
Według słownika Merriama-Webstera: definicja matki jest „należący do matki, odnoszący się do niej lub charakterystyczny dla niej”. Innymi słowy, to właśnie te naturalne i ciepłe instynkty tradycyjnie kojarzą się z byciem mamą. Pełnienie roli matki powinno przychodzić łatwo wszystkim kobietom, prawda? Zatem bycie matką oznacza bycie matką. Właściwie, nie. Nie wszystkie matki czują się macierzyńskie, nawet po urodzeniu więcej niż jednego dziecka. Dla niektórych kobiet macierzyństwo wiąże się z ciężką nauką, która wymaga dużo czasu i praktyki. Skąd mam wiedzieć? Jestem jednym z nich.
Nie lubiłam być tak bardzo potrzebna. Jak bardzo to niematczyne? Myślałam, że powinnam kochać cały czas przywiązanie do mojego dziecka.
Zawsze wiedziałam, że chcę być mamą. Lubiłem trenować małe dzieci na obozach piłkarskich i przez pewien czas byłem także nauczycielem. Uwielbiałam pomagać dzieciom w nauce, a ich radość napełniała moje serce. Poza tym słyszałam wiele historii od mojej własnej matki i znajomych o tym, jak euforyczne jest dla nich macierzyństwo. Sprawili, że zabrzmiało to tak, jakby było to równie błogie, jak zakochanie się po raz pierwszy i chyba tak właśnie jest. Zakładałem więc, że u mnie też tak będzie. Tylko że tak nie było.
Kiedy byłam w ciąży, byłam podekscytowana jak wiele mam, które pierwszy raz poszły na świat. Zarejestrowałam się, żeby spełnić wszystkie potrzeby, perfekcyjnie przygotowałam żłobek i przeprowadziłam badania na temat wychowywania dzieci. Ale kiedy przywiozłam synka ze szpitala do domu i po raz pierwszy jako matka weszłam do mojego domu, poczułam wszystko Ale macierzyński. Nic w byciu matką nie wydawało mi się naturalne. Brak snu, koszmar karmienia piersią i ciągła potrzeba – tak, zgubiłam się. Poczułam, że potrzebuję G247CM, który pomoże mi przebrnąć przez mgłę wczesnego macierzyństwa.
Nie tylko nie wiedziałam, co robię, ale presja kochającego macierzyństwa o każdej porze dnia była dla mnie zbyt wielka, abym mogła sobie z nią poradzić. Jestem na tyle pewną siebie matką, że mogę to teraz przyznać, ale wtedy nie lubiłam być tak bardzo potrzebna. Jak bardzo to niematczyne? Myślałam, że powinnam kochać cały czas przywiązanie do mojego dziecka. Poczułam się nieadekwatna i zawstydzona, że macierzyństwo nie jest dla mnie wrodzonym, błogim doświadczeniem, jakie słyszałam od wielu innych matek. Poczułem się jak oszust. Ale próbowałem dalej. Przytulałam go i kochałam przez ciągły potok łez.
W końcu zacząłem mieć wrażenie, że już to opanowałem. Nadal byłam niespokojna, ale naprawdę zaczęłam cieszyć się swoim pierworodnym, zamiast zamartwiać się rzeczami, które nie przychodziły mi naturalnie. I chociaż wiem, że nie jestem matką, wiem też, że nadal jestem cholernie dobrą matką. Kocham oboje moich dzieci pomimo intensywnej nauki. Jeśli zatem słowo „macierzyństwo” nie jest wpisane w Twoje DNA, wszystko jest w porządku. Zaufaj mi. Macierzyństwo stanie się łatwiejsze, a Twoje dzieci będą Cię kochać bez względu na wszystko. Nie pozwól, aby słowa stanęły Ci na drodze do bycia najlepszą matką, jaką możesz być.