak szaleniec naciskać przycisk wywołania. Mąż próbował mnie uciszyć, ale to nie pomogło. Kiedy wszedłeś do pokoju, wciąż spokojny jak zawsze, rzuciłem pager na tył łóżka. „Umieram!” Krzyknęłam. „Kochanie, proszę, nie rzucaj przedmiotami. Nie chciałbym, żebyś skrzywdziła siebie i dziecko. – W porządku – powiedziałem. „Tylko proszę, daj mi znieczulenie zewnątrzoponowe!” Na szczęście dla całego szpitala zadziałało szybko. A kiedy następnym razem wszedłeś do pokoju, przeprosiłem za moje bardzo złe zachowanie. Nie martw się - powiedziałaś z uśmiechem. „Widziałem i słyszałem to wszystko”.
Dzięki Wam w końcu udało mi się uspokoić na tyle, aby móc urodzić córkę. Pomagałeś mi pchać przez trzy godziny. Wierzyłeś we mnie, nawet gdy straciłem wszelką nadzieję i byłem tak przekonany, że nie mogłem tego zrobić ani chwili dłużej. Pomogłeś mi zapewnić VBAC, na którym tak bardzo mi zależało. Nie pozwoliłeś mi się poddać, nawet po tym, jak na ciebie naskoczyłem. Rozumiałaś, przez co przechodzą kobiety podczas porodu, a teraz wiem, że do tego, co Ty, potrzeba kogoś tak wyjątkowego i silnego. Wiem, że nigdy nie mógłbym.
Dziękuję, że ze mną wytrzymujesz i że we mnie wierzysz. Gdyby nie ty, prawdopodobnie nie urodziłabym mojej córki tak, jak chciałam. Kiedy się urodziła, powiedziałeś: „Od początku wiedziałem, że będziesz rodzić drogą pochwową”. Widziałem, że masz w sobie siłę i walkę, aby tego dokonać. Te słowa będę nosić ze sobą na zawsze. Wciąż o nich myślę, ilekroć dopada mnie zniechęcenie i znajduję siłę, by przez to przejść. Pomogłeś mi to zrobić. Tylko ty.
Dziękuję, że robisz to, co robisz każdego dnia. Pielęgniarki takie jak Ty sprawiają, że proces porodu należy szanować i kochać. Mam nadzieję, że wiesz, że robisz różnicę w przypadku każdego dziecka, któremu pomagasz urodzić. Pomagasz także zmieniać życie kobiet, które dzięki temu wspierasz. Jesteś niesamowity.
Z poważaniem,
Ja