Jeśli widziałeś Armanda „Mondo” Duplantisa przelatującego nad poprzeczką wynoszącą 6,25 m (około 20,5 stopy) podczas Igrzysk Olimpijskich w Paryżu w 2024 r., bijącego własny rekord świata, prawdopodobnie jesteś pod wrażeniem. Szwedzki lekkoatleta jest prawdopodobnie najlepszym tyczkarzem wszechczasów, a po jego megaskoku na wypełnionym po brzegi stadionie zawrzało z podekscytowania. (A ludzie w mediach społecznościowych wciąż nie mogą się pogodzić z faktem, że w niezaprzeczalnie uroczej chwili natychmiast zrywa się z miejsca i pobiegł do swojej dziewczyny, żeby to uczcić.) Ale poza kwestionowaniem praw fizyki, możesz się zastanawiać, czy skoki o tyczce przyjeżdżają na igrzyska z własnymi tyczkami.
Jako były tyczkarz, jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszę na temat tego sportu, brzmi: „Czy masz własną tyczkę?”. To skomplikowane pytanie, ponieważ odpowiedź brzmi zarówno tak, jak i nie. Większość skoczków niekoniecznie posiada własne kijki – zapewnia je uniwersytet, klub, trener lub sponsor – ale mają kijki, które zabierają ze sobą na każde zawody. Innymi słowy, zawody lekkoatletyczne, w tym przypadku igrzyska olimpijskie, nie zapewniają zawodnikom kijków.
Istnieje jednak uzasadniony powód, dla którego skoczkowie o tyczce używają (kilku) własnych tyczek na potrzeby zawodów lekkoatletycznych. Poniżej omówimy wszystko, co musisz wiedzieć.
Czy skoczkowie o tyczce podróżują z własnymi kijkami?
Tak. Skoczkowie o tyczce rzeczywiście podróżują z własnymi tyczkami, ale nie jest to łatwe. Jasne, wszyscy boimy się stać w kolejce do sprawdzenia bagażu na lotnisku, a najgorsza jest konieczność uiszczenia dodatkowej opłaty za bagaż. Cóż, teraz wyobraź sobie podróżowanie z zestawem kijków z włókna szklanego o długości do 5 metrów, w futerale ochronnym, który może ważyć do 100 funtów. Sportowcy mogą z łatwością wydać setki dolarów, w zależności od cen linii lotniczych, a niektóre linie lotnicze w ogóle nie pozwalają podróżnym na zabranie ze sobą kijków. To logistyczny koszmar, o którym skoczkowie o tyczce – nawet olimpijscy – wiedzą aż za dobrze.
W większości ośrodków treningowych do skoku o tyczce dostępnych jest około 30 lub więcej różnych tyczek, spośród których sportowcy mogą wybierać. Liczba ta może wydawać się przesadzona, ale w rzeczywistości jest normą. Przeciętnie każdy skoczek osobiście przynosi na zawody pięć lub więcej takich tyczek – tych samych, których używa podczas treningów.
Podczas dowolnych zawodów skoczek o tyczce użyje od dwóch do pięciu tyczek. Każdy kij ma inny wzrost i wagę, a im większy kij, tym wyżej skoczy zawodnik. Krótsze kije są zwykle używane w przypadku niższych lub większych wysokości, ale rozmiar kijków zależy również od wagi, wzrostu, umiejętności i siły osobistej sportowca.
Mężczyźni zazwyczaj używają większych i cięższych tyczek niż kobiety, ale każdy skoczek o tyczce (i sam skok) jest inny.
Dlaczego skoczkowie o tyczce zabierają na mityngi własne kijki?
Opcje, przyjacielu. Wszystko zależy od opcji. W zależności od tego, jak skoczek czuje się tego dnia, warunków pogodowych i prędkości na wybiegu (niektóre pasy startowe mają większą sprężystość niż inne), może być konieczne użycie dłuższej, krótszej, cięższej lub lżejszej tyczki. Technicznie nie ma ograniczeń co do tego, jak długa lub krótka może być tyczka – może mieć dowolną długość i średnicę – więc każdy skoczek będzie podróżował z różnorodnością na każdą okazję.
Aby wszystko było uregulowane, sędzia musi także zatwierdzić na początku każdych zawodów tyczki, których skoczek planuje lub ma zamiar używać. To tylko formalność, aby sprawdzić każdy słup i wykluczyć nielegalne oklejenie słupa (taśma na słupie nie może być grubsza niż dwie warstwy).
Skoki o tyczce są intensywne sport wymagający ogromnych umiejętności i technikę, ale sztuka podróżowania z kijkami dodaje kolejną warstwę poważnego zaangażowania. Konkluzja jest taka, że skoczkowie o tyczce używają własnych kijków i podróżują na zawody z własnymi kijami, ale w porównaniu ze skakaniem na wysokość 20 stóp w powietrzu jest to dziecinnie proste.
Andi Breitowich jest niezależną pisarką mieszkającą w Chicago i absolwentką Medill School of Journalism na Emory University i Northwestern University. Jej prace ukazywały się w PS, Women's Health, Cosmopolitan i innych. Jest masową konsumentką mediów społecznościowych, byłą skoczkinią o tyczce na uczelni, dba o holistyczne dobre samopoczucie i niestygmatyzującą opiekę reprodukcyjną.