
I've always enjoyed the benefits of smiling . But it wasn't until adolescence that I was privy to how my smile — the very expression that conveys happiness, gratitude, a sense of peace — would be used against me. I came to lament my grin because it didn't feel like it belonged to me anymore. I'd be at the mall with my friends, en route to class, hungover and walking to a bodega with my best friend, and inevitably someone — zawsze mężczyzna – przerywał wszelkie prywatne przemyślenia, rozmowy czy sesję na Spotify, w które byłam pochłonięta prostym żądaniem: „Uśmiechnij się, kochanie”.
Takie zachowanie zawsze mnie denerwowało, ale tego lata spotkałam się z naprawdę wstrząsającym przykładem tego, co może wywołać mój uśmiech – lub moja odmowa uśmiechu.
Dane przygnębiająco sugerują, że kobieta w miejscu publicznym częściej doświadczyła molestowania seksualnego niż nie.
Mój chłopak i ja udaliśmy się do Nowego Jorku po weekendzie w Nantucket. Zatrzymaliśmy się na chwilę w centrum komunikacyjnym. Wyciągnąłem książkę Pierre'a Lemaitre'a Aleks gdy szedł do kolejki w męskiej toalecie.
– Zaraz wrócę, kochanie – powiedział.
Zauważyłem trzy postacie przechadzające się po centrum transportowym. Czytałem dalej, a potem dreszcz przebiegł mi po szyi jak niechciana dłoń na udzie.
- Spójrz na tę śliczną tam. Tak, ta, która czyta sama. Założę się, że uda mi się sprawić, żeby się uśmiechnęła.
Słyszałam, jak mężczyźni opisali, co chcieli ze mną zrobić: gdzie ich usta dotykały różnych miękkich części mojego ciała, części mnie, które aż do tego momentu sprawiały, że czułam się dobrze ze sobą. Mówili te rzeczy, jakby mnie tam nie było. Poczułam się jak tania, przydrożna atrakcja. Nie widzieli mnie. Kiedy mnie nękali, zobaczyli przyjemny zbiór cech anatomicznych – tych, których byli przekonani, że zostały zaprojektowane dla ich przyjemności. I oni cieszył się To.
Ze spuszczoną głową czytałem ten sam akapit w kółko z nadzieją, że te publiczne „rozmowy w szatni” ustaną i dzień będzie trwał dalej. Potem podeszli do mnie. Siedziałam zmarznięta, a skóra zaczęła mnie mrowić.
– Przepraszam, panienko – powiedział jeden z mężczyzn z udawaną uprzejmością. „Podaruj nam uśmiech”. Odtworzyłam w myślach jego wcześniejsze opisy tego, co chciałby ze mną zrobić.
Patrzyłam tępo, a on powtórzył to stwierdzenie, tym razem głośniej i bardziej zdecydowanie. To nie była prośba. Jego przyjaciel zaczął ze mnie drwić, a ja udało mi się wykrzywić zaciśnięte usta. Ich głosy, nacechowane kontrolowaną autorytatywnością, zmieniły się nagle w niepohamowaną pogardę. Nie zrobiłem tego, co mi kazano.
„Cholera!”
„Fałszywa suka!”
'Tak! To jest czym jesteś.
Trzęsłam się. Wyśmiali mnie i wyszli na zewnątrz. Słowa, które syczały, wciąż przemykają jak szczury po podłogach mojego umysłu podczas czuwania i snu.
Moje doświadczenie w wystawianiu niechcianych zalotów ze strony mężczyzn w miejscach publicznych nie jest rzadkie. Według jednego z sondaży, 87 procent Amerykanek w wieku od 18 do 64 lat było nękanych na ulicach przez nieznanego im mężczyznę. Wykazał to kwestionariusz z 2007 roku dotyczący molestowania w nowojorskim metrze 63 procent respondentów przyznało, że doświadczyło molestowania seksualnego w transporcie lub podczas oczekiwania na stacji metra. Dane przygnębiająco sugerują, że kobieta w miejscu publicznym częściej doświadczyła molestowania seksualnego niż nie.
Nic w moim doświadczeniu nie miało charakteru seksualnego. Konfrontacja miała charakter dominacji i uległości. Podobnie jak w przypadku gwałtu, wymaganie od kobiety uśmiechu nie wynika z romantycznego pożądania ani ulgi w orgazmie. Chodzi o kontrolę. Chodzi o publiczne postawienie kobiety na jej miejscu – i poza zdrowym rozsądkiem istnieją badania, które to potwierdzają. Chociaż uśmiech jest naturalny wyraz szczęścia i rozrywki , uśmiech pełnił przez całą ewolucję mroczniejszą funkcję – i to właśnie ta funkcja wpływa na to, kiedy mężczyźni żądają od kobiet uśmiechu.
„U naczelnych pokazywanie zębów, zwłaszcza trzymanych razem, jest prawie zawsze oznaką uległości. Prawdopodobnie z tego wyewoluował ludzki uśmiech.
Jeśli chodzi o ewolucję ssaków, uważa się, że uśmiech powstał jako akt uległości. Profesor Frank Andrew wyjaśnił Naukowy Amerykanin na początku tego roku, że: „U naczelnych pokazywanie zębów, zwłaszcza zębów trzymanych razem, jest prawie zawsze oznaką uległości. Prawdopodobnie z tego wyewoluował ludzki uśmiech. Nadal często używamy naszego uśmiechu jako: sygnał społeczny aby wskazać, że nie ma zagrożenia, i jako mechanizm włączający — tak jak wtedy, gdy uśmiechasz się do nieznajomego w Target.
W 2012 roku dr Janice Porteous, profesor filozofii na Uniwersytecie Vancouver Island, rozmawiał z Live Science o ewolucji uśmiechu u wyższych naczelnych w odpowiedzi na postrzegane zagrożenie dominacją i agresją. „To wyrażenie” – stwierdził Porteous – „wydaje się odbijać agresję dominującej osoby, jest więc oznaką poddania się, braku wrogości lub ułagodzenia, w wyniku czego dominująca zostawia ją w spokoju”. W rzeczywistości badanie przeprowadzone w 1997 r. skupiało się na różnicach między płciami pod względem statusu dominacji i wykazało, że powszechnie uważa się, że kobiety są społecznie słabsze od mężczyzn – ze względu na częstotliwość, z jaką się uśmiechają.
Według Marianne LaFrance, profesor psychologii w Yale, tylko 20 procent uśmiechów jest autentycznych. Oznacza to, że chociaż kobieta może zgodzić się na żądanie uśmiechu, w żadnym wypadku nie oznacza to, że jest z tego powodu zadowolona.
Powinno to pomóc wszystkim lepiej zrozumieć, jak się zachowują – i dlaczego zachowują się w ten sposób – w tych scenariuszach. Kiedy mężczyzna każe kobiecie się uśmiechać, musi wiedzieć, że jeśli w rezultacie pojawi się uśmiech, będzie to nieszczere. Jaki jest więc prawdziwy zamiar? A w przypadku kobiet nieodłączny dyskomfort związany ze zwrotem, który często jest spisywany jako mający dobre intencje lub nieszkodliwy, pojawia się z wyraźną ulgą. Dla kobiet publiczne nakazanie im uśmiechu nie jest aktem zalotności ani lekką sugestią, aby przestały i powąchały pachnące moczem kwiaty na miejskim chodniku. Doświadczenie to nie jest ani pochlebne, ani podnoszące na duchu; to poniżające, a czasem nawet przerażające.
Uśmiech powinien być inspirowany zachwytem i wydarzać się naturalnie, ale nauka i nasze życiowe doświadczenia dowodzą, że nie zawsze jest to takie proste.