Kiedy mój mąż i ja zaczęliśmy się spotykać w 2016 roku, jako Demokraci byliśmy zjednoczeni politycznie. Zawiozłem go nawet do urn, aby głosował na Hillary Clinton. Jednak po przetrwaniu burz biznesowych zaostrzonych przez pandemię jego zainteresowania głosowaniem uległy zmianie i obecnie identyfikuje się jako republikanin, co plasuje nas wśród czterech procent par małżeńskich lub konkubujących w Stanach Zjednoczonych pozostających w związkach o mieszanym politycznie charakterze, według badania Instytut Studiów nad Rodziną .
Łatwiej byłoby mi to znieść, gdyby była to, powiedzmy, era Mitta Romneya w Partii Republikańskiej. Ale niedawno dowiedziałem się, że głosował na Donalda Trumpa w wyborach w 2020 r. – o czym wówczas nie mówił.
– Więc nie głosowałeś? Zapytałem dzień po wyborach.
– Tak, nie – mruknął dwuznacznie.
„No cóż, przynajmniej nie głosowałeś na tego dupka” – powiedziałem z ulgą.
I był już wiedział, że przekazał darowiznę na kampanię „tego dupka”. Wzdrygnąłem się, gdy do naszej kamienicy nadeszły przesyłki pocztowe z kampanią. Dla mnie Trump jest toksyczną plagą dla naszego systemu politycznego. Dlatego w naszym domu polityka może stać się napięta. Ale dla trwałości naszego związku staram się być kochankiem ponadpartyjnym.
Podział partyzancki ze względu na płeć staje się powszechnym problemem. Mój mąż należy do pokolenia X, a ja jestem z pokolenia milenialsów, ale niedawno zauważyłam nasze różnice polityczne Dziennik Wall Street badanie wyborców poniżej 30. roku życia, które wykazało, że głosujące kobiety w wieku od 18 do 29 lat znacznie częściej były Demokratami, a wyborcy płci męskiej w tym przedziale częściej byli Republikanami. Jak czytamy w artykule: „Siły amerykańskiej kultury i polityki spychają mężczyzn i kobiety poniżej 30. roku życia do przeciwstawnych obozów, tworząc nową linię podziału w elektoracie” – nie mówiąc już o tworzeniu nowej linii podziału w związkach heteroseksualnych.
Jeśli nie możesz sobie wyobrazić randkowania lub, co gorsza, poślubienia kogoś o innych przekonaniach politycznych, zaufaj mi, rozumiem. Szczerze mówiąc, gdyby ta rozbieżność była obecna na początku naszego związku, nie przeskoczyłbym od razu na Tindera. W tamtym czasie nie wybierałem żadnych facetów, którzy mieli Trumpa w biografii. Myślałam, że nigdy nie umawiam się z Republikaninem, a tym bardziej nie poślubię takiego.
Moja rodzina i przyjaciele kochają mojego męża, ale wielu z nich nie wie, jak ja to robię. Nie wyobrażają sobie spania z wrogiem. Istnieje wyjątkowo nowoczesny instynkt i umiejętność życia w bańce – izolowania się od odmiennych opinii politycznych i przedstawiania ich jako zła – i myślę, że to sprawiło, że nasza demokracja jest nieskuteczna. . . i nasze relacje są nieaktualne.
Może jestem masochistą, ale naprawdę zacząłem doceniać posiadanie „jednego z nich” w moim domu. Zwykle rozumiem jego punkt widzenia, nawet jeśli się z nim nie zgadzam, i nie sądzę, że jest konieczne, abyśmy zgadzali się we wszystkim. Jeśli Jamesowi Carville i Mary Matalin udało się to osiągnąć, nam też się to uda.
Pomaga to w ujednoliceniu naszych ogólnych wartości. Chociaż mój mąż jest republikaninem, moim zdaniem nie wyznaje rażącej ideologii. Jest konserwatywny pod względem fiskalnym, ale społecznie liberalny: akceptuje społeczność LGBTQ, popiera małżeństwa homoseksualne i jest zwolennikiem wyboru, a wszystkie te kwestie są dla mnie niezwykle ważne. Decyzja Dobbsa i uchylenie sprawy Roe przeciwko Wade budzą osobiste obawy. Rozważamy posiadanie dziecka i dzielimy czas między Kalifornię i Teksas. (Nic dziwnego, że on spędza więcej czasu w Teksasie, a ja w Kalifornii.) Ze względu na zakaz aborcji nie będę w ciąży w Teksasie. Nie na jeden dzień. Nie zrobię też zapłodnienia in vitro w Teksasie ze względu na postępowania sądowe, które grupy sprzeciwiające się wyborowi wszcząły w niektórych czerwonych stanach. Zgadza się ze mną w tym wszystkim.
Oboje jesteśmy zagorzałymi zwolennikami wolności słowa, co jest dla nas kolejnym krytycznym punktem porozumienia i prawdopodobnie powodem, dla którego to wszystko tak dobrze działa.
Tak, czasami muszę tolerować opinię polityczną przez zaciśnięte zęby (i odwrotnie). Na przykład sparowaliśmy z transpłciowymi kobietami w sporcie kobiecym i muszę mu przypomnieć: „Nikt nie zmienia się, aby wygrywać w sporcie!” Dlaczego jest tak, że mężczyźni wydają się przejmować kobiecym sportem tylko wtedy, gdy debatują na temat transpłciowych kobiet?!
Ale eksplozje są nieliczne. Zwykle, gdy coś się pojawia, odbywamy krótką, pełną pasji i szacunku rozmowę, a następnie ruszamy dalej. Te dyskusje zmuszają mnie do myślenia o problemie z otwartym umysłem. Nie mogę po prostu zredukować mojego męża do jednowymiarowego mema i wrzucić go mentalnie do pudełka oznaczonego „ZŁY”. Zmusiło mnie to do okazania większej empatii wobec szerszej grupy ludzi, z którymi się nie zgadzam, i myślę, że to dobrze.
Moim głównym problemem związanym z przynależnością partyjną mojego męża jest tegoroczny bilet prezydencki. Uważam Trumpa i jego kandydata na kandydata JD Vance’a za jednych z najgorszych, jakie Partia Republikańska ma do zaoferowania. Mam więc nadzieję, że sporo stracą w tej kampanii wyborczej i cały ruch MAGA umrze, zanim Kamala Harris dobiegnie końca swojej kadencji w Białym Domu. Mam nadzieję, że moja strona wygra i będzie rządzić z uwzględnieniem drugiej strony. Bardzo głośno wyrażam swoje pragnienie zwycięstwa Harrisa-Walza. Mój mąż przewrócił oczami, widząc powagę, z jaką byłam przyklejona do transmisji na żywo DNC.
Największą wadą naszych mieszanych stosunków politycznych jest to, że żadne z nas nie ma przyjemności opowiadać bzdur bez sprzeciwu – a wyładowywanie się na polityce z kimś, z kim doskonale się łączysz, jest wspaniałą rozrywką! Jednak z drugiej strony nasze debaty polityczne zmuszają mnie do wyjaśnienia mojego własnego punktu widzenia i znalezienia wystarczających dowodów na poparcie moich przekonań. Kiedyś miałem znacznie większe słabe punkty w moich postawach.
Nie, prawdopodobnie nie zawiozę mojego republikańskiego męża do urn w listopadzie tego roku, ale cieszę się, że możemy współistnieć pomimo różnic politycznych. Nie lubię być zbyt pewny przyszłości, ale na razie nasza dynamika nie jest receptą na nieszczęścia. Traktuję to jako szansę na rozwój.
Reszta kraju mogłaby się czegoś nauczyć z naszego małżeństwa: jak walczymy z tym politycznym podziałem, zamiast go całkowicie odrzucić, przez co jesteśmy zmuszeni przemyśleć i artykułować nasze pomysły w sposób, który ma sens dla obu stron. Wpuszczanie do swojego życia ludzi, którzy nie wierzą dokładnie w to, co robisz, nie jest złe; to prezent. Znalezienie sposobów na pokonanie tych różnic w naszych najbliższych związkach może być kluczem do ustabilizowania spornego małżeństwa w kraju.
Courtney Kocak jest pisarką i podcasterką mieszkającą w Los Angeles. Napisała scenariusz do nagrodzonego Emmy serialu animowanego Amazona „Danger”.