Muzyka Taylor Swift zawsze odzwierciedlała moje własne doświadczenia życiowe, a jej 10. album studyjny „Midnights” nie jest wyjątkiem. Wciągnąłem się już po pierwszych pięciu sekundach pierwszego utworu, ale piosenką, która naprawdę do mnie trafiła, był „Anti-Hero”. Jako osoba, która przez większość swojego życia zmagała się z kilkoma chorobami psychicznymi, „Anti-Hero” (i jego wideo odpowiednik) oddaje złożone uczucia, które często towarzyszą głębokiemu wstrętowi do samego siebie, problemom z obrazem ciała i depresji.
Na początku teledysku Swift bez przekonania szturcha śniadanie o północy, podczas gdy gra tekst „Midnights stają się moimi popołudniami”. To zdanie przywołało wspomnienia epizodów depresyjnych, w których cierpiałem tak długo, że pora dnia nie miała dla mnie znaczenia. Gdy depresja przeniknie przez moje ciało niczym choroba, czas straci wszelkie znaczenie. Wypiłem kofeinę zbyt późno i przegapiłem normalne pory posiłków i nagle zdałem sobie sprawę, że minął tydzień, a ja nie byłem świadkiem ani jednego wschodu ani zachodu słońca. Piosenka trwa dalej, a duchy gonią Swifta do tekstu: „Kiedy moja depresja działa na cmentarzu, wszyscy ludzie, których duchy widziałem, stoją w pokoju”. Jedną z najgorszych cech depresji, czy też większości chorób psychicznych, jest to, jak dobrze potrafią przekonać cię do izolacji, dzięki czemu mogą urosnąć w siłę, podczas gdy poczucie winy z powodu porzucenia osób, które kochasz, kumuluje się.
Oczywiście „cele”, jakie wyznaczyła mi depresja i zaburzenia odżywiania, były znacznie bardziej odległe, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić, i niezależnie od tego, jak długo podążałem za tymi tyranami w mojej głowie, wiedziałem, że nigdy nie spełnią swoich złotych obietnic.
Kiedy Swift wita się w drzwiach ze swoją chorobą psychiczną, czyli „zastępczym Taylorem”, widzimy, jak bardzo jest opanowana i jak bardzo pragnie zabawy – zestawienie to jest mi aż nazbyt znajome. Dobrze wiem, jak depresja zaczyna brać górę, gdy tylko ją zaprosisz i jaką przyjemność sprawia ci torturowanie. A ilekroć pojawiały się zaburzenia odżywiania, ukazywało mi tę „lepszą” wersję siebie, która zawsze wydawała się nieco poza zasięgiem. Oczywiście „cele”, jakie wyznaczyła mi depresja i zaburzenia odżywiania, były znacznie bardziej odległe, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić, i niezależnie od tego, jak długo podążałem za tymi tyranami w mojej głowie, wiedziałem, że nigdy nie spełnią swoich złotych obietnic.
Inną stroną choroby psychicznej, którą tak dobrze ukazuje teledysk „Anti-Hero”, jest to, jak bardzo się z nią wiążesz. Ta obecność zakopuje się głęboko w środku i niezależnie od tego, jak ciemna i pokręcona może się wydawać, są chwile, w których trudno sobie wyobrazić życie bez niej. Po ich wstępnym powitaniu widzisz Swift bawiącą się swoją chorobą psychiczną, podekscytowaną obietnicami, które niewątpliwie jej złożyła. Jednak w miarę upływu czasu zabawa się kończy, Swift słabnie, a choroba postępuje.
W pewnym momencie zmagania psychiczne Swift zaczynają zajmować więcej miejsca, niż by sobie tego życzyła – jak w scenie z kolacją, kiedy debiutuje gigantyczna Swift (co powiązałam z doświadczeniem całkowitej dysmorfii ciała). Albo kiedy Swift wchodzi na wagę i wyświetla „GRUBY” (co oznacza problemy z obrazem ciała i zaburzenia odżywiania), podczas gdy jej alternatywna wersja kręci głową. Choroba psychiczna może być destrukcyjna na niezliczone sposoby. Głos zaburzeń odżywiania, depresji lub lęku może towarzyszyć Twoim najgorszym myślom i rozwijać mistrzowskie umiejętności kamuflażu, aż w końcu staną się nie do odróżnienia od własnych.
Jednak pod koniec filmu widać, jak Swift rozpoznaje wszystkie trzy wersje siebie, siedząc na dachu i zapraszając ich wszystkich na butelkę wina. To zakończenie oznacza uznanie swoich zmagań i chorób, które musi nastąpić, zanim będzie można rozpocząć powrót do zdrowia – lekcja, której zrozumienie zajęło mi trochę czasu. Na szczęście Swift zawsze potrafił ubrać w słowa najtrudniejsze emocje w życiu.