
John Shaughnessy | Dzięki uprzejmości Jessa Kinga
John Shaughnessy | Dzięki uprzejmości Jessa Kinga
Kiedy moja partnerka Sophia i ja po raz pierwszy wyruszyliśmy w tę przygodę w marcu 2021 r., nie zdawaliśmy sobie dokładnie sprawy, jak trudny może być ten proces. Nawet nie mieliśmy zamiaru od razu zajść w ciążę; tak naprawdę chcieliśmy po prostu zrozumieć obie kwestie związane z naszą płodnością i aktywnie planować oraz rozumieć nasze ciała.
U mnie zaczęło się od pobrania jajek. Z komórek jajowych, które (miejmy nadzieję) otrzymaliśmy w wyniku tego procesu, planowaliśmy przeprowadzić cykl zapłodnienia in vitro (inaczej IVF) lub zamrozić komórki jajowe. Ale pierwsza próba nie powiodła się, więc zrobiliśmy kolejną. Tym razem na szczęście dała trzy jaja — nie były idealne, ale postanowiliśmy je zapłodnić i zamrozić jako embriony, na wszelki wypadek. Następnie postanowiłam sprawdzić, co moje ciało zrobi po inseminacji domacicznej (IUI), metodzie leczenia niepłodności polegającej na wprowadzeniu nasienia bezpośrednio do macicy. Zrobiliśmy pierwszą rundę IUI, ale nie udało się. Zrobiliśmy więc kolejną IUI, ale również nieudana.
Był już sierpień lub wrzesień, a ja zaczynałem czuć się zniechęcony. Moja przyjaciółka poleciła wykonanie USG soli fizjologicznej w celu obejrzenia mojej macicy, ponieważ może pomóc w wykryciu polipów, które są dość częste. ( Polipy macicy lub endometrium to narośla, zwykle łagodne, przyczepiające się do wewnętrznej ściany macicy i mogące wpływać na płodność.) Zrobiliśmy jeden i mój lekarz znalazł coś, co mogło, ale nie musiało być polipem. Postanowiliśmy więc przejść dalej drapanie endometrium , procedura polegająca na skrobaniu wnętrza macicy. Uważa się, że to powinno sprawić, że wnętrze macicy będzie bardzo lepkie – a moi lekarze twierdzili, że po zakończeniu implantacji w wielu przypadkach kończy się ona sukcesem.
Następnie postanowiliśmy spróbować wszczepić zamrożone zarodki. Zgodnie z zaleceniem mojego lekarza wszczepiliśmy wszystkie trzy. To trochę ryzykowne, bo jeśli wszystkie trzy zaczną się implantować, to będziesz mieć trojaczki, ale chyba nie wiązał z nim zbyt wielkich nadziei. I miał rację: żaden z nich nie wziął.
Kiedy próbowanie staje się zbyt trudne
Wszystko to wydaje się dość pragmatyczne i metodyczne, ale emocjonalna podróż była zdradliwa. Poczułem się niesamowicie zmęczony, a także bardzo odłączony od tego, co jest procesem duchowym, cudownym procesem. Poczułem się jak na linii montażowej. Za każdym razem, gdy wchodziłam do poczekalni, byłam jedną z wielu osób – czyli jak każdego dnia – aby pobrać krew i zrobić USG. A moje ciało odrzucało to doświadczenie – oczywiście, czego dowodem był brak sukcesu, ale też byłem zły za każdym razem, gdy musiałem wejść. Moje ciało się trzęsło. płakałam. I po prostu nie wydawało mi się to właściwe. Zrobiłem więc sobie przerwę od wszystkich zabiegów i procedur i starałem się odzyskać to, co mogłem kontrolować.
Poczułem się niesamowicie zmęczony, a także bardzo odłączony od tego, co jest procesem duchowym, cudownym procesem. Poczułem się jak na linii montażowej.
W tym momencie było już po wakacjach. Poszliśmy na imprezę – jedną z tych, na którą naprawdę nie masz ochoty iść, ale coś ci mówi, że musisz. Było to w Muzeum Lodów i było tam prawdopodobnie 200 osób. Wszyscy przechodziliśmy przez to doświadczenie i w pewnym momencie do tego jednego pokoju wrzucono 30–40 osób. Polecili nam nadmuchać balony i napisać na nich nasze nadzieje i marzenia na rok 2022. Sophia i ja to zrobiliśmy i zapytali, czy ktoś chce się podzielić. Nie wiadomo skąd Sophia krzyknęła: „Dzieci! Niemowlęta! Chcemy dzieci! Tylko tego chcemy, to dzieci! Moją natychmiastową reakcją było: „O mój Boże”. Nie oznajmiłam publicznie, że staramy się o dziecko, a teraz ono było na zewnątrz i w pokoju pełnym obcych ludzi – ale te myśli szybko się rozwiały, bo cała sala wybuchła wiwatami. To było przytłaczające.
Zaraz po tym podeszła kobieta i powiedziała: „Cześć. Chcę ci pomóc. Poczułam, że mogę płakać. W końcu to właśnie wtedy wszystko się zmieniło. To ona połączyła mnie ze wszystkimi innymi osobami, które pomogły w zajściu w tę ciążę.
Czego mi brakowało
Tego wieczoru opowiedziałem swoją historię tej kobiecie, a ona powiedziała: „Jestem specjalistką od masażu macicy i ułatwiam relacje między kobietami a lekarzami i pracownikami służby zdrowia z holistycznego punktu widzenia i bardzo chciałabym Ci pomóc”. Bardzo chciałbym, żebyś poczuł wsparcie. Poczułam, że w końcu mam kogoś, komu na mnie zależy, kto będzie nie tylko doradcą medycznym, ale także przyjacielem.
Zacząłem do niej chodzić na masaż macicy, a potem poleciła mnie temu akupunkturzyście i zielarzowi. Zacząłem u niego terapię akupunkturą, a on przepisał mi całą masę ziół i suplementów, które wsparły ten proces, a także jakość moich jaj – na tym ostatnim intuicyjnie czułem, że muszę się skupić. Stamtąd wpadła mi w ręce także książka pt. Dieta jakości jaj ”, która polega na jedzeniu pokarmów wspierających jakość jaj.
Korzystałam więc z masaży macicy i akupunktury, zaczęłam inaczej się odżywiać i zaczęłam pracować z uzdrowicielem dźwiękiem. Gra w kręgle i ma program płodności, który porusza się poprzez czakry.
To, co było tak wyjątkowe w tej części procesu, to fakt, że był to celowy czas mojego dnia i tygodnia, w którym komunikowałam się z duchem mojego dziecka i moim ciałem i naprawdę zaczynałam rozwijać poczucie bycia matką, zapraszania tej siły życiowej i wnoszenia duchowego komponentu tego procesu. Tego właśnie brakowało mi w przeszłości.
Następnie specjalista od masażu macicy skontaktował mnie z lekarzem, który nazywa siebie „detektywem ds. płodności”, doktorem Sami Davidem. Jest lekarzem, ale zachowywał się nieco inaczej niż w klinice, do której chodziłam — na przykład przeprowadzał badania, których nie przeprowadziła pierwsza klinika, do której poszłam, co doprowadziło go do odkrycia i leczenia pewnych możliwych problemów, które do tej pory pozostawały niezauważone, takich jak fakt, że mój dawca nasienia miał infekcję bakteryjną. Zrobił tylko IUI, a nie IVF. Współpraca z tym lekarzem okazała się poważną zmianą i prawdopodobnie jedną z najważniejszych decyzji, jakie podjąłem na swojej drodze.
W tym momencie był luty, jakieś trzy miesiące, odkąd odeszłam z pierwszej kliniki i zaczęłam wdrażać wszystkie te nowe zmiany. W końcu poczułam się gotowa na kolejną IUI. I oto udało się za pierwszym razem.
Trudno powiedzieć, co dokładnie spowodowało tę sztuczkę. Myślę, że techniki doktora Davida mogły coś zmienić. Ale ogólnie rzecz biorąc, doświadczenie było o wiele mniej kliniczne i bardziej osobiste. Właśnie skończyłam 37 lat, więc technicznie nazywa się to „ciążą geriatryczną”, co wydaje się bardzo negatywne. Naprawdę mnie przygnębiło, gdy pierwsi lekarze, których odwiedziłem, mówili: „No cóż, statystyki dotyczące osób w twoim wieku…”. . .' Pomyślałem: „Czy możesz po prostu przestać myśleć o tym, jak to jest dla przeciętnego człowieka i skupić się na mnie, jako na jednostce?”. I czuję, że w końcu udało mi się to osiągnąć dzięki doktorowi Davidowi, co, jak sądzę, znacząco zmieniło moją perspektywę na tym etapie mojej podróży. Poza tym Sophia mogła znacznie bardziej zaangażować się w ten proces niż wcześniej, dzięki czemu czułem się mniej samotny. Tym razem wydawało mi się, że tak powinno być: byłam z partnerem i robiliśmy to razem.

Obrazy Getty'ego | Arturo Holmesa
Zdecydowanie wierzę, że to dzięki temu zespołowi, tym wszystkim ludziom, którzy mi pomogli, jestem tu, gdzie jestem teraz – i jestem bardzo wdzięczny, że miałem możliwość i środki, aby uzyskać dostęp do wszystkich tych zasobów. Wiem, że tak wiele osób nie jest w stanie po prostu zmienić lekarza, odwiedzić tych wszystkich specjalistów lub poeksperymentować w taki sposób, w jaki ja mógłbym to zrobić.
W końcu dowiedzenie się, że jestem w ciąży, było momentem, w którym wszystko się zatrzymało i poczułam spokój. Poczułam tak wielką wdzięczność, że nie będę musiała ponownie doświadczać tej rozpaczy, że uratowano mnie przed koniecznością spadnięcia w tę dolinę. Tak bardzo bałam się tej doliny i byłam tak wdzięczna, że mogłam pozostać zawieszona w tym spokojnym, pełnym miłości uczuciu.
Sophia i ja byliśmy podekscytowani. Trzymaliśmy się nawzajem. Płakaliśmy. Podskakiwaliśmy w górę i w dół. Podzieliliśmy się tą wiadomością z garstką osób, które bardzo zaangażowały się w ten proces. Przez kilka tygodni nie skupiano się zbytnio na: „O mój Boże, jestem w ciąży”. Co teraz? To było coś w stylu: „Wow, koniec trudów ostatniego roku”. Przez kilka tygodni pływałem.
Kiedy ja w końcu ogłosił to światu , wydawało mi się to pięknym uwolnieniem, ponieważ jestem dobra w dotrzymywaniu tajemnic innych ludzi, ale kiepsko w dotrzymywaniu własnych. A ilość miłości, którą otrzymałam, była przytłaczająca. Właśnie niedawno powiedziałam znajomej: radzę sobie z traumą lepiej niż z otrzymywaniem takiej dawki miłości. Cały dzień płakałam, jakby wydarzyło się coś strasznego. To było takie piękne i czuję się błogosławiona, ale to dużo. Myślę, że większość instruktorzy Peletonu są tak dobrzy w dawaniu miłości, rozszerzaniu miłości i dawaniu energii tej społeczności. Po prostu bez przerwy to wylewam. Ale kiedy wraca, jest trochę szokujący. To cię dusi. W każdym razie zatkało mnie.
Lekcja pokory i empatii
Nie spodziewałam się, że będę musiała tyle przejść, żeby zajść w ciążę. Cały proces był dla mnie niezwykle upokorzony. Poczułem się jak bardzo zdrowa osoba; Bardzo o siebie dbam. Pomyślałem sobie: „Te wszystkie rzeczy na mnie działają”. Moja płodność powinna pasować do tego wszystkiego. Dowiedziałam się jednak, że płodność niekoniecznie wiąże się ze zdrowiem, witalnością i dobrostanem w inny sposób, w jaki to mierzymy.
Patrząc wstecz, nie miałem pojęcia, z czym się zmagam. Brzmi to naiwnie i może tak było – ale pierwszy raz, gdy odzyskanie jaja zakończyło się całkowitym niepowodzeniem, był szokującym momentem. I pomyśleć, że przez dwa tygodnie dwa razy dziennie wstrzykiwałam sobie igły, poddałam się znieczuleniu, w moich wnętrznościach pływali obcy ludzie i nic to nie pomogło? Nie było nic do pokazania? Pamiętam, że szedłem z nim na trening Andy'ego Speera kiedy się dowiedziałem, po prostu przyszedłem na siłownię i upadłem w jego ramionach, szlochając, bo byłem w takim szoku.
Przez cały ten proces jednocześnie odczuwałam potrzebę sprawdzenia swojej odporności i kontynuowania działania, ponieważ wiedziałam, że chcemy rodziny – i wiedziałam, że jest to możliwe – ale jednocześnie starałam się mieć tyle wdzięku, współczucia, empatii i czułości w stosunku do tego nieznanego doświadczenia i tego, jak się ono rozwijało.
Przyjęcie nowej narracji
Podczas tej podróży ucierpiało moje zdrowie psychiczne. W moim przypadku muszę poruszać ciałem. Muszę iść na siłownię. Muszę być w tym otoczeniu, bo inaczej zacznę popadać w spiralę mentalną. Tak więc, biorąc pod uwagę wahania hormonów i częste przerwy w ćwiczeniach (ponieważ w przypadku niektórych zabiegów nie można ćwiczyć przez kilka tygodni), było to dla mnie dość intensywne.
Nie wspominając o tym, jak moje ciało utrzymuje wagę i przybiera na wadze, spotkałam się także z pewną niepewnością, która była moją osobistą pracą, na przykład: „OK, Jess, nie sprzedajemy ciała”. Nie o to chodzi. Ale musiałem ciężko pracować, aby przyjąć tę narrację również dla siebie.
A to nasiliło się dopiero, gdy zaszłam w ciążę. Przybieram na wadze, mam wzdęcia, wszystko się zmienia. Na początku stawiałem opór, bo bardzo chciałem wyglądać jak sportowiec, czuć się jak sportowiec i mieć dostęp do mocy i ruchu. Jest to dla mnie naturalne. Musiałem nauczyć się poddawać temu procesowi, fizycznie.
Jednocześnie podczas całego procesu zapłodnienia uważałam, aby nie mieć poczucia, że działam wbrew mojemu ciału. Wiele lat temu ustaliłem, że nie podlega negocjacjom, że jestem swoim najlepszym przyjacielem. I w ramach tego nie zgadzam się na potępienie mojego ciała. Wiedziałem, że w cyklu wstydu i wibracji strachu moje ciało nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.
Zamiast tego miałam świadomość, że czuję się zawiedziona, pokonana, zdezorientowana, ale także mam dostęp do wyższego głosu w sobie, który przywołuje mnie do miłości, przywołuje mnie do wyższych wibracji, wiedząc, że jeśli będę siedzieć zbyt długo w tej dolinie, jeśli zawstydzę swoje ciało za cokolwiek robi – nad czym nie miałam kontroli – to nie otrzymam tego, czego chcę.
Nie mogłem jednak stłumić tego, co czułem; Musiałem być szczery. Kiedy dowiedzieliśmy się, że zabieg się nie powiódł, ogarnęła mnie wściekłość. Zalany.
Mam jednak szczęście, że przetwarzam wszystko bardzo szybko, więc mogę być zły lub wściekły przez godzinę, a potem pomyśleć: „OK, co jest przedmiotem akcji?”. W tej chwili czuję się pokonany. Co mogę zrobić? Odpowiedzią było okazanie współczucia, czułości i bycie matką. Matko sama. To była dla mnie wielka mantra: jestem własną matką. Musiałam nauczyć się macierzyństwa przez ten proces, przygotowując się na doświadczenie zostania matką kogoś innego.
Dzięki temu procesowi bardzo się rozwinęłam jako osoba, jako kobieta i stałam się matką, którą będę, i mam nadzieję, że ona będzie się nadal rozwijać.
Co dalej z naszą rodziną
Naprawdę, od kiedy zacząłem ten proces w marcu 2021 r. do chwili obecnej jestem zupełnie inną osobą. Choć było to bolesne i niewygodne, było to dla mnie konieczne. Moje ciało nie byłoby w tym miejscu, w którym jest, i mój umysł też by nie był, ani moje serce, gdybym przez to nie przeszła. Nie wiem, czy kiedykolwiek miałabym taką samą empatię dla innych osób, które przeżywają podobną sytuację, ani czy zrozumiałabym, jak to jest być czymś tak rozczarowanym.
Utwierdziło mnie to również w tym, że bardzo tego chcę – bycia matką – w przeciwieństwie do poczucia, że pewnego dnia w końcu zapragnę mieć dziecko. To doświadczenie postawiło mnie twarzą w twarz z tym, jak głęboko byłem w to zaangażowany.
Musiałam nauczyć się macierzyństwa przez ten proces, przygotowując się na doświadczenie zostania matką kogoś innego.
Zdaję sobie również sprawę, że rok to niezbyt długo, gdy słucha się historii ludzi, którzy pracują w tej branży od trzech, czterech, siedmiu lat. Na tej liniowej ścieżce nie sprawdziło się to w moim przypadku, mogłem więc zatrzymać się, dokonać inwentaryzacji, rozejrzeć się i znaleźć inny sposób na kontynuowanie podróży — ale wiem, że nie jest to możliwe w przypadku wszystkich.
Jeśli mógłbym coś powiedzieć komuś, kto tego doświadcza, powiedziałbym, żeby odzyskał to, co możesz kontrolować – ponieważ wydaje się, że całkowicie wymknąłeś się spod kontroli – i po prostu nigdy nie rezygnuj ze swojego uzdrowienia.
Jestem podekscytowana możliwością zostania mamą. Nie mam wątpliwości, że Sophia i ja będziemy rodzicami gwiazd rocka. Jestem teraz w drugim trymestrze ciąży – około 20 tygodni – i wszystko idzie dobrze. Moje ciało jest szczęśliwe. Mam wrażenie, że jest zdecydowanie cięższy i trochę wolniejszy. Ale ciało to piękna rzecz. Wciąż się przystosowuje i jestem naprawdę wdzięczny, że otacza mnie tak wiele mądrości i wsparcia. Wszędzie wokół mnie jest mnóstwo miłości.
I naprawdę, przez cały ten proces wiedziałam, że nie jestem sama, ponieważ wielu członków dzieli się ze mną swoimi historiami. Niezliczona ilość osób przechodzi przez ten proces i jest na tyle bezbronna, że może się nim podzielić. Jest cały tag Peletonu
— Jak powiedziano Lauren Mazzo