Film

Hiperseksualna latynoska postać Any de Armas z „Deep Water” jest w rzeczywistości dość złożona

Алекс Рейн 24 Февраля, 2026
Ana de Armas as Melinda Van Allen in 20th Century Studios

Najwyższy czas, abyśmy zobaczyli na ekranie Latynosów grających bardziej złożone i dynamiczne role. Rola kubańskiej aktorki Any de Armas w roli Melindy w „Głębokiej wodzie” z pewnością pasuje do tego opisu, chociaż jej postać każe mi pomyśleć, że może powinienem być trochę bardziej ostrożny, czego sobie życzę. W najnowszym thrillerze Hulu jest nieszczęśliwą żoną Vin, granego przez Bena Afflecka. Mogą mieć cenną młodą córkę, duży, piękny dom i związaną z tym fortunę, ale Melinda i Vin istnieją w thrillerze psychologicznym i sprawy nie układają się dobrze – zwłaszcza gdy reżyserem jest Adrian Lyne. Lyne to facet, który nakręcił „Fatalne zauroczenie” i „Niemoralną propozycję” i aby wyreżyserować ten film, przeszedł 20-letnią emeryturę, co oznacza, że ​​pomimo wszelkich oznak pięknego życia Melinda i Vin są głęboko zaniepokojeni.



Moje niepokoje związane z filmem zaczęły się od obaw o postać De Armasa. Najpierw widzimy ją jako „złą mamę” – krzyczącą na córkę, żeby przestała bawić się w „Starego MacDonalda”. Córka nie słucha. Dla kontrastu, Vin jest dobrym, cierpliwym rodzicem. Ma kontakt z córką, bawiąc się, słuchając i nawiązując z nią kontakt na głębszym poziomie niż Melinda. Gdyby odwrócić płeć, nie byłoby wrażenia, że ​​Melinda jest złym rodzicem. Ale istnieją podwójne standardy rodzicielskie, które w tym przypadku są wymierzone przeciwko Melindzie, przez co widzowie zaczynają jej nie lubić.

Nie pomaga to, że zdradza męża, rzucając mu w twarz swoją niewierność. Wie o tym cała ich grupa przyjaciół. (Jak mogliby nie, skoro ona całuje się z przypadkowymi osobami na ich imprezach) I wydaje się, że nie ma żadnych zainteresowań poza spotykaniem się z młodymi mężczyznami, którzy nie są jej mężem. Melinda jest przedstawiana jako typowa hiperseksualna Latynoska i na wypadek, gdybyś przeoczył, że jest Latynoską (być może dzięki jasnej skórze De Armas lub uprzywilejowanej pozycji jej bohaterki), jej mocny akcent z pewnością to zdradza.

Ale to dopiero początek. W miarę rozwoju wydarzeń w „Deep Water” wszystko, łącznie z Melindą, staje się coraz bardziej skomplikowane. Zaczyna się, gdy Vin przechwala się jednemu z młodych kochanków Melindy, że zamordował jej poprzedniego kochanka – w końcu mężczyzna zaginął. Plotka szybko rozchodzi się po ich małej społeczności i choć ogólnie rzecz biorąc, ludzie zgadzają się, że Vin żartuje, film nie daje ostatecznej odpowiedzi na to, co się stało.

„Głęboka woda” przenosi się pomiędzy bieżącymi wydarzeniami a retrospekcjami (lub fantazjami) i nie jest jasne, czyją perspektywę widzimy, więc pytania po prostu rosną. W przypadku sprytnego kręcenia filmu nie byłem pewien, jak daleko Melinda posunęła się w swoim zdradzaniu i jak daleko Vin posunął się w swoich gwałtownych impulsach, dopóki nie zaczęło się to dziać poza retrospekcjami i fantazjami. Po drodze wahałem się pomiędzy Melindą i Vinem, postrzegając je zarówno jako ofiarę, jak i złoczyńcę, nie wiedząc, komu kibicować ani nawet jak zrozumieć ich szczególną grę w kotka i myszkę. To znaczy, kto tu jest kotem? Kto jest myszą? Nadal nie jestem pewien, czy wiem.

I w tej szarej przestrzeni doskonale sprawdza się „Deep Water”. Pod koniec filmu wybory Melindy i to, co film pozostawia niezdecydowanym, stają się złożone i dynamiczne. Lubię oglądać Latynosów grających w filmach bardziej złożone postacie i chociaż wybory dokonywane przez Melindę nie są tymi, których ja bym dokonała, rodzą one fascynujące pytania. Jaka jest rola zazdrości w miłości? W jaki sposób jesteśmy współwinni działań naszych partnerów? Jaką odpowiedzialność bierzemy za nasze dziwactwa, zwłaszcza gdy ranią innych? Czy w miłości i na wojnie naprawdę wszystko jest sprawiedliwe?

„Deep Water” żyje w moralnej dwuznaczności i prosi nas, abyśmy przyjrzeli się Vin i Melindzie z bliska w sposób przypominający test Rorschacha, który może ujawnić coś o nas samych. Tak więc, choć uważam Melindę za bardzo niepokojącą, cieszę się, że De Armas ją gra, i to jako postać wyraźnie latynoską. Latynosi doświadczają pełnego zakresu i głębi ludzkiego doświadczenia; różnimy się temperamentem, skłonnościami, a nawet moralnością tak samo jak każda inna grupa. I dobrze jest mieć filmy, które to przedstawiają, nawet, a może szczególnie, wtedy, gdy sprawiają, że widzowie tacy jak ja czują się niekomfortowo.